http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Lot do Katynia miał być wyróżnieniem

Aleksandra Pezda
2010-04-13, ostatnia aktualizacja 2010-04-12 20:30

Lista prezydenckiej delegacji, która poleciała samolotem na uroczystości w Katyniu, powstawała na zasadzie wykreślania chętnych, a nie ich dopisywania - wynika z ustaleń "Gazety".

Krystyna Bochenek
Fot. Bartłomiej Barczyk / AG
Krystyna Bochenek
- Wszyscy chcieli lecieć. O miejsca w samolocie prezydenckim ludzie aktywnie walczyli - mówi marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. W tej sprawie, jak zdradza, zabiegało u niego kilkudziesięciu senatorów.

- Na uroczystości wcześniejsze, te z premierem Tuskiem, poleciało pięciu senatorów. Ale na te drugie, 10 kwietnia, Kancelaria Prezydenta początkowo nie przydzieliła Senatowi żadnego miejsca. Dopiero po mojej interwencji dostaliśmy oficjalnie jedno. Wyznaczyłem wicemarszałek Krystynę Bochenek, z powodu rangi i jako postać z pozycją historyczną. Rozumieliśmy oboje, że to w ramach wyróżnienia. Niestety, los chciał, żeby to zamienić w tragedię - mówi Bogdan Borusewicz.

Zginęli też senatorowie Janina Fetlińska i Stanisław Zając, którzy postarali się o miejsce na własną rękę, w grupie poselskiej.

Tu-154 zabrał 96 osób: parę prezydencką, 15-osobową tzw. delegację oficjalną, 14-osobową grupę posłów, 19-osobową grupę tzw. osób towarzyszących, 20 przedstawicieli Rodzin Katyńskich, czterech duchownych, sześciu wojskowych, dziewięcioro funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu i siedmioosobową załogę.

Kto ustalał skład? Według jakiego klucza?

- Kancelaria Prezydenta w porozumieniu z organizatorem uroczystości, czyli Komitetem Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - mówi anonimowo pracownik biura prasowego Kancelarii Prezydenta.

Prezydencki minister Jacek Sasin nie chciał wczoraj o tym rozmawiać, a urzędnicy ze łzami odpowiadali: - Nie odtworzymy, jak powstawała lista, dopinała ją Kasia [Doraczyńska, z biura prasowego, zginęła w katastrofie].

- Prezydencka lista była tak napięta, że nie znaleźli się na niej dziennikarze, chociaż zazwyczaj ich zabieramy. Były dyskusje: nie zabrać ich wcale czy wziąć drugi samolot? W końcu trzynaścioro dziennikarzy poleciało dodatkowym Jakiem - mówi pracownik z biura prasowego.

Nie było też mowy o tym, żeby tak duża delegacja wyleciała dzień wcześniej. Wylot i powrót tego samego dnia była dla organizatorów oczywistością, niezależnie od warunków pogodowych. Chodziło o względy logistyczne.

Jak wiadomo, dziennikarze wylądowali w Smoleńsku szczęśliwie półtorej godziny przed tragicznym lądowaniem prezydenckiego samolotu. Trzema samochodami dzień wcześniej wyjechali też pracownicy Kancelarii Prezydenta, żeby czuwać nad przygotowaniami do uroczystości. Specjalny pociąg zorganizowany przez Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zawiózł do Rosji ok. 500 osób.

Jak się dowiedzieliśmy, część nazwisk na liście pasażerów Tu-154 nie była wymienna - np. zaproszeni imiennie przez prezydenta dowódcy wojskowi nie mogli zgłosić na swoje miejsca np. podwładnych. Ale już grupa przedstawicieli Rodzin Katyńskich mogła dokonywać rotacji, i to do ostatniej chwili. Podobnie mogli robić parlamentarzyści.

- Teoretycznie lista mogła ulegać zmianie nawet tuż przed odprawą na lotnisku - mówi Dariusz Aleksandrowicz, rzecznik BOR.

Nad tym, czy prezydencka delegacja ma lecieć jednym, czy dwoma samolotami, nikt się nie zastanawiał. Urzędnicy z Kancelarii Prezydenta wiedzieli po prostu, że w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego czeka do ich dyspozycji tylko jeden pojemny Tu-154 na 102 miejsca oraz cztery Jaki-40, które mogą zabrać po kilkunastu pasażerów. W rezultacie Kancelaria Prezydenta zgłosiła 90 osób (plus 7 osób załogi), nie poleciała tylko jedna - Zofia Kruszyńska-Gust, prezydencka sekretarka, która rozmyśliła się tuż przed lotem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':