http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Z ziemi smoleńskiej do Polski

Ewa Milewicz
2010-04-23, ostatnia aktualizacja 2010-04-23 08:46

Na pogrzebie prezesa NBP Sławomira Skrzypka był obecny prezes PiS Jarosław Kaczyński
Na pogrzebie prezesa NBP Sławomira Skrzypka był obecny prezes PiS Jarosław Kaczyński
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Po wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego nad grobami jego politycznych przyjaciół można sądzić, że poraniony PiS zacznie teraz tratować III RP

Pogrzeb Krzysztofa Putry. Na pierwszym planie Jarosław Kaczyński
Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta
Pogrzeb Krzysztofa Putry. Na pierwszym planie Jarosław Kaczyński
W rządzie Jarosława Kaczyńskiego Szczygło pełnił funkcję ministra obrony narodowej
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
W rządzie Jarosława Kaczyńskiego Szczygło pełnił funkcję ministra obrony...

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Pogrzeb Zbigniewa Wassermanna
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Pogrzeb Zbigniewa Wassermanna

Zobacz także, co Jarosław Kaczyński mówił na pogrzebach



Z milczenia Jarosława Kaczyńskiego po Smoleńsku niczego nie można było wnioskować. Na ekranach telewizorów widać było, że ten człowiek znalazł się w piekle. Czy to piekło zmieni go jako polityka, a tym samym czy zmieni PiS? I jak?

Można sobie wyobrażać, że po Smoleńsku wszystkie partie popłyną w krainę łagodności. Najważniejsze jest jednak, dokąd pożegluje PiS.

Dziś PO - i rząd, i partia - jest bowiem bezszelestna. Dni żałoby zostały perfekcyjnie zorganizowane. "Bezszwowo". Działało i już. Nikt z rządu się tym nie pysznił. Premier witał trumny, wszystkie tak samo serdecznie i ludzkim słowem.

Milczał PiS, co zrozumiałe. Istotne było, jakie będą jego słowa po Smoleńsku.

Dotychczas to, jaki jest PiS, zależało od dwóch ludzi - Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Nie dlatego, że prezydent miał jakąś "przerzutkę" na partię, ale dlatego, że prezes PiS liczył się z jego zdaniem tak samo jak z własnym. I w związku z tym prezydent pełnił funkcję hamulca prezesa PiS, człowieka publicznie nieumiarkowanego.

Przy całej bliskości braci prezydent był człowiekiem bliżej życia. Miał w rodzinie nie tylko człowieka z PiS, ale też z SLD. Jego własne małżeństwo było jedno i wzorowe, ale w jego rodzinie bywało inaczej.

Celem prezydenta nie było zbudowanie partii bliskiej bawarskiej CSU, o czym marzył jego brat. Prezydent takiej partii by raczej nie chciał, bo sam by się w niej nie zmieścił. Pasowałby do socjaldemokracji, gdyby w Polsce ona była, jak napisała Anna Bikont w "Dużym Formacie".

Na dodatek żona prezydenta - "czarownica", jak to kiedyś z szacunkiem dla osoby ludzkiej ujął Tadeusz Rydzyk - wypowiadała się i za in vitro, i przeciw zaostrzaniu prawa antyaborcyjnego. Jej poglądy, w tej i innych sprawach, to też był hamulec dla prezesa PiS.

Tego hamulca już nie będzie. Zniknęło - jak mówią w PiS - całe Krakowskie Przedmieście (czyli Kancelaria Prezydenta) złożone z ludzi bardziej prezydenta niż PiS. Władysław Stasiak czy Paweł Wypych to nie byli partyjni politycy. Nie wiadomo, czy po Smoleńsku będzie w PiS nadal miejsce dla posłów bliskich prezydentowi.

Pierwsze słowa prezesa PiS - z cmentarzy, na których chowano jego politycznych przyjaciół - są jak kaganki oświetlające drogę, którą pewnie podąży PiS. "Musimy podjąć tak nagle przerwane ich dzieło. Być może przegramy, być może owoców naszej pracy nie doczekamy, być może nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski. Ale musimy dać świadectwo" - taki list przysłał Jarosław Kaczyński nad grób Aleksandra Szczygły.

Dać świadectwo? W państwie demokratycznym? Świadectwo można dawać wtedy, gdy za głoszenie poglądów coś człowiekowi grozi. Więzienie, pobicie, opresja. Dają świadectwo opozycjoniści na Kubie. Dawali świadectwo Lech i Jarosław Kaczyńscy w PRL. Ale czy w Polsce dziś rządzi jakiś reżim?

I co znaczą słowa, że może "nie uda nam się jeszcze tym razem powrót do Polski"? Czy nie żyjemy w Polsce? Polskę ma nam dać dopiero powrót PiS do władzy? Czy to echo wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z 2006 r.: "odzyskaliśmy MSZ"? Teraz PiS ma w planie odzyskać Polskę z rąk reżimu Tuska?

Jeśli te słowa są przemyślane, jeśli nie wynikają ze stanu psychicznego prezesa PiS, to znaczy, że do Polski ze Smoleńska przybywa partia gniewu, łomotu, rozrachunków.

To znaczy, że rozpocznie się szukanie winnych katastrofy. Już dziś poseł PiS, zmarginalizowany dotąd, ale jednak b. wiceminister, czyli Antoni Macierewicz, mówi w "Naszym Dzienniku" o odpowiedzialności ministra obrony Bogdana Klicha: "Jego zaniechania, błędy i nieudolności są oczywiste. Jednak główna odpowiedzialność spada na premiera Donalda Tuska, bo to on rozstrzygał i doprowadził do sytuacji, w której wizyta prezydenta RP stała się swoistą pułapką dla elit niepodległościowej Polski".

Wina Tuska, na razie mgławicowa, za chwilę stanie się winą konkretną, kwalifikującą się pod Trybunał. W IV RP.

W takim rozumowaniu wszystkie trumny służą sprawie PiS. I nie tylko Macierewicz tak myśli. "Są ludzie, którzy uważają, że nadal mimo tych 96 trumien trzeba walczyć z kaczyzmem" - powiada prezydencki minister Witold Waszczykowski ("Polska"). I przedstawia obraz PiS zapędzonego w kozi róg - partii, która w imię wierności musi kontynuować dzieło prezydenta. Dać świadectwo. I odpór władzy.

Następne słowa PiS będą pewnie brzmieć podobnie do lepperowskiej frazy sprzed lat: "wersal się skończył".

IV RP stoi u bram.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 100 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    191 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':