Co myśli psychoterapeuta, patrząc na to wszystko? Że jesteśmy w miarę zdrowi psychicznie.
Dlaczego? Dobrze przechodzimy przez traumę wywołaną tym wydarzeniem. Prosty przykład. Pańska gazeta była zawsze bardzo krytyczna wobec
PiS-u. Lubi pan Jarosława Kaczyńskiego?
Nie. Przez ostatnie lata, jak się pojawiał w telewizorze, przełączałem kanał. Chyba że musiałem akurat coś napisać. A co pan czuł, widząc go nad trumną brata?
Wzruszenie, współczucie. I ogromną sympatię. Jedna ze stacji telewizyjnych zrobiła uliczny sondaż wśród tych, którzy przyszli pod Pałac Prezydencki ze zniczami. Większość odpytanych to byli zwolennicy PO. Mówili dobrze o prezydencie. W innej stacji pokazano z kolei zwolenników PiS-u: chwalili Putina i Tuska, że tak sprawnie koordynują śledztwo w Smoleńsku.
I co z tego wynika? Ważny przekaz, że można mieć różne uczucia wobec tej samej osoby. Przeżywanie ambiwalencji jest ważne dla rozwoju emocjonalnego. W życiu społecznym tej ambiwalencji często nam brakuje. Kusi nas świat czarno-biały. Tusk - dobry, Kaczyński - zły. Albo odwrotnie. A świat jest złożony. Jeśli jesteśmy w stanie tę złożoność dostrzec i wytrzymać, pogodzić się z ambiwalencją naszych uczuć, wtedy mamy lepszy kontakt z rzeczywistością.
Dzięki tej tragedii mamy lepszy kontakt z rzeczywistością? Tak. Niech pan zobaczy, co się dzieje w mediach. Czas się zatrzymał, politycy rozmawiają, Platforma mówi dobrze o PiS-ie, politycy PiS-u chwalą premiera...
Sielanka i lukier. Oczywiście, to długo nie potrwa. Ale zostanie w naszej zbiorowej świadomości wspomnienie ważnego czasu, kiedy tak mogło być. Kiedy mogliśmy szanować przeciwnika i nosić w sobie sprzeczne uczucia. "Może nie wszystko, co robił Kaczyński, było takie beznadziejne, jak sądziłem", "Może ten Putin nie jest takim strasznym enkawudzistą, skoro był wzruszony w Smoleńsku". Schemat został na chwilę zburzony. Ci, którzy nie znoszą Kaczyńskich, płaczą. Ci, którzy nie znoszą Tuska, są wzruszeni jego postawą. Rosjanie, których ciągle się boimy i oskarżamy o antypolskość, zachowują się fantastycznie. Składają kwiaty pod ambasadą w Moskwie, a my to z wdzięcznością zapamiętujemy.
Putin, bardzo przejęty, prowadzi telekonferencję w Smoleńsku. Pamięta pan, że jeszcze niedawno podobne obrazki nas śmieszyły: zapraszał do siebie szefów rozmaitych służb i wydawał rozkazy przed kamerami. Komentowano to złośliwie. A teraz - podoba nam się to. Oto dysonans poznawczy, świat się nagle skomplikował. To dobre dla naszego zbiorowego życia psychicznego.
Telewizje pełne są łzawych wspomnień, jakim Lech Kaczyński był wspaniałym prezydentem. W badaniach opinii publicznej wypadał najgorzej. Po co nam teraz te ckliwe obrazki? Taką potrzebę czują miliony Polaków. I to jest zdrowe. Zawodowo pomagam ludziom m.in. w przechodzeniu przez czas żałoby po stracie bliskich. Emocje, które pojawiają się wtedy, są bardzo skomplikowane. Łącznie z nienawiścią do ukochanej osoby: "Jak mogłeś mnie zostawić".
Prezydent budził skrajne emocje. I ludzie teraz chcą przed telewizorami pogodzić się z własnymi emocjami.
Adam Michnik nagrał tuż po tragedii emocjonalny komentarz, który zamieścił wasz portal. Mówił tak: "Będę musiał sam sobie zrobić rachunek sumienia, czy w moich krytykach nie bywałem niesprawiedliwy, brutalny. Sprawdzę to wszystko, co pisałem na temat Leszka Kaczyńskiego". Na koniec wspomniał lata 80. "I strasznie jest mi przykro i żal, że nigdy z Leszkiem nie pójdę na spacer w Sopocie". To dobre, zdrowe, oczyszczające. Z tej tragedii wyjdziemy mądrzejsi.
Po śmierci papieża też tak wszyscy mówili. A potem było już tylko gorzej. Zupełnie inne doświadczenie. Nieporównywalne. Po pierwsze - byliśmy długo przygotowywani na tę wiadomość. Po drugie - papież nie budził negatywnych emocji, nie był elementem naszej wojny polsko-polskiej. To, co się działo po jego śmierci, to była narodowa histeria. Owszem, często piękna i wzruszająca, ale dość powierzchowna. Tutaj uderzył w nas grom z jasnego nieba. I emocje są dużo bardziej złożone, a więc głębsze.