http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska została bez dowództwa armii

Marcin Górka
2010-04-10, ostatnia aktualizacja 2010-04-10 21:01

Na pokładzie rządowego tupolewa znajdowali się niemal wszyscy najważniejsi dowódcy Sił Zbrojnych RP. W jednej chwili kraj stracił całe dowództwo

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor
Zginęli: szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor, dowódca Wojsk Lądowych gen. Tadeusz Buk, dowódca Marynarki Wojennej wiceadmirał Andrzej Karweta, dowódca sił specjalnych gen. Włodzimierz Potasiński, szef dowództwa operacyjnego polskiej armii gen. Bronisław Kwiatkowski i dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik.

Zginął też wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski, a także biskup polowy Wojska Polskiego gen. Tadeusz Płoski.

Do tej pory praktyką było, że w uroczystościach katyńskich, z racji tego, że zostali tam rozstrzelani oficerowie Wojska Polskiego, wielokrotnie uczestniczyli niemal wszyscy najważniejsi dowódcy polskich sił zbrojnych.

- Nie ma przepisów dotyczących wspólnych lotów wojskowych. Na pewno nie powinien być w jednym samolocie razem prezydent i premier - mówi ekspert w sprawach lotnictwa Grzegorz Hołdanowicz. - Ale to nauczka, o której trzeba pamiętać na przyszłość. Powinni lecieć osobno, i to z różnych powodów. Przerażające jest to, że nie ma kraju, w którym w ciągu sześciu lat dochodzi do dwóch katastrof: śmigłowca premiera [Leszka Millera w grudniu 2003 r.], a teraz samolotu prezydenta.

- Po katastrofie samolotu CASA było wyraźne zalecenie, by dowódcy jednostek nie przebywali na pokładzie jednego samolotu. Tym bardziej dotyczy to dowódców różnych rodzajów wojsk - podkreśla jeden z naszych rozmówców w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Dlaczego wszyscy dowódcy lecieli tym samym samolotem? - pytamy rzecznika MON Janusza Sejmeja. - Na zaproszenie prezydenta RP - odpowiada.

Rzecznik MON zapewnia też: - Po katastrofie dowodzenie polską armią odbywa się płynnie.

Generałowie, z którymi rozmawialiśmy, podkreślają, że kierowanie siłami zbrojnymi Polski automatycznie objęli zastępcy dowódców różnych rodzajów wojsk. - We wszystkich rodzajach wojsk działają już sztaby kryzysowe, zajmują się one m.in. zabezpieczeniem dokumentów związanych z bezpieczeństwem państwa, a także opieką nad rodzinami zmarłych wojskowych oraz przygotowaniami do pogrzebów - mówi "Gazecie" jeden z polskich dowódców.

I dodaje: - Nie ma mowy o żadnym podwyższaniu stanu gotowości polskiego wojska. Dowodzenie armią objęli zastępcy poszczególnych dowódców rodzajów wojsk. Sztabem Generalnym kieruje generał broni Mieczysław Stachowiak. Wojskami Lądowymi dowodzi generał Edward Gruszka, który etatowo jest szefem sztabu dowództwa Wojsk Lądowych. Tych dowódców, którzy na weekend wyjechali do swoich rodzin, postawiono w stan gotowości, by w każdej chwili mogli stawić się w swoich sztabach.

Szef MON Bogdan Klich złożył kondolencje rodzinom ofiar. "To niewyobrażalny w swej skali dramat całego państwa polskiego i jego sił zbrojnych" - napisał.

Flagi we wszystkich jednostkach sił zbrojnych i bandery na okrętach zostały opuszczone do połowy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    198 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':