http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Węgrzy pod pomnikiem generała Bema

Jacek Pawlicki
2010-04-12, ostatnia aktualizacja 2010-04-12 01:51

Kilkaset osób przyszło w sobotę wieczorem pod pomnik Józefa Bema w Budapeszcie, by uczcić pamięć poległych w katastrofie pod Smoleńskiem. Był Mazurek Dąbrowskiego i "Boże, coś Polskę".

ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
- Choć wiec zaczął się o 20, pierwsze świeczki zapłonęły pół godziny wcześniej. Zapalali je zarówno ludzie starsi, jak i młodzi. Kilka osób przyniosło polskie flagi. Wielu Węgrów miało upięte przy płaszczach kokardy w swych narodowych kolorach.

W gęstym tłumie widziałem też kilka rodzin z dziećmi w wózkach. Ludzie ściskali sobie dłonie, składali kondolencje, niektórzy płakali. Na wiec przyszedł też były i zapewne przyszły szef węgierskiego MSZ Janos Martonyi związany z konserwatywnym Fideszem, który prawdopodobnie wygra wybory 11 i 25 kwietnia.

Dla mnie wiec zaczął się godzinę wcześniej w tramwaju linii 6. Jechałem nim na drugą stronę Dunaju z Pesztu do Budy z kilkunastoosobową grupą Polaków z gromadką dzieci. - Idziemy pod pomnik generała Bema zapalić świeczuszkę naszym rodakom - mówiła jedna z matek do kilkuletniego chłopczyka.

Józef Bem, bohater Polaków i Węgrów z czasów Wiosny Ludów 1848- -49, wczoraj jeszcze raz połączył dwa narody, które, jak powiedział dziś mój znajomy Węgier, "mają bardzo wielkiego pecha w historii". Na wiec solidarności z Polską przyszło więcej Węgrów niż węgierskich Polonusów i polskich turystów razem wziętych.

- Byłem tu w latach 80., na znak solidarności ze strajkującą wówczas Polską prowadziłem głodówkę na Węgrzech - mówi mi Tibor Pakh, 86-letni siwy mężczyzna ubrany jak na pogrzeb: w czarny płaszcz, garnitur, krawat i staromodną białą koszulę. - Podziwiałem Lecha Kaczyńskiego za jego walkę z totalitaryzmem w latach 70. i 80. i za to, co później robił, do dzisiaj. Dla mnie wasz prezydent jest męczennikiem Europy - dodaje ze wzruszeniem Pakh. - Niech Bóg ma go w opiece - żegna się.

- Słyszałam o prezydencie Kaczyńskim, ale nie znałam nikogo z tych, którzy zginęli. Przyszłam, by pokazać, że jesteśmy zwami. Poza tym zaapelował o to nasz prezydent Laszlo Solyom - opowiada z kolei 35-letnia Węgierka Sylvia, od której biorę ogień do zapalenia mojej świeczki. - Owszem, prezydent Solyom apelował, ale wiec zorganizowała młodzież, szybko i sprawnie - tłumaczy Ivan Baba, politolog i dawny ambasador Węgier w Polsce, który pod pomnik przyszedł wraz z żoną.

Łamiącym się głosem Baba tłumaczy mi, że trudno mu objąć rozumem to, co się stało. I że brakuje mu słów: - Zginęło kilku moich przyjaciół. Świetnie znałem Andrzeja Przewoźnika i Staszka Komorowskiego - mówi. - Kiedy moja żona dowiedziała się o katastrofie, rozpłakała się - opowiada z kolei węgierski komentator i przyjaciel Polski Csaba Kiss.

To właśnie on wygłosił po polskim hymnie krótkie przemówienie, po czym odczytano nazwiska wszystkich poległych. Po "Ojcze nasz" odmówionym po węgiersku ktoś zaintonował tę modlitwę po polsku. - To ekumeniczna modlitwa, łączy was, katolików, z nami, kalwinistami - tłumaczył Kiss.

- Widać dziś, że przyjaźń polsko- -węgierska to nie tylko puste słowa - przekonują Elżbieta Balint i Maria Schafler. Obie panie, Polki, przyszły na wiec ze swymi węgierskimi mężami poznanymi w latach 70., w czasach - jak to mówią - miłości doby RWPG. - Jest takie węgierskie przysłowie, że biednego to zawsze gałąź przygniecie - mówi pani Elżbieta. - Wiem, że po polsku mówi się o wietrze wiejącym biednemu w oczy, ale to jedno i to samo. I jakby o nas, Polakach - dodaje.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':