http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Wlk. Brytania: Liberał wchodzi do gry

Jacek Pawlicki
2010-04-17, ostatnia aktualizacja 2010-04-16 17:42

W pierwszej w historii Wielkiej Brytanii telewizyjnej debacie wyborczej zwyciężył ten trzeci - przywódca Liberalnych Demokratów. Ten sukces może otworzyć liberałom drzwi do przyszłego rządu

Nick Clegg
Nick Clegg
SERWISY
SONDAŻ
Trzy partie zamiast dwóch w Izbie Gmin - wielka zmiana?

Tak
Nie
Nie dojdzie do tego
Nie interesuje mnie to

W późny czwartkowy wieczór brytyjska polityka przeniosła się z Londynu do studia telewizji ITV w Manchesterze. Przywódcy trzech największych partii - premier, laburzysta Gordon Brown, lider konserwatystów David Cameron i szef Liberalnych Demokratów Nick Clegg - starli się w 90-minutowej debacie poświęconej sprawom wewnętrznym.

Ścisłe reguły i staranny dobór publiczności w studiu sprawiły, że debacie brakowało dramatyzmu. Choć nie było wielkich wpadek i buczenia na widowni, co zdarza się w Izbie Gmin, komentatorzy okrzyknęli to starcie historycznym. Debatę na żywo oglądało prawie 10 mln widzów.

Brown z Cameronem spierali się o wszystko. Szef torysów zarzucał lewicy, że dopuściła do niekontrolowanej imigracji i rozdęła wydatki rządowe. Obiecując wzięcie w karby nielegalnej imigracji, Cameron wytykał Partii Pracy marnotrawstwo w administracji i policji. A Brown ostrzegał, że rządy Camerona mogą zagrozić wychodzeniu z kryzysu, zaś planowane przez torysów cięcia wydatków rzędu 6 mld funtów pozbawią pracy tysiące Brytyjczyków.

Z kolei Clegg przyjął wygodną rolę arbitra i punktował obu rywali. Udowadniał, że jest alternatywą dla największych. - Nie pozwólcie sobie wmówić, że jest wybór tylko między dwoma partiami, które grają w "przekaż paczkę" [przywołując tę mało znaną w Polsce zabawę brytyjskich dzieci polegającą na przekazywaniu sobie zawiniątka Clegg miał na myśli to, że na Wyspach rządzą na zmianę konserwatyści i laburzyści) i przez 65 lat składają te same obietnice, które potem łamią - mówił.

I właśnie przywódca tej centrowej i proeuropejskiej partii wygrał. Ośrodki badania opinii różniły się tylko rozmiarem zwycięstwa przywódcy liberałów. O ile w sondażu ośrodka Populus za zwycięzcę uznało Clegga 66 proc. respondentów, Cameron był drugi (22 proc.), a Brown trzeci (17 proc.), o tyle według YouGov na zwycięstwo szefa liberałów wskazywało 51 proc., Camerona 29 proc., a Browna 19 proc. rozmówców.

"W wielkiej telewizyjnej rozgrywce wschodzi gwiazda Clegga" - obwieścił na pierwszej stronie sympatyzujący z torysami "Daily Telegraph". Zdaniem "The Independent" "Clegg rozbił system dwupartyjny". - Z wyścigu dwóch koni zrobił się wyścig trzech" - obwieścił w BBC Paddy Ashdown, były przywódca Liberalnych Demokratów.

Na Wyspach rządzą na przemian dwie największe partie, a system okręgów jednomandatowych dyskryminuje trzecich co do wielkości liberałów. W 2005 roku głosowało na nich 22,6 proc. ludzi, ale dostali tylko 63 mandaty, podczas gdy 33,2-proc. poparcie dla torysów oznaczało 196 posłów, a 36,2-proc. Partii Pracy aż 352 mandaty.

Dziś sondaże wskazują, że żadna z największych partii nie ma na razie zdecydowanej przewagi przekładającej się na potrzebną do rządzenia komfortową większość. To niezwykle korzystne dla Clegga, bo przy pacie wyborczym może powstać rzadki w historii brytyjskiej polityki rząd koalicyjny: Partii Pracy bądź konserwatystów z liberałami jako koalicjantem i języczkiem u wagi.

Liczbę wyborców niezdecydowanych ocenia się aż na 6 mln. Niezdecydowani kierują się często chwilowym odruchem i względami dalekimi od preferencji politycznych - liczy się dla nich wygląd czy zachowanie kandydata. Część może oddać głos na przywódcę liberałów, bo - jak mówi psycholog Patrick O'Donnel - jeśli chodzi o ciepło, to Clegg wygrał debatę o milę.

W ocenie komentatorów Clegg najbardziej skorzystał z debaty. Jeszcze we wrześniu 2009 nie słyszało o nim ponad 30 proc. wyborców, a dziś stał się gwiazdą. - Pojawienie się Clegga jako istotnego gracza byłoby najbardziej znaczącym momentem kampanii wyborczej. Pozostaje pytanie, czy jego zwycięstwo w debacie przełoży się na lepsze notowania partii - zastanawia się znany komentator BBC Nick Brown.

Już w piątek po południu okazało się, że sukces Clegga w TV wyszedł jego partii na dobre. Z sondażu instytutu ComRes wynikało, że poparcie dla Liberalnych Demokratów wzrosło o 3 pkt, do 23 proc. Konserwatyści uzyskali w nim 35 proc. poparcia, a Partia Pracy 28 proc.

Kolejne dwie debaty odbędą się: 22 kwietnia, kiedy to tematem będzie polityka zagraniczna, i 29 kwietnia - gospodarka. Wybory 6 maja.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':