Agnieszka Kublik: Panie prezydencie, jak Pan zareagował na wieść o tej tragedii? Lech Wałęsa: Jestem podwójnie zdruzgotany. Bo z tymi ludźmi mam nierozliczoną kartę. Sam jeszcze nie wiem, jak to rozumieć, jak to czytać. Porównuję to do tragedii katyńskiej - wtedy strzelali naszej inteligencji w tył głowy, teraz straciliśmy część intelektualnej elity naszego narodu w wypadku samolotu. To druga tak wielka polska tragedia. To Katyń nr 2. Długo demokracja będzie zabliźniać tę ranę.
Lech Kaczyński był pańskim politycznym przeciwnikiem, ale wcześniej przyjacielem. - Tak, i dlatego jestem załamany, bo nie mogę się już z nim rozliczyć. Więc po bożemu ja mu wybaczam i też proszę o wybaczenie. Niech spoczywa w spokoju.
Bóg dopuścił na nasz naród niezwykłą tragedię - powiedział w sobotę abp Tadeusz Gocłowski w Gdańsku. - Jednak dopuścił. Będziemy się teraz zastanawiać, dlaczego. I to pod wieloma względami: dlaczego obchodziliśmy 70.rocznicę tragedii katyńskiej dwa razy: w środę i w sobotę, dlaczego na pokładzie było tylu ludzi, dlaczego pilot kilka razy podchodził do lądowania. Dużo, bardzo dużo będzie do wyjaśniania.
A teraz postarajmy wyciągnąć z tego wnioski: trzeba sumienia, serca, mniej kłótliwości. Życie takie krótkie jest.
Pan nie miał lecieć na te obchody? - Nie, ja poleciałem z premierem Tuskiem. Nie zostałem zaproszony przez prezydenta. Teraz wiem, że to dobrze, bo byłbym na liście ofiar ...
To jakaś symbolika, że druga tak wielka tragedia dotyka nasz naród w tym samym lesie katyńskim? - To jest znak, to pogrożenie placem. Musimy się nad tym wszyscy zastanowić. Ja się na pewno będę zastanawiać. Musimy mieć dla siebie więcej miłości.