- Zosia w piątek wieczorem spakowała się i było oczywiste, że leci do Katynia - mówi jej przyjaciółka z Sopotu. - W środku nocy się obudziła. Nie, nie miała żadnych koszmarów czy złych przeczuć. Po prostu obudziła się i postanowiła, że zostaje w domu. Nie wie dlaczego.
Dwaj posłowie - Jan Ołdakowski z
PiS i Stanisław Żelichowski z
PSL - mieli lecieć, ale ustąpili miejsca kolegom. Według pierwszych doniesień w samolocie miał być także ambasador Polski w Rosji Jerzy Bahr, ale szybko okazało się, że to pomyłka.