Obama szczegóły swego programu komicznego ujawni dopiero dziś, ale jego założenia są znane od stycznia, gdy zaprezentowano kolejny
budżet USA. Rząd Obamy doda agencji kosmicznej NASA 6 mld dolarów przez pięć lat na przedłużenie funkcjonowania międzynarodowej stacji kosmicznej. Miała ona zostać zamknięta w 2015 roku, będzie dopiero w 2020. Dodatkowe pieniądze mają też iść na współpracę z prywatnymi koncernami, by te rozwinęły komercyjny program taksówek kosmicznych. To one w przyszłości miałyby też przenosić na stację kosmiczną kosmonautów amerykańskich. Obecne wahadłowce będą już za rok zbyt stare, by to nadal robić.
Koniec Konstelacji Jednak plan Obamy w praktyce kończy dużo droższy, ale też bardziej ambitny plan George'a Busha, zwany Konstelacja, który miał do 2020 roku nie tylko zaowocować nowymi lotami ludzi na
Księżyc, ale i budową tam stacji kosmicznej. Bush ogłosił plany Konstelacji w 2004 roku, wydano już na nią 9,1 mld dolarów i nazywano z racji ogromu zamierzeń "Apollo na sterydach" - program Apollo w latach 60. z sukcesami pozwolił Amerykanom prześcignąć w kosmosie ZSRR i wylądować na Księżycu.
Na Księżyc nas nie stać John Logsdon, główny doradca Obamy w sprawach kosmicznych, tłumaczy, że "po prostu nie było nas stać i na przedłużenie misji międzynarodowej stacji kosmicznej, i na plany powrotu na Księżyc" i dodaje, że wybrano rozwiązanie "bardziej realistyczne ", bo program Busha i tak był opóźniony z powodu niewystarczających funduszy. Oficjalne oświadczenie Białego Domu mówi, że "po latach niedoinwestowania nowych technologii i nierealistycznych budżetów (...) skieruje NASA na odnowioną ścieżkę odkrywania kosmosu".
Jednak większość osób, stanów i firm związanych z amerykańskim programem kosmicznym od tygodni ostro protestuje przeciw planowi Obamy. Senatorowie z Florydy i Teksasu, gdzie mieści się znakomita większość baz i biur NASA, zapowiedzieli, że będą z nim walczyć. W ostatni weekend przed bazą Kennedy'go, którą dziś odwiedzi Obama, protestowały tysiące pracowników NASA. Twierdzą oni, że decyzja Obamy oznacza, że prawie 10 mld dolarów na Konstelację pójdzie w błoto (co jest prawdą) i że zwolnienia mogą dotknąć 30 tysięcy ludzi (co jest grubą przesadą). Łączny budżet NASA na najbliższą pięciolatkę nadal będzie ogromny - ponad 100 mld dolarów. Rzeczywiście natomiast odejść może jakaś część najlepszych inżynierów i naukowców, a od pół wieku program kosmiczny był jednym z narzędzi rozwoju nowoczesnych technologii w USA.
Koniec czasów misji załogowych? Do tego dochodzi czynnik dumy narodowej, Krytycy decyzji Obamy mówią, że w praktyce amerykańscy kosmonauci, by dostać się na stację orbitalną "będą uzależnieni od Rosjan" a Chińczycy być może pojawią się na Księżycu przed Amerykanami.
Podobnymi argumentami posługują się autorzy listu sprzed trzech dni, który podpisało 21 byłych astronautów, w tym największe legendy, m.in. Eugene Cernan, ostatni człowiek, który w 1972 r. spacerował po Księżycu czy Jim Lovell, dowódca sławnego lotu Apollo 13, którego uczestników, mimo poważnej awarii statku, udało się NASA sprowadzić z powrotem na Ziemię. Piszą oni, że plan Obamy to "błędna propozycja, która zmusi NASA do wycofania się z załogowych operacji w kosmosie na długo. (...) Dla tych z nas, którzy ryzykowali i poświęcili część życia dla badań kosmosu, ta decyzja jest straszna".
Dzień po tym liście Obamę spotkał kolejny cios. Krytyczny list wobec jego planu wystosował Neil Armstrong, pierwszy człowiek który 20 lipca 1969 roku stanął na księżycu. Jego oświadczenie jest równie emocjonalne i mówi, że ta decyzja "sprawia, że nasz kraj stanie się państwem drugiej, a nawet trzeciej kategorii".
Nowa technologia do eksploracji kosmosu Jednak nie wszyscy byli kosmonauci krytykują Obamę. Towarzysz lotu Armstronga Buzz Aldrin, drugi w historii człowiek na Księżycu, napisał, że plan prezydenta USA "znów pozwoli na nowe i ekscytujące rzeczy poza Ziemią".
W odpowiedzi na krytykę Obama ma dziś ogłosić "konkretne plany" nowej technologicznie rakiety, która ma umożliwić znów wyprawy na Księżyc, asteroidy a nawet na Marsa. Zostanie zaprojektowana do 2015 roku. - Plany wyprawy na Księżyc są na razie martwe, ale odkrywanie Kosmosu nie, i to jest najważniejsze - mówił niedawno doradca Obamy John Logsdon. Od dzisiejszego wystąpienia prezydenta na Florydzie, gdzie będą także jego krytycy, zależy, czy uwierzą w to także Amerykanie.