"NYT" podaje, że dotarł do kogoś, kto zna utajnione szczegóły włamania. Twierdzi, że skradziono m.in. jeden z "klejnotów koronnych" firmy - system haseł, kontrolujący dostęp milionów użytkowników na całym świecie do niemal wszystkich usług sieciowych
Google'a, w tym poczty elektronicznej i aplikacji biznesowych.
Chodzi o program Gaja (od greckiej bogini), który w grudniu zeszłego roku stał się - jak twierdzi informator "NYT" - celem błyskawicznego, trwającego niespełna dwa dni ataku. Gaję opisano publicznie tylko raz, podczas konferencji technicznej cztery lata temu. Jej zadaniem jest umożliwienie użytkownikom i pracownikom Google'a posługiwanie się tylko jednym hasłem do korzystania z szerokiego zakresu usług.
"NYT" pisze, że system Gaja jest nadal w użyciu; zmienił tylko nazwę na Single Sign-On. Google konsekwentnie odmawia podawania szczegółów, zapewniając jedynie, że skutecznie zajęto się kwestiami bezpieczeństwa, wynikłymi w związku z grudniową kradzieżą.
Włamali się do Google przez oprogramowanie Microsoft Amerykańska gazeta szczegółowo opisuje grudniowy atak na Google'a. Zaczęło się od wiadomości odebranej przez pracownika tej firmy w Chinach, posługującego się programem Microsoft Messenger. Ów pracownik kliknął przesłany mu adres internetowy i wszedł na "zatrutą" stronę, otwierając w ten sposób hakerom dostęp do swojego komputera, a potem do komputerów zespołu programistów w centrali Google'a w Mountain View w Kalifornii. Ostatecznie hakerzy uzyskali dostęp do repozytorium, wykorzystywanego przez ten zespół.
"NYT" pisze, że - jak się wydaje - hakerzy nie ukradli haseł użytkowników
Gmail (poczty internetowej Google'a). Firma szybko zaczęła wprowadzać znaczące zmiany w zabezpieczeniach swych sieci. Istnieje jednak niebezpieczeństwo, choćby nawet bardzo małe, że hakerzy mogą znajdować słabe punkty, o których istnieniu sam Google może nawet nie wiedzieć - ostrzega nowojorska gazeta, powołując się na niezależnych ekspertów komputerowych.
Debatę nad ochroną prywatności czas zacząć Zdaniem "NYT", te nowe szczegóły spowodują zapewne nasilenie debaty na temat bezpieczeństwa i ochrony prywatności w ogromnych systemach komputerowych, które gromadzą informacje milionów użytkowników indywidualnych i firm. Ponieważ ogromne ilości cyfrowych informacji są przechowywane w serwerach takich gigantów jak Google, oferujących usługi znane jako "cloud computing", już jeden wyłom w zabezpieczeniach może mieć katastrofalne rezultaty.
Google poinformował o kradzieży 12 stycznia, zapowiadając zmianę swej polityki wobec Chin w związku z kradzieżą jego "własności intelektualnej". Sprawa ta stała się źródłem poważnych napięć w stosunkach amerykańsko-chińskich. Zapytania do internetowej wyszukiwarki Google'a zaczęto przekierowywać z Chin kontynentalnych do oddziału tej firmy w Hongkongu.