http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Święty występek

Ian Buruma*
2010-04-12, ostatnia aktualizacja 2010-04-09 19:12

W bezprecedensowych przeprosinach, jakie Benedykt XVI skierował do irlandzkich katolików, papież wyjaśnił, dlaczego jego zdaniem grzeszni księża czuli pokusę uprawiania seksu z dziećmi. Powodem miały być "nowe, poważne wyzwania, przed którymi staje wiara wskutek szybkich przemian i laicyzacji irlandzkiego społeczeństwa. Szybko następowały zmiany oddziałujące często niekorzystnie na przywiązanie ludzi do tradycyjnych katolickich nauk i wartości".

Jak wiadomo, molestowanie dzieci przez katolickich księży ma miejsce nie tylko w Irlandii, ale w wielu krajach, nad czym papież wolał się nie rozwodzić. Nie jest też Irlandia jedynym miejscem, gdzie przemiany społeczne i laicyzacja rzucają wyzwanie wartościom religijnym. Obarczając winą za seksualne występki te przemiany, papież ma po części rację, ale z innych powodów, niż sądzi.

Nie tak dawno, w bardziej tradycyjnych czasach, kiedy Bóg rządził niepodzielnie, a większość ludzi zwracała się do swych księży (pastorów, rabinów, itp.) o wskazówki moralne, seksualne zachowania były często dyktowane przez tych, którzy dysponowali władzą. Chrześcijanie wierzyli w grzech, a wartości głoszone przez Kościół darzyli należnym szacunkiem.

Jednak hipokryzja dawała osobom uprzywilejowanym, w tym księżom, pewną swobodę. Ludzie bogaci mieli kochanki, profesorowie romansowali ze studentkami, a nawet najpodrzędniejsi i nie najbogatsi wiejscy proboszczowie, dysponujący autorytetem społecznym i duchowym, mogli często liczyć na względy swoich, będących pod ręką, gospodyń.

Praktyki te były akceptowane jako proza życia i są nadal akceptowane w wielu biedniejszych krajach Południa, co może tłumaczyć, dlaczego większość przypadków molestowania miała miejsce w krajach Północy, przeżywających szybsze przemiany społeczne. Większa swoboda czyniła znośniejszym celibat - ideę może szlachetną, ale dla większości ludzi będącą niedostępnym ideałem. Ostatecznie w renesansowych Włoszech nawet papieże miewali dzieci.

W tradycyjnym społeczeństwie życie kobiet podlegało zwykle ścisłym restrykcjom. Z wyjątkiem wąskich, libertyńskich kręgów arystokracji, gdzie kobiety mogły sobie pozwolić na związki pozamałżeńskie, rola niewiasty sprowadzała się do bycia matką i gospodynią domu. Zaś w tradycyjnych społecznościach, które nie przeszły jeszcze zmian tak niepodobających się papieżowi, prawa dzieci praktycznie nie istniały. Rządzili niepodzielnie dorośli.

Papieżowi Benedyktowi i innym konserwatystom rewolucja społeczna i seksualna połowy XX w. wydać się mogła istną orgią libertynizmu. Dla niektórych, niekiedy, tym właśnie była - wspomnijmy hedonizm środowisk gejowskich Amsterdamu i San Francisco, obyczaje seksualne niektórych hipisowskich komun i niemal feudalne seksualne przywileje gwiazd rocka. Lecz nie obejmowało to przecież ogółu. Prawdziwe przemiany w krajach takich jak Irlandia, Niemcy czy USA, dotyczyły statusu kobiet i dzieci.

Przestało być czymś normalnym to, że mężczyźni mają kochanki, nauczyciele romanse z uczennicami, a księża gospodynię na każde zawołanie. Osłabła tolerancja dla obłudy. Można nawet powiedzieć, że przemiany społeczne lat 60. i 70. zaowocowały nową formą purytanizmu. Jest tak zwłaszcza w USA, gdzie mężczyzna może stracić pracę wskutek "niestosownych" propozycji seksualnych, małżeństwo może się rozpaść z powodu jednej nocy, a wszelki seks z dziećmi obłożony jest bezwzględnym tabu.

Być może upadek tylu innych zakazów sprawił, że zakaz seksu z dziećmi strzeżony jest z niemal fanatyczną gorliwością. W niektórych krajach zakazane jest prawem nawet fantazjowanie o nim za pomocą pornograficznych rysunków. Oczywiście wykorzystywanie dzieci, seksualnie i na inne sposoby, jest haniebne choćby dlatego, że dzieciom trudniej jest zwykle stawić skuteczny opór.

Nawet papież musi przyznać, że emancypacja kobiet i ochrona dzieci to zmiany na lepsze. Do niego przecież należało w czasach, gdy był jeszcze kardynałem, przeciwdziałanie wykorzystywaniu przez księży nieletnich. Nie wydaje się, by odniósł na tym polu znaczniejsze sukcesy. Powodem może być przekonanie, że ważniejszym zadaniem jest chronienie Kościoła przed skandalami.

Katolicy zdają się bardziej niż protestanci tolerować obłudę. Protestem przeciwko niej właśnie była po części rewolucja protestancka. Surowi protestanci uważają bezwzględną szczerość za cnotę, gdyż wierzą w swój bezpośredni związek z Bogiem. Katolicy zaś spowiadają się nie przed Nim, tylko przed swymi księżmi. Z grzechami mogą sobie poradzić za pomocą stosownych obrzędów. Wyjaśnia to, dlaczego Watykan traktuje pedofilskie wyczyny kleru w kategoriach grzechu, a nie przestępstwa.

Jeśli jest to niedopuszczalne w wyzwolonym świecie, to nie z tej przecież racji, że laicyzacja stłumiła ludzki zmysł moralny. Ostatecznie laickość nigdy nie oznaczała przyzwolenia na molestowanie dzieci. Problem z grzeszącymi księżmi jest taki, że w demokratycznych społeczeństwach władza nie łączy się z takimi jak dawniej przywilejami, a ludzie mniej tolerują obłudę. W rezultacie celibat stał się nierealnym anachronizmem.

Oto więc rozwiązanie problemu, a przynajmniej pewne jego złagodzenie: Kościół powinien zezwolić księżom na zawieranie małżeństw lub wchodzenie w związki homoseksualne za zgodą partnerów. Mało prawdopodobne, by poparł tę ideę papież Benedykt XVI, który w sprawach doktrynalnych jest surowym konserwatystą. Będzie raczej dalej piętnował zło laickiego społeczeństwa i groźne pokusy liberalizmu. Lecz na niewiele to się zda, bo ciało jest słabe i zawsze znajdzie sposoby zaspokojenia swych potrzeb. Jeżeli nie będzie to możliwe legalnie, przestępstwa będą nadal popełniane przeciwko tym, którym najtrudniej się bronić.



Przełożył Sergiusz Kowalski



*Ian Buruma - pisarz, publicysta. Wykłada demokrację i prawa człowieka w Bard College w Nowym Jorku. Nakładem Princeton University Press ukazała się właśnie jego najnowsza książka "Taming the Gods: Religion and Democracy on Three Continents" ("Poskromić bogów. Religia i demokracja na trzech kontynentach")



Copyright: Project Syndicate, 2010. www.project-syndicate.org

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':