http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bunt, ból i światło

Rozmawiali Katarzyna Wiśniewska i Jan Turnau
2010-04-18, ostatnia aktualizacja 2010-04-19 14:37

ks. Wacław Oszajca
ks. Wacław Oszajca
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Z czystej przyzwoitości nie można zwalniać Pana Boga z odpowiedzialności za to zło - mówi ks. Wacław Oszajca*

Katarzyna Wiśniewska, Jan Turnau: Co to wszystko znaczy? Da ksiądz odpowiedź w imieniu Boga?

Ks. Wacław Oszajca: Na szczęście nie da się zastąpić Pana Boga. Gdybym znalazł zadowalającą odpowiedź, tylko pogłębiłbym ludzki ból i rozpacz. Odpowiedź zamykałaby sprawę, tymczasem buntujemy się przeciwko śmierci, niezależnie od tego, jaki światopogląd wyznajemy. Wierzący czy niewierzący, każdy na swój sposób broni się przed nieistnieniem, wyczerpaniem życia w ciągu kilkudziesięciu lat, a co dopiero przed śmiercią tak nagłą. Odpowiedź musi przyjść z innego porządku rzeczy.

Padają komentarze: Bóg tak chciał. Bóg znów zwrócił uwagę na nasz naród.

- Z takimi interpretacjami trzeba ostrożnie. Nie jest dobrze, gdy ktoś się stawia w miejscu Pana Boga z przekonaniem, że trafnie odszyfrowuje Boskie plany. Już w Piśmie Świętym czytamy: "Bóg powiedział raz, a ja usłyszałem dwa razy". Czyli to, co Bóg mówi, ale też to, co sam chciałem usłyszeć.

Bóg tak samo patrzy na nasz naród jak na każdy inny, nie jesteśmy jakimś wyjątkiem. Ale jeśli już ten głos jest tak donośny i tak tajemniczy, to nasza reakcja nie powinna wyczerpywać się w słowach, ceremoniach, choćby najpiękniejszych, ale w głębokim namyśle nad sensem tego, co się stało.

Śmierć jest złem, ale chrześcijańska koncepcja zła jako braku dobra, "dziury w bycie", wydaje się tu nieprzystająca. To zło jest dotkliwe, namacalne.

- Pytanie fundamentalne brzmi: skąd zło. Mówi się, że Bóg zła nie stworzył, ale je dopuścił. Więc jeśli dopuścił, to jest za zło odpowiedzialny.

I tu się zaczyna problem.

- Tak, dlatego - z czystej przyzwoitości - nie można zwalniać Pana Boga z odpowiedzialności za to zło. Tym bardziej że nie tylko je dopuszcza, ale sam się poddaje jego działaniu na krzyżu. Jaki jest w tym sens? Po co zło Bogu, który mógłby pstryknięciem palca przemienić naszą rzeczywistość w idealną? Nie ma sensownej odpowiedzi. Mówi się, że zło jest warunkiem i zarazem skutkiem naszej wolności, ale można sobie przecież wyobrazić świat, gdzie wolność wcale nie jest tak ściśle związana ze złem. Taka rzeczywistość to w teologii Trójca Święta, w której nie ma zła, a jest absolutna wolność.

Leszek Kołakowski pisał: "Pan Bóg Hioba nie karze. Pan Bóg się Hiobem bawi. Rad jestem, że nie przyszło mi być kapłanem i nie mam obowiązku innym ludziom rzeczy tych tłumaczyć".

- Kołakowski miał rację. Wolałbym Księgę Hioba bez happy endu, byłaby prawdziwsza, gdyby się znowu nie ożenił, nie miał nowego domu. To sztuczne rozwiązanie.

U Kołakowskiego mamy pewną konwencję, nie chodzi o zabawę w popularnym sensie, raczej o Theatrum Dei. Bóg jest reżyserem tego świata, w którym człowiek musi w końcu uznać, że jest skazany na niepowodzenia. W jakiejkolwiek dziedzinie życia ciągle uderzamy głową w mur, ogłoszenie dogmatu naukowego za chwilę stwarza tylko następne pytania.

U Homera człowiek kieruje się cnotą zapału lub rozsądku. Gdy zapał przeważy nad rozsądkiem, człowiek ściąga na siebie zemstę Erynii. Czy można to przełożyć na myślenie chrześcijańskie?

- W chrześcijaństwie samo zło jest karą za swoje zaistnienie. Popełniając grzech, sami siebie karzemy, skazujemy na podły los. Siebie i innych. Od greckiego dualizmu wolę myślenie, że jedno i drugie jest w nas - dobro i zło. Z tych ciemności jednak przebija światło, nie jesteśmy skazani na kompletną bezradność. W Wielką Sobotę śpiewaliśmy, że grzech jest błogosławiony, wina może być szczęśliwa. To dziwna dialektyka, w której sprzęgnięcie zła z dobrem rodzi dobro. Po tragedii w Smoleńsku już stało się coś pięknego, co niektórzy, obawiam się, zaczynają psuć. Podczas konduktu trumny z ciałem prezydenta wzdłuż ulic ustawili się także ludzie, którzy mieli inne poglądy niż on. Ale potrafili oddzielić ten właśnie "zapał", zaangażowanie polityczne, od żalu po stracie głowy państwa. To świadczy o tym, że wreszcie stajemy się obywatelami, a nie wojownikami jednego plemienia.

Ale podnoszą się też głosy, że ci, którzy kiedyś krytykowali prezydenta, powinni teraz siedzieć cicho.

- Takie stwierdzenia odsłaniają naszą najgorszą twarz. Nie muszę zmieniać swoich poglądów politycznych, żeby teraz iść do Pałacu Prezydenckiego ze zniczem. Prezydent nie jest sekretarzem partii. Czy na niego głosowałem, czy nie, jest moim przedstawicielem. Na ocenę jego prezydentury mamy czas. Dlatego przestrzegałbym przed politykierskim, partyjniackim, ale też kościelnym, religijnym wykorzystywaniem tej śmierci.

Czy musi być śmierć, żeby ludzie mogli się jednać? Przychodzą tu na myśl mocne porównania do Chrystusa. Pewnie za mocne...

- To straszne, ale wygląda na to, że tak musi być. Najwyraźniej są w nas zapory, które inaczej nie pękną. Trzeba strasznego ciosu, uderzenia, żeby coś się w nas otworzyło. Czasem na chwilę, czasem na dłużej. Porównanie do Chrystusa jest na miejscu, bo w jakimś sensie jego życie tworzy scenariusz dla naszego. Każdy jest na innym etapie: jedni na weselu w Kanie Galilejskiej, inni w Betlejem, a dla innych trwa Wielki Piątek. Myślę, że taki scenariusz mają też narody, państwa. Chrystus płakał raz nad grobem przyjaciela, pojedynczego człowieka, a drugi raz nad losem Jerozolimy. Dzisiaj nam przyszło połączyć te dwie rzeczy. Sam straciłem przynajmniej pięciu ludzi, z którymi byłem mocno związany.

Można powiedzieć, że Pan Bóg był w tym samolocie.

- Rzeczywiście, cały wysiłek Starego Testamentu prowadzi do tego, by pokazać, że Bóg jest Emmanuelem, Bogiem żyjącym tutaj, a nie w jakimś odległym niebie. Niebo jest tronem Boga, ale Jeruzalem, czyli ziemia, jest podnóżkiem jego stóp. Stopniowo ta jedność, wrośnięcie Boga w historię świata, staje się coraz mocniejsze, aż do Nowego Testamentu, gdzie ukazuje się Bóg niezmienny w swoim nastawieniu do nas. Nie ma takiej siły, która odwróciłaby Boga plecami do nas.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':