http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak nie kupiliśmy samolotów dla VIP-ów

Paweł Wroński
2010-04-12, ostatnia aktualizacja 2010-04-11 19:30

Rządowy TU-154
Rządowy TU-154
fot. AG

Polska nie dysponuje obecnie żadnym samolotem długiego zasięgu dla najwyższych dostojników państwowych. Tymczasem historia zakupu nowoczesnych maszyn jest niemal tak samo długa jak liczba ich usterek.

Zaczyna się u progu III Rzeczypospolitej. Już w latach 90. ówczesne kierownictwo MON zastanawiało się nad sprzedażą starych samolotów Jak-40 i zakupieniu nowoczesnych maszyn. Jednak chętnych na odkupienie paliwożernych Jaków-40 nie było. Ostatecznie kupiono wówczas samoloty Tu-154. Jeden klasy lux (zniszczony w sobotę samolot prezydencki) oraz Tu-154 kupiony dla LOT-u, ale przekazany do dyspozycji Urzędu Rady Ministrów. Wówczas te samoloty były postrzegane jako względnie nowoczesne i komfortowe.

Pierwszy program wymiany sprzętu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (obsługuje przeloty VIP-ów) powstał w 1995 r. Projekt zakładał zakup trzech samolotów biznesowych średniego zasięgu. Warunkiem miała być możliwość przelotu przez Atlantyk. Mówiono wtedy o trzech oferentach: Falconie, Gulfstreamie, Bombardierze. Nadeszła jednak powódź stulecia i władze uznały, że wydawanie pieniędzy w trakcie klęski żywiołowej na zakup samolotów zostałoby źle przyjęte przez społeczeństwo.

Do planów wrócił kolejny minister obrony Janusz Onyszkiewicz za czasów koalicji AWS-UW. Powstała koncepcja zakupu samolotów, które miałyby zastąpić przede wszystkim wysłużone Jaki-40, które zostały wyprodukowane w 1979 i 1980 roku.

Koncepcje się jednak zmieniały. Mówiono o sześciu, czterech lub trzech samolotach o różnej konfiguracji.

W latach 2002-03 rozpisany został przetarg, ale nie udało się go rozstrzygnąć. W trakcie jego trwania wycofały się dwie firmy i na placu boju pozostał francuski Dassault. Powodem było dołączenie do oferty obowiązku offsetu - czyli inwestycji w polski przemysł zbrojeniowy. W mediach pojawiły się spekulacje o lobbingu, próbie wymuszenia zakupu, zmowie producentów. Ostatecznie rząd Leszka Millera podjął decyzję o anulowaniu przetargu, z powodów formalnych.

Propozycję zakupu "luksusowych" samolotów krytykowały media, a rządzący byli zajęci zresztą innym wielkim kontraktem - na samoloty wielozadaniowe dla armii. Umowę o zakupie F-16 podpisano w 2004 roku. U schyłku rządów SLD w 2005 roku sytuacja 36. pułku pod względem wyposażenia była tragiczna. Jaki-40 nie powinny już latać (teraz są wykorzystywane w lotach na krótkie dystanse), a resurs - czyli czas użytkowania samolotów Tu-154 - kończył się w 2007 roku.

Nowy szef MON Radosław Sikorski zapowiedział, że za jego kadencji dojdzie do zakupu samolotów dla najważniejszych osób w państwie. Miała go przeprowadzić Agencja Mienia Wojskowego. Sikorski ogłosił, że rząd przeznaczy na samoloty 100 mln zł i kupi sześć maszyn dyspozycyjnych. Na pokładzie trzech miało się mieścić 15 osób, trzy kolejne miały zabierać 11 osób. Zasięg samolotów zredukowano z 7-8 tys. kilometrów do 5 tys.

To z kolei wywołało krytykę ekspertów. Wskazywali, że takie samoloty nie rozwiążą problemów z Tu-154 z lotami polskich oficjeli przez Atlantyk. Wskazywali, że możliwe jest, że przetarg przygotowany jest pod zakup samolotów Embraer E-145. Sprawę nadzoru nad zakupem objął nawet szef jednostki antykorupcyjnej w MON, który wprowadził nowe wytyczne. Wskazywały, że najważniejszym kryterium wyboru samolotu jest cena.

Ostatecznie w czasie rządów PiS, Samoobrony, LPR nie udało się doprowadzić do wyboru samolotu dla ViP-ów. Aleksander Szczygło, szef MON z PiS, podkreślał, że gdyby do zakupu doszło przed wyborami, to "zostałby zniszczony przez tabloidy".

Nowy premier rządu PO-PSL Donald Tusk mówił, że będzie korzystał z samolotów rejsowych. Czas i potrzeby sprawowania urzędu zweryfikowały to przekonanie. Kolejny szef MON Bogdan Klich na początku 2009 r. stwierdził, że w ciągu tego roku polscy politycy będą dysponować nowymi samolotami. Miały być kupione w ramach potrzeby operacyjnej - poza procedurami przetargowymi. Minister mówił nie o "zakupie", ale o "udostępnieniu samolotu", w grę wchodził więc leasing. Tym razem znów mówiło się o samolotach Embraer typ 175.

Jednak na początku tego roku grupa parlamentarzystów zaczęła zbierać podpisy pod wnioskiem o odwołanie Klicha. Wśród powodów wskazywano m.in. próbę leasingu samolotów dla ViP-ów, które według informacji klubu były zbyt drogie w eksploatacji.

Obecnie polscy przywódcy nie dysponują żadnym samolotem, a w przyszłym roku Polska obejmie przewodnictwo w Unii Europejskiej, które będzie wymagało nadzwyczajnej mobilności ze strony premiera i szefa MSZ.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':