Szczegóły wczorajszej decyzji o umorzeniu śledztwa prokuratura utajniła.
1 października 2007 r., kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi, CBA zatrzymało Sawicką. Biuro pokazało
wideo, na którym widać było, jak Sawicka bierze łapówkę. Potem się okazało, że od agenta Tomka udającego biznesmena. Ujawniono też nagrania jej rozmów telefonicznych, w których mówi o ewentualnym "kręceniu lodów" przy prywatyzacji szpitali.
Były szef CBA
Mariusz Kamiński tuż przed wyborami na specjalnie zwołanej konferencji powiedział: - Ta konferencja każe się zastanowić, na kogo oddać swój głos.
PiS wykorzystał zatrzymanie Sawickiej w kampanii wyborczej w 2007 r. Tymczasem Sawicka, płacząc, opowiadała w Sejmie, że agent Tomek ją uwiódł. Po zatrzymaniu Sawicka zarzuciła agentom i Kamińskiemu, że przekroczyli swoje uprawnienia. Jak? Inwigilując ją, prowokując i nakłaniając do przestępstwa oraz stosując wobec niej "metody o charakterze osobistym".
Śledztwa odmówiła prokuratura w Poznaniu, po decyzji sądu uchylającej odmowę wszczęcia powierzono je Prokuraturze Okręgowej w Lublinie. W piątek jej rzeczniczka Beata Syk-Jankowska poinformowała, że prokuratorzy uznali, że CBA, prowadząc operację specjalną wobec Sawickiej, działało w ramach swoich uprawnień. Nie ujawniła jednak szczegółów uzasadnienia, zasłaniając się tajemnicą państwową. Śledczy nie dopatrzyli się też przestępstwa w samej konferencji prasowej z 16 października, na której Kamiński przedstawił materiały ze śledztwa. Prokuratura uznała, że było to legalne, bo zgodę na upublicznienie wyraził ówczesny prokurator generalny minister sprawiedliwości
Zbigniew Ziobro (PiS).
Beata Sawicka decyzję o umorzeniu może zaskarżyć do sądu.