http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy w Wilnie będzie ulica Lecha Kaczyńskiego

Rozmawiał Jacek Pawlicki
2010-04-16, ostatnia aktualizacja 2010-04-16 10:14

Wilno
Wilno
Fot. MINDAUGAS KULBIS AP

Emocje, jakie narosły przez lata wokół pisowni polskich nazwisk na Litwie, rzuciły cień na pomysł nazwania imieniem Lecha Kaczyńskiego jednej z ulic w Wilnie. - Sprawa zostanie rozwiązana - zapewnia "Gazetę" premier Andrius Kubilius

Andrius Kubilius
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Andrius Kubilius
Władze Wilna chcą nazwać jedną z ulic imieniem Lecha Kaczyńskiego, by w ten sposób uczcić pamięć polskiego prezydenta. W środę zdecydowały, że ulica będzie, ale o formie zapisu jego nazwiska - po polsku czy litewsku - zadecyduje specjalnie powołana komisja.

Ulica miałaby nosić nazwę Lecho Kaczynskio (dopełniacz od Lechas Kacinskis) - to litewski dopełniacz. Władze Wilna chciały je zlituanizować - zapisać polskie "cz" litewskim "c" z odwróconym daszkiem. Z kolei przedstawiciele premiera naciskali, by nazwisko zostało zapisane w formie oryginalnej, z polskim "cz". - Jeżeli nazwisko prezydenta zostanie zlituanizowane, będzie to wyglądało jak nieudany żart - skomentował ten spór ambasador Polski na Litwie Janusz Skolimowski.

Rozmowa z

Andriusem Kubiliusem

premierem Litwy

Jacek Pawlicki: Władzom Wilna nie udało się podjąć ostatecznej decyzji o nazwaniu jednej z ulic Wilna imieniem Lecha Kaczyńskiego. Poszło właściwie o jedną głoskę - „cz”. Dlaczego po 15 latach dyskusji wciąż trudno rozwiązać tak - wydawałoby się - mało istotną kwestię jak pisownia polskich nazwisk?

Andrius Kubilius: Dla mnie też jest ona mało znacząca. Ale niech pan pozwoli mi zacząć od odniesienia się do tragedii, jaką była katastrofa samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Odczuliśmy ją bardzo głęboko na Litwie. Prezydent Kaczyński był niezwykłą osobą, która wiele znaczyła nie tylko dla polityków, którzy go znali, lecz także dla wielu zwyczajnych ludzi. Straciliśmy w nim wielkiego przyjaciela Litwy, ale też wielu innych przyjaciół z polskiego Sejmu, Senatu, urzędów itd.

Dla mnie ma to także osobisty tragiczny wymiar. Kiedy ostatni raz prezydent Kaczyński odwiedzał Wilno w zeszły czwartek, litewski parlament akurat odrzucił w pierwszym czytaniu rządowy projekt prawa o pisowni w dokumentach nazwisk polskich w oryginale. Niestety, na Litwie ta kwestia wywołuje wciąż ogromne emocje, z różnych powodów. Sam mam trudności z wytłumaczeniem tych powodów samemu sobie. Z drugiej strony po raz pierwszy od 15 lat rząd Litwy wyszedł z propozycją prawa spełniającego wszelkie europejskie standardy. Mam nadzieję, że niedługo znajdziemy sposób na uchwalenie tej ustawy.

Co do Wilna to władze miejskie pokazały, że jest silna wola polityczna, by uczcić pamięć prezydenta Kaczyńskiego, nazywając jedną z ulic jego imieniem. Może to będzie nawet plac. Szczegóły nie są jeszcze znane.

W jakiej transkrypcji zostanie zapisane nazwisko Lecha Kaczyńskiego - polskiej czy litewskiej?

- Mam nadzieję, że uda się znaleźć rozwiązanie tego problemu. We władzach Wilna zasiadają mądrzy ludzie i coś zaradzą.

Wielu Polaków nie rozumie, dlaczego dla Litwinów kwestia polskiej pisowni jest tak drażliwa. Czy to historyczne resentymenty z czasów międzywojnia?

- Może tak.

Ale to już odległa historia. Jesteśmy od lat razem w NATO i UE...

- Proszę zrozumieć, że niektóre sprawy stają się czasem bardzo drażliwe. Trzeba cierpliwości, by wyjaśnić naszym obywatelom, że to nie umniejszy roli języka państwowego. Pamiętajmy, że o kwestii pisowni polskich nazwisk debatujemy na Litwie od 15 lat. Nie było prawdziwej próby jej rozwiązania, a emocje wokół sprawy narastały. Władze Litwy dawno temu obiecały Polsce, że załatwią tę sprawę.

- Sprawę łatwiej byłoby załatwić 15 lat temu, gdyby z odpowiednią inicjatywą wystąpił ówczesny rząd litewski. Teraz obrosła ona takimi emocjami, że jest dużo trudniej. Niektórzy Litwini postrzegają to w następujący sposób: oto wielki kraj Polska żąda od nas zmian pisowni, więc powinniśmy się przeciwstawić. W polityce czasem zdarza się tak, że długotrwałe emocje stają się większym problemem niż sam problem, który je wywołuje.

Nie może pan jako premier nacisnąć swej partii i koalicjantów, by załatwić ten problem?

- Jeśli w grę wchodzą sprawy emocjonalne, nie można naciskać nawet własnej partii. Bo kwestia pisowni nagle stała się "sprawą wartości". Proszę jednak być spokojnym - wiemy w rządzie, co chcemy osiągnąć. Nie po raz pierwszy rządowi nie udało się przekonać parlamentu, ale nie znaczy to, że go w końcu nie przekona.

Dwa dni temu wezwał pan litewski Sejm, by ze względu na pamięć tragicznie zmarłego prezydenta Polski rozważył ponownie swój sprzeciw wobec ustawy. Czy w chwili żałoby, kiedy polski prezydent jest wspominany na Litwie, można wrócić do ustawy i niejako na fali ją przegłosować?

- Nikogo nie naciskałem. Mówiłem tylko to, co czułem po tragedii. Powiedziałem, że odrzucenie ustawy było złym pożegnaniem prezydenta. Uważam, że nie tylko ja myślę w ten sposób. Nie chcemy wykorzystywać tragedii jako formy presji na Sejm. Trzeba wyciszyć emocje i znaleźć dobre rozwiązanie.







Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':