- Obywateli trzeba zapytać, czy mamy mieć prosty system emerytalny, czy pozostać przy obecnym - kosztownym, z dużymi składkami do
ZUS i otwartych funduszy emerytalnych i nie wiadomo jaką emeryturą na starość - mówi "Gazecie" wicepremier.
Zgodnie z reformą z 1999 r. każdy Polak odkłada składki na indywidualnych kontach w ZUS i OFE. Im więcej odłoży, tym więcej na starość dostanie. Na emeryturę oddajemy w sumie 19,5 proc. pensji. Kowalski zarabiający 3400 zł co miesiąc przekazuje 663 zł. Osoby z minimalną pensją - ok. 250 zł.
Pawlak chce, żeby wszyscy płacili jednakową, niewielką składkę, i to tylko do ZUS. - W zamian na starość każdy dostałby emeryturę wystarczającą na przeżycie bez pomocy opieki społecznej. Ta emerytura dla wszystkich byłaby jednakowa - mówi wicepremier. Ile mogłaby wynosić? - Powinna pozwolić godnie żyć. Na dzisiejsze warunki mogłoby to być 1200 zł.
Według wyliczeń Pawlaka, żeby dostać taką emeryturę, wystarczyłoby dziś płacić co miesiąc 120 zł. Jeżeli ktoś chciałby na starość żyć na wyższym poziomie, sam musiałby odkładać pieniądze w banku czy w funduszach.
120-złotowa składka miałaby być co roku waloryzowana o wskaźnik inflacji i ewentualnie jeszcze jakiś dodatkowy procent. Jaki? Nie wiadomo.
Pawlak chce o referendum rozmawiać z innymi członkami rządu. Emerytury to teraz wśród członków gabinetu jeden z najgorętszych tematów. Co roku państwo dopłaca do nich ponad 40 mld zł. Na dłuższą metę
budżet tego nie wytrzyma.
Między ministrami iskrzy. Szefowa resortu pracy
Jolanta Fedak (
PSL) chce np. obniżyć składkę do OFE z 7,3 do 3 proc. Jej pomysł popiera
Ministerstwo Finansów. Ostro sprzeciwia się mu Michał Boni, minister w kancelarii premiera.
Pomysł Pawlaka eksperci nazywają radykalnym.
- To nieodpowiedzialne słowa, głupota - mówi Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS. - Nikt nie robi referendów w sprawie wysokości podatków, składek, opłat. Każdy powie, że mają być jak najmniejsze.
Ultraliberał Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha nie jest przeciwny referendum. - Ale pytałbym tylko młodych Polaków, tych, których nowy system by objął - zapewnia.
Centrum na zlecenie rządu przygotowało raport, z którego wynika, że każdy powinien mieć szansę odkładania na emeryturę w taki sposób, jaki mu odpowiada. Państwo powinno gwarantować tylko minimalne świadczenie.
Sadowski zapewnia, że podobny system sprawdza się w Kanadzie.
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z PKPP Lewiatan, członkini Rady Gospodarczej przy premierze, uważa, że system kanadyjski nie ma u nas szans. Bo rodacy nie umieją inwestować i nie mają nawyku odkładania pieniędzy na przyszłość.
Wiktor Wojciechowski, ekonomista fundacji FOR, mówi, że gdyby obniżono składkę emerytalną do 100 zł miesięcznie dla mężczyzny zarabiającego średnią krajową, to po 40 latach pracy zgromadzone składki wystarczyłyby na wypłatę 265 zł brutto emerytury! To ponad 400 zł mniej, niż wynosi obecnie gwarantowana ustawowo emerytura minimalna (706 zł).
- Aby dostawać 1200 zł, mężczyzna musiałby pracować przez 60-70 lat. A kto będzie tyle pracował? - pyta Mordasewicz. - To wprowadzanie opinii publicznej w błąd, często politycy mówią o czymś, na czym się nie znają.
Co o referendum myśli premier? Kancelaria premiera nie odpowiedziała nam przez tydzień.
- Myśli pan, że wiedza Polaków pozwoliłaby im świadomie odpowiedzieć na pytanie w referendum? - pytamy Waldemara Pawlaka.
- Wierzę w mądrość Polaków.
Wiktor Wojciechowski, fundacja FOR:
Pomysł ten zwiększyłby deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, z którego ZUS wypłaca emerytury, o 73 mld zł, do 118 mld. Minister finansów musiałby go pokryć gigantyczną podwyżką podatków.