Na półkach w EMPiK-u można znaleźć ok. 700-800 zagranicznych tytułów, w tym kilkadziesiąt dzienników. Jednak od piątku większość z nich jest niedostępna. - Docierają wyłącznie tytuły niemieckie - mówi Przemysław Szczepanik z EMPiK.
Podobnie jest w hotelach i w kioskach Ruchu oraz Kolportera. Powód? Większość zagranicznej prasy dociera do Polski samolotami, podczas gdy niemieckie gazety przyjeżdżają tirami. - Właśnie dostaliśmy ostatnie wydania tygodników "Time" i "The Economist", które są drukowane w Europie i dotarły do nas
samochodem. Niektórym z naszych dostawców udało się zorganizować transport zastępczy. Natomiast "BusinessWeek" w
USA nawet nie wystartował - mówi Marzenna Rachlewicz, szefowa działu prenumeraty w firmie EuroPress Polska, która jest największym importerem prasy zagranicznej w Polsce. Z usług tej firmy korzysta 3-4 tys. prenumeratorów indywidualnych oraz biblioteki, uczelnie, hotele, ministerstwa i firmy. EuroPress dostarcza tytuły zagraniczne do blisko 400 punktów sprzedaży w całym kraju. W ofercie firmy jest 1,6 tys. dzienników i magazynów, które przylatują do Warszawy zarówno pasażerskimi, jak i kurierskimi samolotami. Dziś wiadomo, że żadna z gazet codziennych nie doleci do Polski aż do środy. Dystrybutor zapewnia, że jego klienci nie będą musieli płacić za niedostarczone wydania. Czy pieniądze odzyska sam EuroPress? - W tej sprawie rozmawiamy z naszymi dostawcami - ucina Rachlewicz. Część przesyłek już została nadana i utknęła na lotniskach. Ich wycofanie i nadanie inną droga jest już niemożliwe, co oznacza, że dotrą do Polski z dużym opóźnieniem.
Dotkliwie zakaz lotów odczuli również wydawcy największych tytułów ekonomicznych czytanych w całej Europie. Nakład "Wall Street Journal Europe" - europejskiej edycji renomowanego amerykańskiego dziennika - waha się na poziomie 75 tys. egzemplarzy, podczas gdy w przypadku tygodnika "The Economist" na Stary Kontynent przypada ponad 16 proc. sprzedaży, czyli ok. 224 tys. egzemplarzy.
Sprzedaż "Financial Times" przekracza 401 tys. egzemplarzy, z czego tylko 62,6 tys. egz. sprzedaje się w Wielkiej Brytanii, a na Europę kontynentalną przypada ok. 120 tys. egzemplarzy (do Polski trafia kilkaset). Nie oznacza to jednak, że dziennik ma problemy w całej Europie, gdyż część nakładu jest drukowana w zakładach znajdujących się w Hiszpanii, we Włoszech, w Belgii, Szwecji oraz w Niemczech. Problemów nie ma również w Czechach i na Węgrzech, gdzie gazety dowożone są ciężarówkami z Niemiec. - Jutro ciężarówka przywiezie nam wydania "Financial Times" za 16 do 20 kwietnia - mówi Nina Kowalewska, szefowa agencji New Communications, która jest przedstawicielem reklamowym brytyjskiego dziennika w Polsce.
Ian Denhard, odpowiedzialny za dystrybucję "Financial Times" w Europie kontynentalnej, powiedział nam, że brak lotów spowodował trudności z dostarczeniem gazety do ok. 20 krajów, a w największym stopniu ucierpieli czytelnicy z Europy Środkowej i Wschodniej. - Problemy są też w niektórych krajach w Afryki Północnej. Teraz staramy się przekierować część dostaw na ciężarówki i zwiększyć nakład w naszej drukarni w Abu Zabi, żeby dostarczać gazetę stamtąd do innych krajów regionu - relacjonuje Denhard. I dodaje: - Ale przede wszystkim staramy się kierować prenumeratorów do naszego serwisu internetowego.