Posłowie odrzucili rządowy projekt, zgodnie z którym imiona i nazwiska litewskich Polaków miały być wpisywane do paszportów w dwóch formach: litewskiej i polskiej. Przed głosowaniem premier Andrius Kubilius przekonywał parlament, że imię i nazwisko jest własnością osobistą człowieka, a nie częścią języka państwowego. I że Litwini w Polsce swoje nazwiska w paszportach mają mieć wpisywane po litewsku.
Ale nie przekonał. Projekt rządowy poparło tylko 30 posłów, 38 było przeciw, a 32 wstrzymało się od głosu. Potem przegłosowano projekt alternatywny, dopuszczający w paszportach tylko pisownię litewską. Za było 75 posłów, przeciw - tylko trzech członków Akcji Wyborczej Polaków na Litwie. Drugie czytanie tego projektu odbędzie się 8 czerwca. Jego zwolennicy twierdzą, że polska pisownia nazwisk w paszportach zagraża litewskiej tożsamości narodowej.
- Nie kryję zdziwienia - komentował w Wilnie decyzję litewskiego parlamentu prezydent
Lech Kaczyński. Ma on rozmawiać z Litwinami o budowie elektrowni atomowej w Ignalinie (to wspólny projekt Litwy, Polski, Łotwy i Estonii) oraz o planach budowy gazociągu, którym gaz popłynąłby z Polski na Litwę.
Po spotkaniu z prezydent Dalią Grybauskaite Kaczyński nie odpowiadał na pytania dziennikarzy, lecz jedynie wydał oświadczenie, w którym wspomniał o sporze o pisownię. Grybauskaite stwierdziła ogólnikowo, że chciałaby, by nawet najmniejsze problemy w relacjach z Polską zostały rozwiązane.
Mniej powściągliwi są litewscy Polacy. - Wynik głosowania to hańba dla Litwy, świadectwo, że nie akceptuje ona europejskich tendencji rozwoju społecznego, a pogłębia się w XIX-wiecznym nacjonalizmie - mówił poseł Akcji i prezes Związku Polskiego na Litwie Michał Mackiewicz.
Na Litwie żyje prawie 300 tys. Polaków, są tam najliczniejszą mniejszością narodową. Już w traktacie polsko-litewskim z 1994 r. uzyskali oni obietnicę, że będą mogli pisać swoje nazwiska po polsku (analogiczne zobowiązanie podjęła Polska wobec polskich Litwinów).