* Przesłanie prezydenta Rosji Dimitrij Miedwiediew do Polaków
* Jan Turnau: Dziękuję, panie prezydencie
>
Przypominam sobie, co robił w ciągu ostatniego tygodnia. Jego twarz, głos, słowa w telewizji. Sobota, tuż po katastrofie, Miedwiediew dzwoni do marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Jest wstrząśnięty, obiecuje, że zrobi wszystko, żeby wyjaśnić okoliczności tragedii. Spotyka się z Putinem, razem się modlą. Miedwiediew ze świecą w dłoniach.
Potem występuje w telewizji - w kanale Rossija24 - ze specjalnym orędziem do Polaków. Patrzy nam prosto w oczy. Mówi o żalu i współczuciu Rosji. Przypomina, że prezydent Kaczyński leciał do Katynia złożyć hołd oficerom rozstrzelanym tam w 1940 roku.
W poniedziałek - dzień żałoby w całej Rosji. Pierwszy raz ogłoszono ją z powodu śmierci dostojników innych niż rosyjscy. Przed południem Miedwiediew jedzie do polskiej ambasady w Moskwie. Tam wpisuje się do wystawionej na pierwszym piętrze księgi kondolencyjnej.
Strzeliste, pochylone pismo zajmuje całą stronę. "To również dzień naszej żałoby. Przyjmijcie nasze szczere kondolencje" - pisze między innymi.
Do ambasady przyjeżdża Gorbaczow, patriarcha Cyryl, mnóstwo zwykłych Rosjan. Płaczą. Dziennikarz "Gazety" widzi jak jakiś chłopak pisze na asfalcie kredą "Smucimy się z Wami". Do agencji RIA Novosti przychodzi 2 tysiące listów od zwykłych Rosjan ze słowami współczucia do Polski. Miliony obejrzały "Katyń" Wajdy w rosyjskiej telewizji.
Miedwiediew nie musiał przyjeżdżać do Krakowa, zrobił już tak wiele. Ale jedzie na Wawel. Jego obecność jest ważniejsza niż nieobecność Obamy.
Nie jest już dla mnie tak ważne, jak szybko Rosjanie otworzą archiwa NKWD na Łubiance. Nie ma już kłamstwa katyńskiego.