16 grudnia 1922 roku prezydent Rzeczypospolitej Gabriel Narutowicz zdecydował się na demonstrację.
Kiedy dowiedział się, że Naczelnik Piłsudski w poprzednich latach przyjmował zaproszenia Zarządu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych na wystawę otwierającą nowy sezon, wstępnie zdecydował się również skorzystać z zaproszenia. Ale niezależnie od tego, czy na wystawie się pojawi, czy nie, postanowił nie zawiadamiać o swej decyzji ani policji, ani Komisariatu Rządu. Oznaczało to, że w gmachu Zachęty, w której będą tłumy, prezydent Narutowicz znajdzie się bez jakiejkolwiek ochrony.
Na dobitkę prezydent zdecydował, że mimo mrozu i śniegu na ulicach pojedzie na wystawę reprezentacyjnym, otwartym powozem. Tym samym, którym przed pięciu dniami pojechał do Sejmu na uroczystość zaprzysiężenia.
Tym samym, w którym jadąc do Sejmu, obrzucony został przez zwolenników narodowej demokracji wrogimi, obelżywymi okrzykami i grudami śniegu.
Błotem w prezydenta
Wybór Gabriela Narutowicza w sobotę 9 grudnia przez Zgromadzenie Narodowe na prezydenta RP wzbudził gwałtowne protesty prawicy. Nie dość, że w piątym, ostatnim głosowaniu pokonał jej kandydata hrabiego Maurycego Potockiego, to jeszcze w tym głosowaniu poparły go partie centrum, lewicy oraz mniejszości narodowe. Prawica znalazła się w politycznej izolacji. A ponieważ w Sejmie dysponowała w sumie niespełna 40 proc. głosów, przebieg i rezultat głosowania wskazywały, że może się znaleźć w sytuacji długotrwałej, praktycznie bezradnej opozycji.
Liderzy prawicy zdecydowali się nie dopuścić do zaprzysiężenia prezydenta.
Już w dniu wyboru endecja zorganizowała manifestację z udziałem gen. Józefa Hallera. Dwa dni później, w dniu zaprzysiężenia prezydenta, działacze endeccy zorganizowali w Warszawie masowe zamieszki. Endeckie bojówki sprawdzały legitymacje idących do Sejmu posłów - tych z lewicy lżyły, biły i zawracały z drogi. Celem było zatrzymanie posłów i senatorów lewicy oraz centrum, by nie dopuścić do uroczystości zaprzysiężenia. Reprezentanci prawicy tego dnia nie pojawili się w gmachu Sejmu.
Zaatakowano też samego prezydenta elekta. Bojówkarze obrzucili z bliska jadącego do Sejmu prezydenta kulami śniegu i bryłkami zamarzniętego błota. Bryłki śniegu uderzały w wyprostowaną, nieruchomą postać prezydenta. Policja nie interweniowała.
W końcu uzbrojeni pepeesowcy ruszyli swoim posłom na odsiecz. Na placu Trzech Krzyży starli się z także uzbrojonymi bojówkarzami prawicy. W strzelaninie zginął robotnik, zwolennik PPS, ranni byli po obu stronach. Policja nadal pozostała obojętna.
Zapora i zawada
Wieczorem w Belwederze rozpoczęło się posiedzenie rządu sympatyzującego z prawicą i konserwatystami prof. Juliana Nowaka. Ustępujący Naczelnik Państwa Józef Piłsudski domagał się, by rząd dał mu na jeden dzień władzę, tak, by mógł on rozprawić się ze sprawcami zamieszek.
- Nie mogę oddać władzy w tej chwili, gdy banda gówniarzy zakłóca spokój, znieważa prezydenta - naciskał Piłsudski. Rząd jednak władzy pacyfikatora mu nie dał.
Krwawe zamieszki nie ukróciły kampanii prawicy przeciw prezydentowi. Czołowi publicyści, Antoni Sadzewicz w "Gazecie Warszawskiej", Stanisław Stroński w "Rzeczpospolitej" i Władysław Rabski w "Kurierze Warszawskim", pisali o Narutowiczu jako "żydowskim elekcie", "zaporze" i "zawadzie". Stroński pisał w komentarzu "Ich prezydent": "Wybór ten, zdumiewająco bezmyślny, wyzywający, jątrzący, wytwarza stan rzeczy, z którym większość polska musi walczyć".
Do Zachęty!
Późnym rankiem 16 grudnia prezydent wyjechał z Belwederu otwartym powozem. Miał na sobie ciepłe futro. Towarzyszyli mu szef kancelarii cywilnej Stanisław Car i adiutant por. Ignacy Sołtan.
Powóz najpierw skierował się do rezydencji prymasa kardynała Aleksandra Kakowskiego. Prezydent chciał złożyć prymasowi oficjalną rewizytę.
W czasie jazdy adiutant prezydenta por. Sołtan przypomniał, że do otwarcia dorocznego Salonu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych pozostały niespełna dwie godziny, czasu na wizytę u kardynała nie ma zbyt wiele. Narutowicz dotąd nie zdecydował, czy się tam pojawi. Prezydent wahał się. W końcu zapytał por. Sołtana, czy Józef Piłsudski jako Naczelnik Państwa bywał na otwarciu Salonów. Porucznik wyjaśnił, że raczej bywał, choć nie było to regułą.
- Wobec tego jedziemy do Zachęty! - zadecydował Narutowicz.
Kurtuazyjna rozmowa z prymasem przeciągnęła się. Prezydencki powóz ruszył w stronę pobliskiej Zachęty tuż przed dwunastą.
Źródło: Duży Format