Spotkali się wczoraj z grupą dziennikarzy. Ze względu na prośbę zastępcy dowódcy pułku ppłk. Grzegorza Kułakowskiego nie podajemy nazwisk wypowiadających się oficerów. Piloci pułku nie wypowiadali się też na temat ewentualnych przyczyn katastrofy.
Jak rządowy samolot jest przygotowywany do lotu?
- W przypadku tzw. lotów "head" [z najważniejszymi osobami w państwie] obowiązują specjalne procedury. Samolot jest poddawany badaniom technicznym i wykonywany jest specjalny oblot przed każdym tego typu lotem. Potem przeprowadzane jest kolejne badanie. Przed sobotnim lotem do Smoleńska badanie techniczne i oblot były wykonane. Ten Tu-154 był przyjęty po kapitalnym remoncie 7 stycznia i miał przed sobą 7 tys. godzin lotu.
Jakie doświadczenie miała załoga?
- Kpt. Arek Protasiuk, mój kolega z roku z Dęblina, miał 3,5 tys. godzin nalotu, mjr Robert Grzywa spędził w powietrzu ok. 2 tys. godzin. Obaj byli bardzo doświadczonymi pilotami. Pojawia się pytanie, dlaczego kapitan był pierwszym, a major drugim pilotem. W lotnictwie istnieje zasada, że pierwszym pilotem jest ten, kto ma wyższe uprawnienia na dany typ samolotu; wówczas ten, kto ma wyższy stopień na ziemi, wykonuje jego polecenia. Robert do tej pory latał głównie na samolotach Jak-40.
Jak oceniają panowie warunki do lądowania na lotnisku w Smoleńsku?
- Nie ma żadnych większych przeszkód terenowych, więc podejście do lotniska jest raczej łatwe. Jeśli chodzi o stan pasa startowego, to raczej trudny, bo jest nierówny. Wyposażenie lotniska jest skromne, bo to przede wszystkim lotnisko wojskowe. Lądowałem tam z premierem Tuskiem 7 kwietnia. Podejście było bez problemu - o wiele trudniej lądować w Afganistanie czy Dausze. Wtedy, 7 kwietnia, poinformowałem, że widzę pas, i lądowałem. Na lotnisku rozstawione były dwie radiolatarnie, widziałem też działający radar. Lotnisko nie miało systemu naprowadzania ILS.
Na pokładzie samolotu są oczywiście różnorodne systemy nawigacji. Jest radiowysokościomierz i inne wysokościomierze. Z tym że radiowysokościomierz mierzy wysokość od najwyższego punktu, np. masztu, drzewa, i zdarzają się pomyłki o kilkadziesiąt metrów. Według naszych informacji długość pasa tam to 2,5 tys. m. To długość absolutnie wystarczająca do lądowania tego Tu-154.
Kontroler lotów ze Smoleńska twierdzi, że polska załoga nie "kwitowała", czyli nie potwierdzała wysokości podawanych z wieży. Czy poprzednio była stosowana ta sama procedura?
- Od momentu, gdy ja stwierdziłem, że widzę pas, nie było potrzeby "kwitowania", bo wtedy pilot w pełni przeprowadza procedurę lądowania. W naszych procedurach nie ma potrzeby kwitowania wysokości.
Czy samolot zarzucał paliwo przed lądowaniem?
- Tu-154 nie ma nawet instalacji do zrzucania paliwa. Silniki mają dostateczną moc, by lądować z pełnym obciążeniem. Potrafi też - wbrew temu, co się pisze - poderwać się znad pasa, tylko silniki muszą wejść odpowiednio wcześniej na wyższe obroty, a potrzeba na to kilku sekund.
W spekulacjach pojawiły się informacje, że załoga nie radziła sobie z liczebnikami w języku rosyjskim oraz o możliwej pomyłce w przeliczeniu miar wysokości - u nas stosuje się stopy, a w Rosji metry.
- To nieporozumienie. Załoga płynnie porozumiewała się w języku rosyjskim. Zresztą to rosyjski samolot, instrukcje i większość napisów jest w nim po rosyjsku. Kolejna hipoteza w mediach, że ziemia podawała dane w metrach, a załoga nie była w stanie ich przeliczyć, też jest nieprawdziwa. Przyrządy samolotu są tak skonstruowane, że łatwo zmienić miarę ze stóp na metry, wystarczy przełączyć.
Do niedawna istniały procedury, zgodnie z którymi na pokładzie samolotu lecącego do Rosji powinien być rosyjski nawigator. Takiego nawigatora nie było, czy mógłby pomóc?
- Raczej nie. Taki nawigator to był raczej wymóg formalny. Niewiele mógł pomóc. Gdy lecieliśmy Jakiem-40, najczęściej nawigator w ogóle znajdował się poza kabiną, bo nie było dla niego miejsca, więc niewiele mógł zrobić.
Kiedy pilot otrzymuje informacje o pogodzie?
- Na pół godziny przed wylotem pilot otrzymuje informacje o sytuacji na lotnisku docelowym. Kolejne informacje o pogodzie, gdy leciałem do Smoleńska, otrzymałem nad Białorusią. Na koniec informacje o pogodzie podaje kontroler lotów. Ja miałem dobre warunki. Wiadomo, że w sobotę pogoda zmieniła się nagle. Czasem zmienia się w dziesięć minut.
Według wypowiedzi kontrolera lotów pogoda gwałtownie się pogarszała i on rekomendował, by polecieć na inne lotnisko.
- Trudno ocenić obecnie, jakie były warunki. Lotnisko nie było zamknięte. Pilot miał prawo podejmować decyzję o lądowaniu. Nie są nam znane dokładne warunki pogodowe tego dnia. Kwestia widoczności to sprawa skomplikowana. Meteorolog na lotnisku najczęściej ocenia ją na podstawie tego, czy widzi wybrane punkty: wieżę kościoła, jakieś drzewo, do którego zna odległość. Inna jest tzw. widoczność kątowa z kabiny pilota, inna jest widoczność z wieży. Wiadomo, że były dwa lotnika zapasowe: Mińsk, 20 min lotu od Smoleńska, i Witebsk - 28 min.
Czy jest możliwe, aby wywierać na pilota presję?
- Piloci 36. Pułku są dobrze wyszkoleni i potrafią odmówić. Każdy z nas wielokrotnie rezygnował z lotu, np. ze względu na warunki atmosferyczne, obojętnie kogo miał na pokładzie.
Ile jest obecnie samolotów w 36. Pułku?
- Trzy samoloty Jak-40. I drugi Tu-154, który ma wrócić z kapitalnego remontu z Rosji 24 lipca.
Ile jest załóg?
- Na samolot Tu-154 jest obecnie półtorej załogi. W pułku panuje żałoba, straciliśmy doświadczonych kolegów. Najgorzej stratę koleżanek przyjęły nasze koleżanki stewardesy, są pod opieką psychologa, w bardzo kiepskim stanie. A my wykonujemy nasze obowiązki.
Źródło: Gazeta Wyborcza