O. Rydzyk telefonuje do Radia Maryja w drodze z Pałacu- posłuchaj, co mówił ("Głos Rydzyka").
Szef Radia Maryja połączył się ze swoją rozgłośnią telefonicznie w nocy z czwartku na piątek, w drodze z Warszawy do Torunia. Powiedział, że właśnie wraca ze stolicy, gdzie w Pałacu Prezydenckim oddał hołd prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego małżonce.
- Widać w Pałacu Prezydenckim ci pracownicy dotychczasowi chodzą już jak cienie tylko - opowiadał. - Już jest inna władza tam. Rozmawiałem z różnymi ludźmi, pracownikami i mówią: "to co chcieli dostać, papiery, to już mają." Ci, którzy już weszli tam i p.o. prezydenta (Bronisław Komorowski - red.). Proszę zobaczyć, jak zachował się
TVP Info, czy to jest przypadek? Kiedy mówi jeden z redaktorów prowadzących: "jak fantastycznie wchodzi w rolę prezydenta, ten, marszałek Komorowski". Zobaczcie państwo, tu jest już walka. My mamy żałobę, naprawdę ból straszny, a inni z zimną krwią będą wchodzić. Nie mówię którzy. Uważajmy, tu jest walka naprawdę o Polskę. Tu są przeróżne siły, również międzynarodowe.
Szef Radia Maryja wrócił do sprawy opublikowanych przez "Wprost" w lipcu 2007 r. nagrań z wykładu dla studentów Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. O.Rydzyk nazwał w nim pierwszą damę "czarownicą", która powinna poddać się eutanazji, a o Lechu Kaczyńskim powiedział, że go oszukał i ulega lobby żydowskiemu.
- Pamiętam, jak mnie chcieli skłócić z prezydentem - mówi teraz redemptorysta. - Ja mówiłem i mówię bardzo jasno, ale człowieka szanowałem. To nie znaczy, żeśmy się nie spierali. Są sprawy, kiedy trzeba powiedzieć "nie", mocno, ale to jest mój brat. Jak zrobiono materiały, jak sfingowano, jak wszyscy zaczęli wrzeszczeć. Ci, którzy zawsze pluli, jak wtedy zaczęli pozornie bronić, bo niby coś było nie tak. Sfingowane, taśmy zrobione, ubecja potrafi robić nie takie. Ale nie udało im się skłócić.
Redemptorysta skrytykował także sobotnią ceremonię pożegnania ofiar katastrofy w Smoleńsku w stolicy, wskazując, że odpowiada za nią
Donald Tusk:
- Dowiedziałem się o tym, że prawdopodobnie nie będzie trumien na placu Piłsudskiego, tylko same zdjęcia, o tym się też mówi. Myślę, że tu chodzi o pewną manipulację medialną, żeby nie pokazać tego ogromu sprawy - opowiadał. - Nad tą sprawa pewno pracuje wielu ludzi. Oczywiście za całość pogrzebu odpowiada premier, rząd. Widać, że to jest rozgrywane medialnie też.
O.Rydzyk wrócił też do samego wypadku lotniczego i zdarzeń w Smoleńsku.
- Tam co się stało, to jest dużo do wyjaśnienia, ja o tym nie będę mówił. Słyszałem dzisiaj, że jak pan
Jarosław Kaczyński tam się zjawił, w Katyniu, ktoś mi opowiadał, że jego
samochód jechał do Katynia bardzo wolno z lotniska, gdzieś tam wylądował daleko - relacjonował. - Najpierw jechał ileś kilometrów, później 60, później 40, a później coraz mniej. Chodziło o to, żeby inna delegacja wcześniej przyleciała, tam mi tłumaczyli. Nie wiem, niech to ludzie sprawdzą. A później, gdy przyjechał, to chcieli zabrać też pana prezydenta do Moskwy. On po prostu wyrwał ciało swojego brata, nie pozwolił, trumny już tam były, i nie godził się na to. Tego jednego wyrwał. To też jest symboliczne, to też dużo mówi.
I dalej: - To jest bardzo dziwne to wszystko, że akurat tylu ludzi leciało, to jest przedziwne, że na parę godzin przed przylotem, prezydenta zlikwidowano cały system jakiś tam nawigacyjny z lotniska. Dziwne te rzeczy. No i to dziwne, że pól godziny po wypadku Rosjanie mówili, że to jest lekkomyślność polskich pilotów. My wiemy o tym, że to byli jedno z najlepszych pilotów, bardzo doświadczeni, wspaniali. Albo takie mówienie, że prezydent nakazał lądować - bzdura to wszystko, wyssane z palca. No ale cóż, wpierw skrzynki mieli Rosjanie.