Rada miała w zamyśle premiera opiniować projekty resortów, podrzucać własne pomysły. Na pierwszy ogień poszła składka do OFE. Od wielu miesięcy w rządzie trwa już nie bitwa podjazdowa, a prawdziwa wojna między ministrem Michałem Bonim, a minister pracy Jolantą Fedak z
PSL.
Fedak chce obniżyć składkę do OFE z 7,3 do 3 proc., a nawet dopuścić jednorazową wypłatę wszystkich zgromadzonych w OFE pieniędzy, gdy składkowicz osiągnie wiek emerytalny. Wspierający swoją partyjną koleżankę wicepremier
Waldemar Pawlak posunął się jeszcze dalej i ogłosił, że w ogóle powinno się skończyć z przymusowym oszczędzaniem w II filarze, czyli zgilotynować OFE. Jednym słowem "odkręcić" calą reformę emerytalną z lat 90-tych.
Boni reagował na te pomysły alergicznie, przekonywał, że trzeba zadbać o to by fundusze były bardziej efektywne, poza tym należy wprowadzać reformy: zrównywać wiek emerytalny kobiet i mężczyzn, znosić przywileje, w tym przerzucić bogatych rolników z dotowanego przez państwo w ponad 90 proc.
KRUS do
ZUS.
Sam
Donald Tusk jakby się wahał w tej kwestii, obie strony sporu twierdziły, że to one mają poparcie premiera. Teraz - według czwartkowej "Rzeczpospolitej" - Boni dostał mocne wsparcie od Bieleckiego i Rady. W opinii dla premiera nt. pomysłów Fedak Rada poparła propozycje Boniego.
Czy premier Tusk poprosi teraz minister Fedak o wrzucenie jej projektu do kosza? To mogłoby oczywiście wywołać niesnaski w koalicji, czyli groźne pomruki ze strony PSL. Najprościej dla premiera jest odłożyć tę sprawę na półkę, do rozpatrzenia za jakiś czas. Tyle tylko, że w tej sprawie zbyt dużo czasu już zmarnowano, a nie ma go zbyt wiele. Demograficzna bomba tyka, jeśli szybko nie zaczniemy działać, za kilka lat wypłata emerytur może zruinować budżet państwa.