Od czterech dni jako społeczeństwo, i jako media, zdajemy wielki egzamin - uczymy się żałoby, która z jednej strony nie powinna być pełnym hipokryzji milczeniem zgodnie z zasadą de mortuis..., jeśli czujemy, że pewne ważne rzeczy muszą zostać powiedziane. Z drugiej zaś strony absolutnie nie powinna być wymianą oskarżeń. To trudne, bo po pierwszym szoku przychodzi kolejny nieodzowny etap żałoby - gniew, szukanie winnych. Ale w publicystyce ten gniew powinien być jednak powściągnięty. Nie mówiąc już o „poezji”.
Ta atmosfera narastała od kilku dni, i właściwie czekałam, kiedy taki utwór się pojawi. Bo kilkadziesiąt lat temu Julian Tuwim napisał pełen gniewu - o tak, wtedy uprawnionego - wiersz po śmierci Gabriela Narutowicza, zabitego przez szalonego malarza w klimacie endeckiej nagonki (Wiersz "Pogrzeb prezydenta Narutowicza" zaczyna się od pamiętnych słów: "Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni. Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie, Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni, Chodźcie, głupcy, do okien - i patrzcie! i patrzcie").
Dzisiaj "Gazeta Polska" na pierwszej stronie publikuje dzieło Marcina Wolskiego "Na śmierć prezydenta Kaczyńskiego", który usiłuje naśladować Tuwima.
"Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,
będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie,
dzisiaj lekko pobledli i trochę strapieni,
jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej milczcie.
*
Nie potrzeba łez waszych, komplementów spóźnionych,
waszej czerni, powagi, szkoda słów, nie ma co,
dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie wasze androny,
wasze żarty i kpiny wylewane przez szkło.
*
Bo pamięta poeta, zapamięta też naród,
wasze jady sączone bez ustanku, dzień w dzień.
Bez szacunku dla funkcji, dla symbolu, sztandaru...
Karlejecie pętaki, rośnie zaś jego cień!
*
I tak dalej, aż do wielkiego finału:
"Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej.
Nie potrzeba milczenia mącić fałszu mdłą nutą.
Na kolana, łajdaki, sypać popiół na głowę!
Dziś możecie go uczcić tylko wstydu minutą!"
O kogo chodzi? W wydaniu papierowym nie ma "dedykacji", wczoraj w internetowej wersji GP stało: mediom.
Co Marcin Wolski chciał przekazać mową wiązaną,
Zdzisław Krasnodębski wyraził prozą. W kolumnowym artykule w "Rzeczpospolitej" przypomina wszystkie ataki na prezydenta Kaczyńskiego ze strony opozycji, mediów, liberalnych elit. "Zawsze obawiałem się, że jego prezydentura może zakończyć się tragicznie. Bałem się, że spotka Go los podobny do losu prezydenta Narutowicza, że znajdzie się jakiś intoksowany i indoktrynowany szaleniec, który będzie chciał zakończyć ten "obciach". Spotkał Go jednak inny los".
I tu również wielki finał: „A od tych, którzy przy Nim stali i pozostali, wymaga się, by milczeli, by odkreślili przeszłość grubą kreską, by się pojednali, by nie zakłócali atmosfery żałoby. Ale ich - naszym - obowiązkiem wobec niego jest mówić. Grubej kreski tym razem nie będzie. I wy miejcie odwagę, pozostańcie sobą. Już zaczęliście dzielić łupy i dobierać się do szaf. Zróbcie kolejne »Szkło konktaktowe «, wyśmiejcie tę śmierć, wypijcie małpki. Zaproście Palikota i Niesiołowskiego. Krzyczcie »cham «, »dureń «, i »były prezydent
Lech Kaczyński «”. Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami. Jestem dumny, że go znałem”.
Z kronikarskiego obowiązku dodam jeszcze, że naczelny "Rz" Paweł Lisicki napisał w swoim komentarzu, iż jednym z powodów powszechnego żalu po śmierci prezydenta jest "nieczyste sumienie".
Uff. Chyba muszę w punktach.
1. Prezydent Narutowicz został ZAMORDOWANY. Prezydent Kaczyński zginął w skutek tragicznego ludzkiego błędu lub/a także technicznej usterki. Naprawdę wielkim nadużyciem jest porównywanie obu tych sytuacji.
2. Nikt nie ma prawa zabraniać komukolwiek żalu i rachunku sumienia. Nawet łotr na krzyżu miał prawo do nawrócenia. Jako osoba, która raczej krytycznie oceniała śp. Prezydenta, doceniłam w ostatnich dniach wartość tej "krytycznej" żałoby, spojrzenia w przeszłość i próby powtórnej oceny osób, których już z nami nie ma.
3. Jeśli osoby, które tak piszą, uważają, że żałoba w mediach to wszystko krokodyle łzy i rozpacz pod publiczkę, jest to również okrutne i niesprawiedliwe. Bo w ten sposób pozbawia się adwersarzy ludzkich cech.
4. Nie pochwalam tego, że niektóre postacie polityczne stają się obiektem szyderstwa liberalnych mediów i elit. Tak, jak
George Bush w Stanach, premier Berlusconi we Włoszech i - w mniejszym stopniu - bracia Kaczyńscy w Polsce. Ale, jak powiedziała dziś w Tok FM Ewa Milewicz, demokracja to krytyka. Ostra, czasem niesprawiedliwa. I obustronna - republikanie w
USA też potrafią nieźle "przywalić" Obamie.
5. W tragicznym wypadku pod Smoleńskiem nie zginął tylko prezydent Lech Kaczyński. Także kilkadziesiąt innych osób - z różnych opcji politycznych, kombatantów, ludzi wykonujących swoją służbę, których znaliśmy i szanowaliśmy. Ten smutek jest również po nich. I naprawdę przykro, że podczas żałoby trzeba to wszystko mówić.
Na koniec jeszcze jeden cytat z Wojciecha Roszkowskiego, bo chyba najlepiej oddaje moje poczucie decorum - tzn. jak z wrażliwością powiedzieć o tym problemie, bo przecież nie apeluję, żeby go chować pod dywan: „Ta masowa żałoba po jego śmierci jest chyba próbą zadośćuczynienia za to, że ulegali tym nazbyt krytycznym nastrojom. Redaktor Michnik uznał, że można się było z prezydentem Kaczyńskim nie zgadzać, a jednocześnie przyznał, że był to człowiek wybitny”.
Różnica jest tu właśnie w intencjach: czy zobaczymy w przeciwnikach ludzi, czy też tylko świnie. I jak to świadczy o tobie, gdy nawet w takim momencie widzisz tylko świnie.
Pogrzeb na Wawelu Kolejnym ważnym tematem we wszystkich gazetach jest decyzja o pochowaniu pary Marii i Lecha Kaczyńskich na Wawelu. Ale tylko
"Gazeta Wyborcza" odważyła się na krytyczny wobec tego komentarz. Piszę "odważyła się", bo wczorajsze dyskusje redakcyjne trwały długo: jak napisać rzecz ważną, którą trzeba napisać teraz, a nie naruszyć powagi żałoby i nie sprzeniewierzyć się szacunkowi wobec zmarłych. Myślę, że wybrnęliśmy z tego dobrze. "Hołd dla głowy państwa, człowieka, który zginął, pełniąc dla nas służbę, jest słuszny, sprawiedliwy i niezbędny" - czytamy w komentarzu podpisanym, jak wyjatkowo w "Gazecie", przez Redakcję, a nie konkretną osobę. "Jednak decyzja o pochówku na Wawelu - ciężko to powiedzieć, jest pochopna i emocjonalna. Miejscem stosowniejszym niż Wawel byłaby katedra św. Jana w Warszawie, u boku prezydenta Gabriela Narutowicza, który również zginął tragicznie. Albo Powązki - pośród grobów powstańców warszawskich, którzy byli Lechowi Kaczyńskiemu tak bliscy i dla upamiętnienia których tak wiele uczynił. Tę decyzję podjęto w patriotycznym uniesieniu, pod wpływem tragedii, współczucia dla rodziny" - pisze "Gazeta Wyborcza", której zdaniem "niestosowne jest wymaganie, by Lech Kaczyński musiał po śmierci sprostać sąsiedztwu Józefa Piłsudskiego, twórcy niepodległości Polski". I konkluzja: "Pochówek na Wawelu powinien być wynikiem narodowej dyskusji i możliwie szerokiej społecznej zgody. Tak byłoby godnie i demokratycznie."
"Gazeta" publikuje też
głosy za i przeciw Wawelowi. Prof. Tomasz Nałęcz mówi: "Apelowałbym o pokorę. Józefa Piłsudskiego historia już osądziła. Lecha Kaczyńskiego - nie. Nie kładłbym ich obok siebie". Przeciwnego zdania jest inny historyk-polityk, prof. Wojciech Roszkowski: "Reakcja społeczeństwa na śmierć prezydenta, reakcja, której nawet trudno się było spodziewać, najlepiej pokazuje, że decyzja o pochowaniu go na Wawelu jest słuszna".
Trudno powiedzieć, czemu inne gazety nie podeszły do problemu w ten sposób, opisując tylko kontrowersje, jakie decyzja wzbudziła na ulicy i w internecie.