http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Smoleńsk płacze po tragedii

Marcin Wojciechowski, Smoleńsk
2010-04-10, ostatnia aktualizacja 2010-04-10 21:16

Donald Tusk w miejscu, gdzie rozbił się polski samolot
Donald Tusk w miejscu, gdzie rozbił się polski samolot
Fot. RIA Novosti REUTERS

Jako pierwsi na miejsce katastrofy pobiegli pracownicy okolicznych warsztatów. Byli na miejscu jeszcze przed strażakami i milicją. - Był pożar. Paliła się benzyna. Szczątki ciągnęły się na odcinku ponad kilometra - mówi mechanik Igor. Niektórzy nagrali pożar i szczątki samolotu na telefonach komórkowych. - Nie było co ratować. Potem przepędziła nas milicja - opowiada kolega Igora Wasilij.

Donald Tusk i Władimir Putin
Fot. RIA Novosti REUTERS
Donald Tusk i Władimir Putin
Strażacy, z którymi rozmawiałem, zapewniali, że nie było wybuchu benzyny, który dokonałby jeszcze większych zniszczeń. - Pożar ugasiliśmy szybko. Ale natychmiast okazało się, że nie ma nawet po co wzywać karetek - mówi strażak biorący udział w akcji ratunkowej. Nie potwierdziły się plotki, że trzy osoby przeżyły katastrofę.

Po początkowym chaosie władze Smoleńska starały się robić wszystko, by akcja ratownicza przebiegała jak najsprawniej. Zaczęli też zjeżdżać specjaliści z Moskwy i innych regionów. Lotnisko w Smoleńsku zamieniło się w wielki sztab. Na rozkaz z góry władze zaczęły też lepiej informować o tragedii. Początkowo próbowano ogłosić blokadę informacyjną, ale obietnica premiera Władimira Putina, że śledztwo i prace specjalnej komisji będą jak najbardziej przejrzyste oraz prowadzone w ścisłej współpracy z Polską, zrobiły swoje.

Kilka godzin trwała identyfikacja ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ale jak dowiedziała się "Gazeta", wydobyto je w pierwszej kolejności. Praktycznie od razu odnaleziono także czarne skrzynki samolotu. Ich analiza musi jednak potrwać.

Smoleńsk bardzo przeżył katastrofę. Z inicjatywy miejscowego biskupa prawosławnego Filofakta wieczorem rozpoczęły się panichidy (nabożeństwa żałobne) za ofiary katastrofy. Sam biskup złożył kondolencje rodzinom ofiar i narodowi polskiemu. Mnóstwo razy podchodzili do mnie przypadkowi ludzie, składając kondolencje, oferując pomoc, wsparcie.

Po południu poszedłem obejrzeć trasę dolotu tu-154 na lotnisko w Smoleńsku. Ponad kilometr za lotniskiem na łące stoi mała budka stacji naprowadzającej. To na jej wysokości zaczęły się kłopoty samolotu. Zawadził on o maszt budki, a kilkaset metrów dalej o drzewa. Po pierwszym zderzeniu z masztem piloci próbowali jeszcze wyprowadzić maszynę w górę. Na trawie pozostały po tym dwie czarne smugi ciągnące się na kilkadziesiąt metrów. Wypaliło je gorąco z silników tu-154. Poza resztkami samolotu to ostatni ślad prezydenckiego lotu do Rosji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':