Amerykański prezydent
Barack Obama przedstawił w czwartek nowy program podboju Kosmosu. Ma on stanowić odpowiedź na zarzuty krytyków, że jego administracja obniżyła ambicje
USA na tym polu. Zgodnie z nowym programem, do 2025 r. USA mają dysponować nowym promem kosmicznym przeznaczonym do długodystansowych lotów.
W 2025 Obama dawno już nie będzie prezydentem, gdyż nawet jeśli zostanie wybrany na drugą kadencję, pozostanie na urzędzie tylko do 2016 r. "Oczekuję, że zobaczę to na własne oczy" - podkreślił jednak prezydent. - Wierzę, że odkrywanie kosmosu nie jest towarem
luksusowym, nie jest dodatkiem do amerykańskiego dążenia do lepszej przyszłości - jest podstawowym elementem tego dążenia.
Na Księżycu już byliśmy, lećmy gdzieś indziej W wizycie po Centrum Kosmicznym Obamie towarzyszył astronauta Buzz Aldrin, drugi człowiek, który postawił stopę na Księżycu. Prezydent zapowiedział zwiększenie budżetu NASA o dodatkowe sześć miliardów dolarów - przedstawił też konkretne cele, na które pieniądze powinny być przeznaczone.
- Przede wszystkim powinniśmy spróbować powrócić na Księżyc, tak jak planowano. Muszę jednak dodać, że - mówiąc brutalnie - tam już byliśmy. Buzz tam był. W Kosmosie jest znacznie więcej do odkrycia i jeszcze wiele możemy się z tego dowiedzieć. - te słowa Obamy spotkały się ze znacznym aplauzem.
- Oczekuję, że do roku 2025 będziemy mieli nowy statek, zaprojektowany specjalnie na długie
podróże, poza Księżyc, w odległą przestrzeń kosmiczną. Zaczniemy od pierwszego w historii załogowego lotu na asteroidę. Sądzę, że do połowy lat 30. będziemy mogli wysłać ludzi na orbitę Marsa i ściągnąć ich z powrotem na Ziemię. Kolejną misją będzie lądowanie na Marsie" - oznajmił amerykański prezydent.
Nowe, mniejsze pojazdy do zadań specjalnych Obama zapowiedział, że jego plan przewiduje zwiększenie robotycznej eksploracji systemu słonecznego, w tym sondowanie atmosfery słonecznej, nowe misje zwiadowcze m.in. na Marsa oraz konstrukcję zaawansowanego teleskopu, który mógłby stać się następcą Hubble'a.
Plan przeznacza także trzy miliardów dolarów na badania nad rakietami, które będą mogły wysyłać załogi i zaopatrzenie na stacje kosmiczne - ten projekt ma być ukończony do 2015. Nowe pojazdy mają zastąpić wycofywane wahadłowce, latające na orbitę okołoziemską od ponad 30 lat. Kiedy przestaną one latać, USA będą zdane na Rosję przy transportowaniu załóg amerykańskich na stację kosmiczną. Rosja zapowiedziała ostatnio podwyższenie opłat za tę usługę.
Obama zlecił także administratorowi NASA, Charlse'owi Bolden'owi zaprojektowanie kosmicznego pojazdu ratunkowego, który wykorzysta technologie już opracowane dla statku Orion. Orion ma być jedyną utrzymaną częścią przerwanego programu załogowych lotów kosmicznych Constellation.
Kilka miesięcy temu Biały Dom odwołał ten ambitny i kosztowny program, opracowany przez poprzednią administrację prezydenta George'a W. Busha. Program miał pochłonąć100 miliardów dolarów i przewidywał budowę rakiet i lądowników kosmicznych nowej generacji, dzięki którym USA ponownie zawiozłyby astronautów na Księżyc. Obecnie budowę nowych rakiet i pojazdów kosmicznych, które przewoziłyby załogi na międzynarodową stację kosmiczną, postanowiono zlecić firmom prywatnym. Nowy plan uzasadniono m.in. potrzebą oszczędności.
Spór o podbój Kosmosu Amerykański program podboju Kosmosu stał się przedmiotem zażartego sporu, który - jak się obawiają komentatorzy - sam w sobie może opóźnić dalsze załogowe loty kosmiczne.
Pierwszy program kosmiczny Obamy spotkał się z surową krytyka słynnych astronautów, uczestników programu Apollo, którzy lądowali na Księżycu.
Neil Armstrong, który pierwszy postawił stopę na Księżycu, Gene Cernan, ostatni człowiek, który tam wylądował, oraz Jim Lovell, kapitan statku Apollo 13, który w 1970 miał awarię i cudem powrócił na Ziemię, ostrzegali w liście otwartym, że USA grozi utrata pierwszeństwa w podboju Kosmosu i "drugorzędna pozycja" na tym polu.
Krytycy przypominają, że Chiny, Rosja, a nawet Indie i Brazylia mają ambitne programy kosmiczne. Zwracają też uwagę, że firmy prywatne, którym zamierza się przekazać zadanie budowy nowych statków kosmicznych, dopiero startują i nie mają odpowiedniego doświadczenia.
Przeciw likwidacji programu Constellation występuje też Kongres, gdyż oznacza to, że nie zostanie stworzonych 25 tys. przewidzianych w nim nowych miejsc pracy. Jako ukłon w stronę tych krytyków, Obama zapowiedział utrzymanie części tego programu, co ma zabezpieczyć 2,5 tys. nowych miejsc pracy.
Eksperci przypominają, że program kosmiczny ma szersze znaczenie, wykraczające poza sam podbój przestrzeni. Chodzi o implikacje dla bezpieczeństwa narodowego, gdyż rakiety cywilne mają swoje odpowiedniki wojskowe. Poza tym funkcjonowanie takich sektorów jak lotnictwo, transport, a także poszukiwanie strategicznych surowców, jak
ropa naftowa, zależy od sztucznych satelitów krążących po orbicie i zbierających i wysyłających niezbędne dane techniczne.