Wczoraj konsorcjum Nord Stream ogłosiło, że przy szwedzkiej wyspie Gotlandia ułożyło na dnie morza trzy pierwsze kilometry gazociągu z Rosji do Niemiec. W tym czasie w rosyjskim mieście Wyborg nad Bałtykiem symbolicznie zespawano lądowe połączenie Nord Stream z rosyjskimi gazociągami. Obok spawu podpisał się prezydent Rosji
Dmitrij Miedwiediew.
Ostatnio rosyjscy politycy unikali przedstawiania Nord Stream jako pomostu z Rosji na Zachód, ponad państwami Europy Środkowej. Jeszcze w środę, po uroczystościach w Katyniu, premier
Władimir Putin zapewniał szefa naszego rządu, że Nord Stream nie ma "antypolskiego charakteru". Mówił, że nasze obawy ma rozwiać umowa o wydłużeniu kontraktów na dostawy i tranzyt gazu przez Polskę.
Na ceremonię do Wyborga przyjechali komisarz UE ds. energii Günther Oettinger, premier Holandii Jan Peter Balkenende (holenderska firma Gasunie ma 9 proc. udziałów w Nord Stream), francuska sekretarz stanu Anne-Marie Idrac (francuski koncern GDF Suez wkrótce zostanie wspólnikiem Nord Stream).
Nie było kanclerz Niemiec Angeli Merkel - przesłała tylko wideożyczenia dla budowniczych rury. Przyjechał za to były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, który patronował budowie bałtyckiej rury, a potem z nominacji Gazpromu został szefem rady nadzorczej Nord Stream.
Nord Stream ma się składać z dwóch rur o długości 1220 km każda, którymi popłynie w sumie 55 mld m sześc. gazu rocznie - to jedna dziesiąta dzisiejszego zużycia tego surowca w Europie. Renomowany rosyjski
dziennik "Wiedomosti" nie krył wczoraj wątpliwości co do tych planów. Przypomniał, że koszt budowy rozdęto do 9 mld euro i że Gazprom odwleka eksploatację złóż w Arktyce, które miały zapewnić połowę gazu do tej rury. Na dodatek rewolucję w gazownictwie przyniosły amerykańskie technologie wydobycia gazu łupkowego, którego wielkie pokłady są też w Polsce.
Szef Gazpromu Aleksiej Miller, oprócz dumy na pokaz, nie krył także irytacji. - Doniesienia o gazie łupkowym nie są przypadkowe. Pojawiła się w nich Polska - powiedział w Wyborgu.
Rząd Donalda Tuska - tak jak poprzednie polskie rządy - krytycznie ocenia Nord Stream. Podkreśla, że taniej można zwiększyć
eksport gazu z Rosji na Zachód, budując drugą nitkę gazociągu jamalskiego przez Polskę. - Nasze stanowisko się nie zmieniło. Zrobiliśmy wszystko, by opóźnić Nord Stream. Teraz będziemy nadal realizować plany zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego kraju, budujemy gazoport w Świnoujściu, interkonektory [łączniki z systemem rurociągów u sąsiadów] i wspieramy poszukiwania gazu łupkowego - powiedział "Gazecie" rzecznik rządu Paweł Graś.
Co dalej z Nord Stream i bliźniaczą rurą South Stream przez Morze Czarne - s. 31