Środowa sesja izby wyższej Kongresu
USA rozpoczęła się na wniosek przewodniczącego demokratycznej większości Harry'ego Reida od minuty ciszy. Następnie długie wystąpienia mieli senatorzy polskiego pochodzenia Barbara Mikulski, demokratka i Mike Johanns, republikanin. Bardzo emocjonalnie mówili o Polsce, prezydencie Lechu Kaczyńskim, jego i Anny Walentynowicz udziale w ruchu "Solidarności". - Polska byłą i jest silnym sojusznikiem i dobrym przyjacielem USA, a u siebie z sukcesami zbudowała wolny rynek i demokrację. Prezydent Kaczyński mocno się do tego przyczynił. Będzie nam brak jego przywództwa - mówił Johanns.
Przemawiał też Dick Durbin, senator z Illinois, gdzie mieszka ponad milion Amerykanów polskiego pochodzenia, który wraz z Johannsem zaproponował rezolucję ku czci polskich ofiar. Co w Senacie USA jest rzadkie, jako współautorzy poparli ją wszyscy senatorowie - stu, choć nie wszyscy byli obecni podczas jej uchwalania na sali. Rezolucja wspomina związki polsko-amerykańskie i polskie tradycje demokratyczne - od pierwszych osadników polskich w Ameryce w XVII wieku i Kazimierza Pułaskiego do wyborów w 1989 roku, wejścia Polski do NATO i udziału w wojnach w Iraku i Afganistanie. Wyraża też "najgłębsze wyrazy współczucia oraz silną solidarność narodowi polskiemu i Amerykanom polskiego pochodzenia". Część posiedzenia ku czci polskich ofiar trwała 35 minut, co jest w Senacie USA naprawdę rzadkie.
Wczoraj w ambasadzie RP w Waszyngtonie złożyli wpisy w księdze kondolencyjnej kolejni sławni Amerykanie, m.in. szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi,
Zbigniew Brzeziński oraz były szef dyplomacji i szef sztabu wojsk USA gen. Colin Powell.