Katarzyna Wiśniewska: W niedzielę powiedział ksiądz arcybiskup, że nie można nazywać Katynia miejscem przeklętym. To dzisiaj bardzo trudne. Abp Józef Życiński: W tradycji chrześcijańskiej możemy mówić o miejscach świętych, błogosławionych, ale tradycja ta nie zna pojęcia miejsca przeklętego. To koncepcja bliższa ujęciom magicznym, staropogańskim. Dlatego przypominałem, że chrześcijanie, ludzie modlący się, nie powinni łączyć fatalistycznych interpretacji z ostatnim dramatem.
Wydaje się, że tragedia pod Smoleńskiem to ostateczne przesilenie w stosunkach polsko-rosyjskich. - To, czego jesteśmy świadkami, niewątpliwie daje nam poczucie bliskości i przełamania oporów psychologicznych, które jeszcze w niektórych środowiskach występowały. Teraz zanikają. Wzruszył mnie sposób, w jaki prezydent Miedwiediew rozpoczął swoje przemówienie do Polaków, "Drodzy przyjaciele", powiedział.
Poruszające są również nabożeństwa odprawiane w cerkwiach od Moskwy, Smoleńska po Lublin. Wierni prawosławni wyrażają swoją solidarność w cierpieniu. Jestem przekonany, że z tego cierpienia zrodzi się sens, jakieś dobro wyrażone w przełamywaniu dawnych uprzedzeń, w upadku kolejnego muru.
Ale zaczynają się pojawiać głosy, jak w „Naszym Dzienniku”, że Rosjanie mataczą przy śledztwie, czy publicysty piszącego na jednym z portali: trzeba zakładać, że każdy gest Putina jest nieszczery. - Antropologia, wedle której z góry traktuje się kogoś jako osobę nieszczerą, jest obca chrześcijaństwu. Taka logika wynika z prywatnych uprzedzeń i obsesji.
U osób, u których doświadczenie tragedii nie idzie w parze bądź z zaangażowaniem modlitewnym, bądź ze świadectwem kultury solidarności, natychmiast rodzi się potrzeba znalezienia kozła ofiarnego. Teoria spisku jest najprostszym wyjaśnieniem dla niektórych środowisk.
Podobnie było po tragedii 11 września w World Trade Centre, gdy w tabloidach - ale nie tylko - pojawiły się teksty, że Żydzi tego dnia nie przyszli do pracy. Takie reakcje, niezależnie od tego, czy występują w Ameryce, czy u nas, są wyrazem głębokich kompleksów.
Sądzi ksiądz arcybiskup, że atmosfera pojednania przetrwa czy zaraz pryśnie? - Chciałbym być optymistą, że pozostanie z niej dużo, ale jak wielkie będzie jej oddziaływanie, zależy od konkretnych osób i środowisk inicjujących debatę polityczną. Żadne wydarzenia nie działają jak "błogosławione automaty" przynoszące duchowe odrodzenie. To, co pozostanie w nas z doświadczenia solidarnego bólu tych dni, zależy od tego, na ile będziemy konsekwentni.
Są też próby odbierania prawa do smutku, żałoby ludziom, którzy krytykowali prezydenta. - Stężenie moralistyki przy trumnach jest czymś wysoce niewłaściwym. Cnota milczenia sprawia trudność wielu naszym rodakom, a warto by ją wypracować. To nie jest miejsce ani czas na moralizowanie i ferowanie ocen.
Czy prezydent powinien być pochowany na Wawelu? -
Kościół nie jest instytucją, która może narzucać zdanie w tak delikatnych kwestiach. Nie należy oczekiwać, żeby hierarchowie Kościoła ex cathedra wskazywali tu odpowiedź.