"Oby z tej śmierci powstało dobro" - głosił jeden z wielu transparentów łopoczących na placu w sobotę.
Wypełnił go ogromny, ponad stutysięczny tłum, tak samo sąsiednie ulice i część Ogrodu Saskiego. Niektórzy czekali już od świtu. Tysiące osób przyjechało do Warszawy z daleka, nad głowami powiewały sztandary z różnych regionów Polski, flagi "Solidarności", klubów sportowych. Tuż przy ołtarzu łopotała chorągiew wolnej Białorusi.
- Nad ranem wsiadłem w pociąg i przyjechałem z Bydgoszczy. Uważam, że obecność w uroczystościach jest obowiązkiem każdego obywatela. Pracuję w bydgoskiej operze. Czeka mnie próba przed premierą, ale musiałem tu być - mówi Dominik Opaliński.
O obowiązku patriotycznym mówią też Zbigniew i Marek Naczk, Mirosław Klamrowski i Kazimierz Sikorski z Sierakowic koło Kartuz. Stanęli na placu pod sztandarem Kaszubów - żółtym z czarnym gryfem. - Poglądy polityczne nas różnią, ale w tej chwili nie ma to znaczenia - mówią zgodnie.
W strojach regionalnych przyjechało na uroczystość trzech młodych górali z żywiecczyzny. - Dotarliśmy do stolicy o pierwszej w nocy. Nie spoczęliśmy ani na chwilę. Byliśmy i w pałacu Prezydenckim, i w kościele św. Krzyża. Na placu zajęliśmy miejsce już o godzinie 10 - opowiada Marcin Pokusa.
Apokalipsa i apel poległych Ołtarz stanął dokładnie w tym miejscu, z którego w czerwcu 1979 r. mszę św. koncelebrował
papież Jan Paweł II.
Tym razem przejmujące tło stanowił ogromny konterfekt z czarno-białymi zdjęciami tych, którzy odeszli. Jedynie portrety prezydenckiej pary Lecha i Marii Kaczyńskich były otoczone biało-czerwoną obwódką. W centrum ołtarza stanął biały krzyż.
96 postaci uwiecznionych na zdjęciach symbolicznie patrzyło w stronę Grobu Nieznanego Żołnierza, w którym są też uwiecznione ofiary Katynia.
Z pałacu prezydenckiego na plac przybyli pieszo
Marta Kaczyńska, Jarosław Kaczyński i pracownicy kancelarii prezydenta. Kiedy ujrzeli to na telebimie ustawionym na środku pl. Piłsudskiego studenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej ojca Rydzyka z Torunia, zaczęli bić brawo.
Kilka minut przed 12 aktor Olgierd Łukaszewicz odczytał tekst z Apokalipsy św. Jana zapowiadający zagładę starego świata i powstanie nowego.
Ciszę w samo południe rozdarły syreny - zawyły z budynków, samochodów
policyjnych, wozów strażackich. Spod ołtarza padła komenda kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego: - Baczność. Na ramię broń. Na prawo patrz!
W niebo zaczęły się unosić kłęby białego dymu z salw honorowych. Gdy rozwiał je wiatr żołnierz zagrał na trąbce.
W apelu poległych Artur Żmijewski (rotmistrz z filmu "Katyń" Andrzeja Wajdy), odczytał listę osób, które tragicznie zginęły lecąc do Smoleńska. Zaczął od prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Marii Kaczyńskiej i Ryszarda Kaczorowskiego. Przypomniał jakie funkcje pełnili i co zrobili dla Polski.
Żegnajcie Leszku, Ryszardzie, Natalio Apel zakończył hymn. Chwilę później marszałek Bronisław Komorowski nawiązał do słów wypowiedzianych tu przez
Jana Pawła II w 1979 r. "Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". - Modlitwa ta została wysłuchana i w ciągu następnych lat zrodziła się wolna Polska - przypominał marszałek. Mówił: - Niewiele jest takich chwil w dziejach narodu, kiedy wszyscy wiemy i czujemy, że jesteśmy razem.
- Panie Prezydencie, ostatni, piątkowy wieczór spędziliśmy wspólnie. Przyszedłeś do nas i powiedziałeś, że prawda o Katyniu to fundament wolnej Rzeczypospolitej, a kłamstwo o niej było fundamentem PRL - łamiącym się głosem mówił Maciej Łopiński, szef gabinetu Lecha Kaczyńskiego. Zwracał się bezpośrednio do zmarłego prezydenta: - Leszku, Leszku, słowa patriotyzm, pamięć historyczna, polska tożsamość nie były dla Ciebie pustymi dźwiękami. I do Marii Kaczyńskiej: - Pani Prezydentowo, nasza wspaniała pierwsza damo, Marylko znaliśmy się tyle lat, zawsze podziwiałem Twoją mądrość, Twój takt, ale także niezależność poglądów.
Na placu Piłsudskiego rozległy się oklaski.
- Rodziny Katyńskie nie pozwolą, aby teraz pokonał nas ból. Będą trwały - przekonywała córka Andrzeja Sariusza Skąpskiego, prezesa Federacji Rodzin Katyńskich. Państwową część uroczystości żałobnych zamknęło przemówienie premiera Donalda Tuska. - My wszyscy - tak jak oni, na pokładzie tego samolotu - różnimy się życiorysami, poglądami, wiekiem. Jednak najgłębszy sens wspólnoty, która rodzi się w chwili żałoby musi przetrwać w nas, bo wtedy i śmierć nabierze tego szczególnego, najgłębszego sensu - mówił premier. Zestawił ze sobą dwie śmierci: ostatniego prezydenta RP na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i ślicznej stewardessy Natalii Januszko: - Prezydent Kaczorowski to Syberia, Monte Cassino, to dramatyczna emigracja i sen o niepodległej Polsce, Natalia to szczęście młodej dziewczyny, szczęście, że żyje w wolnym kraju i że może mieć marzenia i nadzieje na szczęście w swoim osobistym życiu.
Premier zakończył: - Musimy też sprostać wyzwaniu największemu - dobrze odczytać nadzieje, marzenia, myśli zmarłych, tak aby cała Polska i wszyscy Polacy potrafili je ponieść dalej, ponieść ich marzenia i ponieść ich nadzieje.
Chopin żałobny i msza Orkiestra wojskowa odegrała marsz żałobny Chopina. O godz. 13 na schody ołtarza wkroczyli duchowni i zaczęła się msza św. Miał jej przewodniczyć legat papieski Angelo Sodano. Z powodu chmury pyłów po erupcji wulkanu na Islandii nie doleciał do Warszawy. Jego homilię odczytał nuncjusz apostolski, arcybiskup Józef Kowalczyk. - Powierzamy w ręce miłosiernego Boga wszystkich, którzy zginęli w tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem, jak też polskich oficerów okrutnie zamordowanych w Katyniu w roku 1940. Niech na ich grobach zawsze powiewa biało-czerwona flaga ojczysta! - zakończył swoją homilię legat papieski.
Sobotnie nabożeństwo na Placu Piłsudskiego zakończyła modlitwa ekumeniczna.
Uroczystości z Warszawy relacjonowało ponad 2 tys. dziennikarzy z całego świata. - Są wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne, radiowe i gazety, dziennikarze od Chin, poprzez Rosję, Europę po kraje z obydwu Ameryk, w tym z USA. W sumie akredytowało się ok. 3200 dziennikarzy - powiedziała "Gazecie" pani Anita z Polskiej Agencji Prasowej, która dowodziła w "namiocie prasowym" ustawionym przy pl. Piłsudskiego.