http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W Egipcie do demonstrantów trzeba strzelać!

Marta Urzędowska
2010-04-23, ostatnia aktualizacja 2010-04-23 08:40

- Nie ma co się bawić z armatkami wodnymi. Do protestujących trzeba strzelać ostrą amunicją! - przekonuje służby specjalne egipski parlamentarzysta, któremu wtóruje urzędnik z MSW.

Pistolet w rękach strzelca
fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta
Pistolet w rękach strzelca
No dalej, na co czekacie? Powystrzelajcie nas wszystkich! Przecież partia rządząca to partia kul i pałek! - krzyczeli we wtorek demonstranci przed parlamentem w Kairze. Nie było ich wielu, zaledwie kilkadziesiąt osób w przeciwieństwie do kilku setek uzbrojonych po zęby policjantów, ale to i tak dużo jak na egipskie standardy.

Nad Nilem od blisko 30 lat panuje stan wyjątkowy, który zakazuje demonstracji, pozwala więzić ludzi bez sądu, kontrolować media i skutecznie tłamsić opozycję. Władze co kilka lat przedłużają stan wyjątkowy.

Jednak o ile Egipcjanie zdążyli się przyzwyczaić do zakazu demonstracji, pałowania protestujących i strzelania gumowymi kulami, o tyle ostatnie wynurzenia przedstawicieli władz zdumiały nawet ich.

- Użycie siły przez służby bezpieczeństwa jest w pełni legalne - przekonywał na początku tygodnia Hamid Raszid, doradca w MSW, odpowiadając na pytania parlamentarzystów, dlaczego 6 kwietnia władza użyła siły do rozpędzenia demonstrantów. - Legalne jest też strzelanie ostrą amunicją do protestujących jeśli zaatakują policję, a przecież zawsze tak robią - tłumaczył Raszid.

- Miałbym pretensje do MSW, gdyby było łagodne wobec tych wyrzutków - wtórował mu Naszat Al-Kasas z rządzącej partii NDP. - Nie ma się co bawić z armatkami wodnymi. Po prostu do nich strzelajcie! - apelował do służb specjalnych. - Jeśli siły bezpieczeństwa są atakowane, powinny się bronić - zgadzał się inny członek NDP Ahmad Abu Akrab, były policjant.

Ich opinie stały się powszechnie znane za sprawą poczytnych dzienników "Al-Masri Al-Jawm" (Egipcjanin Dzisiaj) i "Al-Szuruk" (Wschód). - Al-Kasas powinien stanąć przed sądem za podżeganie do przemocy - komentował Ajman Nur, znany opozycjonista, który trafił do więzienia za rzekomą defraudację, kiedy postanowił rywalizować z prezydentem Hosni Mubarakiem w wyborach prezydenckich 2005 r.

- Jesteśmy zaskoczeni, ale bierzemy tę wypowiedź śmiertelnie serio - przekonuje Hamdi Hassan z Bractwa Muzułmańskiego. - Tym bardziej, że wchodzimy w okres przedwyborczy, który powinien być świętem politycznym, a nie czasem przemocy.

Ostro zareagowała Amnesty International, która wydała oświadczenie. stwierdzając w nim m.in., że parlament nie powinien chronić brutalności. Zdaniem Muhammada Adila, jednego z organizatorów protestów, takie pogróżki nie powinny mieć miejsca, ale świadczą, że rząd czuje się coraz mniej pewnie.

Rząd woli dmuchać na zimne, bo w tym roku są wybory parlamentarne, a w przyszłym prezydenckie. Chociaż nic nie wskazuje na to, żeby ktoś odebrał tron rządzącemu od 29 lat Hosniemu Mubarakowi albo jego synowi Gamalowi, wybory zapowiadają się wyjątkowo ciekawie.

Niedawno do kraju wrócił po latach Muhammad El-Baradei, noblista i do niedawna szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Chociaż ze względów proceduralnych nie będzie mógł najpewniej kandydować na prezydenta, to coraz głośniej domaga się reform i demokratyzacji. El-Baradei cieszy się wielkim szacunkiem, dlatego może napsuć nerwów obozowi Mubaraków.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':