http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent wraca do kraju

bart, er, kp, śmik, wot
2010-04-11, ostatnia aktualizacja 2010-04-11 21:33

Córka Lecha Kaczyńskiego i Jarosław Kaczyński przy trumnie prezydenta
Córka Lecha Kaczyńskiego i Jarosław Kaczyński przy trumnie prezydenta
Fot. KACPER PEMPEL REUTERS

Wyglądało tak, jakby cała Warszawa wyszła na ulice. Gdy trumna z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego przejeżdżała przez miasto, od lotniska do Pałacu hołd prezydentowi oddawały tysiące ludzi

Marta, córka Pary Prezydenckiej i Jarosław Kaczyński na Okęciu
Fot. ALIK KEPLICZ AP
Marta, córka Pary Prezydenckiej i Jarosław Kaczyński na Okęciu
Po uroczystości na Okęciu do Pałacu Prezydenckiego przybywa Jarosław Kaczyński i Marta, córka Pary Prezydenckiej
Fot. PETR JOSEK REUTERS
Po uroczystości na Okęciu do Pałacu Prezydenckiego przybywa Jarosław Kaczyński...
11.04.2010 Bronisław Komorowski, Bogdan Borusewicz i Donald Tusk składają znicze pod Sejmem
Fot. ALIK KEPLICZ AP
11.04.2010 Bronisław Komorowski, Bogdan Borusewicz i Donald Tusk składają...
11.04.2010 Trumna ze zwłokami Lecha Kaczyńskiego jest już w kraju
TVP Info
11.04.2010 Trumna ze zwłokami Lecha Kaczyńskiego jest już w kraju
Uroczystość powitania na lotnisku odbyła się według ceremoniału wojskowego dla najwyższych dostojników państwowych. Był hymn, a potem przy trumnie modlili się: nuncjusz apostolski abp Józef Kowalczyk, metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski bp Stanisław Budzik i kapelani wojskowi.

Do trumny okrytej narodową flagą najpierw podeszli córka i brat prezydenta. Oboje uklękli i krótko się modlili. Potem podchodzili dalsi krewni i przedstawiciele władz.

Kondukt z trumną wyruszył ok. godz. 16. Na trasie przejazdu ustawiły się tysiące warszawiaków i przyjezdnych. Wielu trzymało flagi. Ludzie stali też w oknach i na balkonach. Na kilkadziesiąt minut przed przejazdem konduktu wstrzymano ruch. Wtedy zapadła cisza. Kiedy oczekujących mijał samochód z trumną prezydenta, jedni rzucali kwiaty, inni się żegnali, niektórzy płakali.

Za oficjalną kolumną utworzył się spontaniczny kondukt motocyklistów i rowerzystów. Im bliżej centrum, tym był większy. Gęstniał też tłum na poboczach.

Na Marszałkowskiej ludzie zaczęli gromadzić się już ok. 14, krótko po tym, gdy media podały trasę przejazdu kolumny. Gdy dotarła tam ok. 16.40, stali już w kilku rzędach. Filmowali i robili zdjęcia. - Nie jestem tu dla sensacji, ale aby oddać hołd prezydentowi Polski. To jest historyczna chwila i początek zmian w kraju - mówił jeden z obserwatorów przejazdu.

Agnieszka Wajzner: - Staliśmy ze znajomymi przy Ogrodzie Saskim. Czegoś takiego nie widziałam w swoim życiu. Była absolutna cisza. Ludzie ułożyli na środku jezdni sznur z tulipanów. Wielu przyjechało spoza Warszawy. Mówili, że chcieli pożegnać prezydenta.

Jacek Sas-Uhrynowski: - Podsłuchałem taką rozmowę: on: - Straszny tłok. Ona: - Myślisz, że tylko myśmy wyszli? On: - Jest więcej ludzi niż na papieżu. Rzeczywiście, są tu całe rodziny, wszystkie pokolenia, wszystkie twarze, jakie znam, cały przekrój społeczeństwa. Wygląda to tak, jakby cała Warszawa wyszła na ulice. Czuć, że atmosfera jest podniosła i nikt nie ma wątpliwości, że stała się rzecz straszna, która wszystkich połączyła.

Ludzie, którzy stali w szpalerach wzdłuż ulic w centrum - Al. Ujazdowskich, Marszałkowskiej, Senatorskiej, Miodowej - po przejeździe konduktu ruszyli pod Pałac Prezydencki na Krakowskie Przedmieście. Agnieszka Wajzner: - Maszerują wszystkimi możliwymi odnogami, ale nie sposób się tam już przedrzeć. Ci, którzy mają znicze, stawiają je na placu Piłsudskiego, pod pałac nikt się już chyba nie dopcha.

Gdy kondukt wjechał na Krakowskie Przedmieście, rozdzwoniły się kościelne dzwony. Była dokładnie 17, Godzina W, godzina wybuchu Powstania Warszawskiego.

Tłum był tu nieprzebrany. Ludzie wspięli się nawet na cokół pomnika Adama Mickiewcza, wchodzili na kandelabry, stali na drzewach.

- Jest bez znaczenia, z jakiej Lech Kaczyński był opcji politycznej. To prezydent. A jego zawsze trzeba szanować. Dlatego tu jesteśmy - mówią Elżbieta i Zbigniew Żywiccy. Przyjechali z Nałęczowa, żeby "powitać i pożegnać pana prezydenta".

- Początkowo myślałam, że obejrzę to w telewizji. Ale przyjechałam. Bo chcę w tym uczestniczyć, widzieć to i poczuć, mimo że tak trudno się pozbierać, bo słowa więzną w gardle - mówi Elżbieta Strzelecka z Warszawy.

Pan Mirosław: - Tu są i zwolennicy, i przeciwnicy Lecha Kaczyńskiego. Po prostu zginął człowiek i ważna osobistość życia politycznego.

Po godz. 17 trumna spoczęła w pałacowej kaplicy, gdzie zgromadziła się rodzina zmarłego. Ciało Pierwszej Damy Marii Kaczyńskiej nie zostało wczoraj przywiezione, bo nie zostało jeszcze zidentyfikowane.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':