Wacław Radziwinowicz: Ulgowe ceny za gaz przyznane Ukrainie przez Moskwę za prawo do bazy w Sewastopolu kosztować będą Rosję 4 mld dol. rocznie przez dziesięć lat. Czy pański kraj może sobie pozwolić na taki luksus? Fiodor Łukjanow: U nas na prestiż pieniędzy nigdy nie żałowano.
Ale to duże pieniądze. Wystarczyłyby na zbudowanie nowoczesnego przemysłu samochodowego. - Umowy, które właśnie w Charkowie zawarli prezydenci
Wiktor Janukowycz i
Dmitrij Miedwiediew, to nie prymitywna transakcja "gaz za flotę". Baza marynarki na Krymie i dostawy surowców energetycznych to tylko część znacznie większego pakietu. Rosję na Ukrainie interesuje także energetyka atomowa, przemysł samolotowy, elektrownie wodne. Mówiąc najkrócej, biznes rosyjski bardzo rozszerza obecność na Ukrainie i na tym pewnie nie straci, a w każdym razie tracić nie zamierza.
Przedłużenie od razu o ćwierć wieku pobytu marynarki rosyjskiej w Sewastopolu, który miał skończyć się w 2017 r., może spowodować gwałtowny wzrost antyrosyjskich nastrojów na zachodzie i w centrum Ukrainy. Czy to dla Moskwy dodatkowe ryzyko? - Oczywiście tak. Ta decyzja bardzo wzburzy Ukraińców z obwodów zachodnich i wzmocni polityków opozycyjnych - byłą premier Julię Tymoszenko, obóz Wiktora Juszczenki, otwartych nacjonalistów, którzy nie omieszkają oskarżyć Janukowycza o zdradę. W tej sytuacji mogą oni liczyć na wsparcie, nie tylko moralne, z zewnątrz. Myślę przede wszystkim o Stanach Zjednoczonych. W
USA już bardzo krytykują Baracka Obamę za to, że stracił Kirgizję [Amerykanie dzierżawią tam bazę wojskową; Moskwa naciska, by Biszkek wypowiedział umowę w zamian za pomoc gospodarczą od Rosji], a teraz konserwatyści będą go oskarżać, że wszędzie ustępuje Rosji, oddaje jej kolejne kraje.
Jak silne mogą być teraz nastroje antyrosyjskie na Ukrainie? - Myślę, że mimo wszystko niezbyt silne. Przecież protesty przeciw zmowie Janukowycza z "Moskalami" będą starali organizować ci sami politycy, którzy przez pięć lat swoich rządów doprowadzili Ukrainę na skraj przepaści gospodarczej. Za wcześnie jeszcze na to, by naród poparł ich masowo. Przecież Janukowycz pozwolił naszej Flocie Czarnomorskiej zostać w Sewastopolu nie dlatego, że tak kocha Moskwę, lecz dlatego, że nie ma innego wyjścia.
Europejska opinia publiczna niewątpliwie oskarży teraz Rosję o to, że wykorzystując przewagę ekonomiczną, pozbawia słabszego sąsiada części suwerenności. - Takie głosy usłyszymy. Ale ja do postawy Europejczyków nie przywiązywałbym większego znaczenia. Oni ustępują wszędzie tam, gdzie napotykają na siłę. A tak naprawdę to
Ukraina była dla nich jak ta przysłowiowa baba na wozie. Może i śliczna, ale co z nią zrobić, nie wiadomo. Rosji oddawać żal, a karmić i ubierać nikomu się nie chce. Teraz znalazła sobie nowego sponsora, z wozu zeskoczyła i europejskim koniom lżej. Inaczej do tego podejdzie Ameryka. Dla niej układ Kijowa z Moskwą to policzek i wyzwanie.