http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dawka trucizny

Dominika Wielowieyska
2010-04-16, ostatnia aktualizacja 2010-04-16 15:21

Jest czas żałoby, ale nawet bez niej nie chciałabym używać tego języka, którym posługuje się właśnie prof. Krasnodębski czy Marcin Wolski. Obaj dziś obrzucają obelgami przeciwników politycznych Lecha Kaczyńskiego.

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
- Mam poczucie, że orszak dygnitarzy służy temu, żeby swoją obecnością zamazać, odsunąć podejrzenie (...). To analogia z Katyniem, historia globalnego kłamstwa, które trwało do 1989 r. I było kłamstwem rosyjskim, brytyjskim, amerykańskim w imię pokoju światowego - mówił w czwartek wieczorem w programie "Warto rozmawiać" TVP o tragedii w Smoleńsku prof. Zdzisław Krasnodębski.

Razem z autorem programu Janem Pospieszalskim i Andrzejem Gwiazdą snuli przypuszczenia, że doszło do zamachu, że tragedia smoleńska nie była wypadkiem, lecz efektem czyjegoś świadomego działania. Jeden z mężczyzn odpytywany na ulicy wskazał winnego - "na sto procent" KGB. Krasnodębski podbijał bębenka.

Zarzucił marszałkowi Sejmu, że nie ma odwagi "nawet zdementować" podejrzeń o zamachu terrorystycznym ani innych teorii spiskowych - "globalne", jak mówił. Że marszałek nie wie, jak się zachować, bo PR-owcy mu nie podpowiedzieli. I że głosy o pojednaniu z Rosją zmierzają do przemilczenia tych podejrzeń.

Pospieszalski powtarzał, że w ludziach narasta lęk, i cytował głosy z ulicy o "kłamstwach i matactwach, które pokryły katastrofę w Gibraltarze", czyli śmierć gen. Sikorskiego w czasie wojny, i że z katastrofą pod Smoleńskiem będzie podobnie. Poseł PiS Artur Górski w "Naszym Dzienniku" ogłosił, że bardzo możliwe, iż to Rosjanie doprowadzili do katastrofy. Potem jednak przeprosił.

Wyjaśnił, że wypowiadał się kilka godzin po tragedii i był bardzo wzburzony. Jego wyjaśnienia były przekonujące, zdobył się na przeprosiny.

Krasnodębski w tej samej gazecie mówił: "Jeśli ktoś chce wierzyć w przypadek, niech wierzy. Ja nie jestem w stanie w to uwierzyć. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. Przypomnę, że prezydent już raz został ostrzelany, gdy złożył wizytę w Gruzji tuż po rosyjskim ataku na ten kraj. (...) Przed kilkoma tygodniami byli inni przedstawiciele Polski i nic im się nie stało".

On swoich słów nie odwołał.

Jest czas żałoby, ale nawet bez niej nie chcę używać języka, którym posługuje się prof. Krasnodębski czy Marcin Wolski. Obaj dziś obrzucają obelgami przeciwników politycznych Lecha Kaczyńskiego. Program Pospieszalskiego można łatwo wykpić, ale na to nie mam sił. Dlatego powiem jedynie, że wszystko, co wiemy o katastrofie wskazuje na to, że tezy o zamachu nie mają żadnych podstaw. Nie dziwi, gdy ludzie na ulicy tworzą teorie spiskowe. Ale gdy propagują je publicyści w telewizji publicznej - to przeraża. Pozostaje apelować o opamiętanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    374 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':