Bo rząd tnie nam pensje, a sobie nie.
Bo
Niemcy zrobili z Grecji folwark. Zarabiają tu miliardy i jeszcze nas krytykują.
Bo nie po to wymyśliliśmy demokrację, żeby ktoś decydował za naszymi plecami.
Bo kapitalizm jest do dupy. Zaczęliśmy lawinę, która go zmiecie.
Od kilku tygodni centrum Aten bez przerwy blokują demonstracje. Nauczyciele, pielęgniarki, stoczniowcy, maszyniści, anarchiści. Sklepikarze ramię w ramię z pracownikami stacji benzynowych. Krawaciarze kark w kark z wygolonymi na łyso punkami. - Zamiast zacisnąć pasa, wszyscy radośnie wyszli na ulice - dziwi się pan Jacek, który prowadzi w Grecji firmę typu import-eksport. - Łódź zwana Grecją tonie. Rząd próbuje ją ratować: podniósł VAT, cenę benzyny, obciął płace i premie w budżetówce. Ale Grecy, zamiast współpracować, robią strajk generalny. I kolejne miliony euro mają w plecy.
- Dlaczego tak jest? - dopytuję.
- Południowy temperament. W Irlandii ludzie grzecznie zaczęli oszczędzać i wychodzą na prostą. Ale Grek? Uparci ludzie. Jak w jednym zakładzie skasowali pracownikom przerwę na kawę, to zbankrutował. Taki charakter. Zresztą po co pan gadasz ze mną. Greków się zapytaj. W Atenach na każdym rogu jest jakiś protest.
Poniedziałek, czyli hotelarze głową o trotuar Kostas, właściciel hoteliku pod Akropolem, ostatnio prawie nie śpi.
- Nigdy wcześniej nie oglądałem telewizji informacyjnych. Cholera, jakie to jest wciągające - mówi i miesza cukier w czwartej tego dnia kawie. - Jakby mi ktoś zabronił ją pić - też bym zastrajkował. Ale nie zabraniają. A wracając do telewizji, najbardziej wciąga ten żółty pasek na dole. "Kolejarze odwołali". "Kontrolerzy podtrzymali". "Lekarze ogłosili". "Marynarze zawiesili". Co? No jak to co!? Strajk! Goście pytają tylko o to. A każdy gość jest dziś na wagę ukradzionego przez Niemców złota.
Ukradzione złoto wypomniał Niemcom Theodoros Pangalos, wicepremier greckiego rządu. Bo krytykowali grecką nieudolność w zarządzaniu finansami. - Każdemu emocje puszczają - Kostas kiwa ze zrozumieniem głową. Siedzimy w letnim ogrodzie jego hoteliku. Właśnie zaczęły kwitnąć morele. - Przyjechała tu jedna pani z Niemiec i mówi: macie kryzys, bo jesteście leniwi i oszukujecie. Sam jej miałem ochotę powiedzieć, że jakby nas w czasie drugiej wojny nie okradli, tobyśmy dziś żyli jak Niemcy. Ale zmilczałem. Nie możemy Niemców obrażać. Za dużo ich tu przyjeżdża, a nikt nie wie, co będzie za miesiąc. Klienci też oglądają telewizje informacyjne. I jak tam nie ma nic o Grecji, to mam dziennie po 20 telefonów i drugie tyle maili w sprawie wakacji. Ale wystarczy, że pokażą, jak jacyś gówniarze palą opony - telefony są dwa, trzy, a maili góra osiem. Co ja mam robić? Jak zaprotestować? Wyjść przed hotel i walić głową o trotuar? Innego pomysłu nie mam. Oberwiemy na tym kryzysie strasznie. Co piąty Grek żyje z turystów. Jeśli oni w tym roku nie przyjadą, to jesienią wszyscy pójdziemy z torbami.
Wtorek, czyli blogerzy przeciw kierowcom Na placu Syntagma wesołe bezdomne psy wałęsają się wokół pomarańczowych drzewek. Pośrodku stoi zgrabna fontanna. Na rogu - McDonald. Po przeciwnej stronie - strażnicy w getrach z pomponikami strzegą Grobu Nieznanego Żołnierza. Nad nim wznosi się parlament.
- To tutaj nas okradają - Maria, tleniona blondynka przed czterdziestką, pracownica jednego z zagranicznych banków, z pogardą wydyma dolną wargę. - Dlatego blokujemy ten cyrk.
W czasie strajku generalnego na początku marca przeszło tędy ponad sto tysięcy ludzi. Ale rząd zapowiedział, że za strajki będzie potrącał z pensji. Nikt nie chce tracić dniówki. Związki zawodowe postanowiły więc, że będą organizować małe, branżowe protesty. - Tak jest lepiej - mówi Maria. - Kończę pracę, biorę prysznic i przychodzę tu dokładnie w momencie, kiedy jest największy korek. Pracuję w prywatnym banku i o proteście nie ma mowy. Gdyby szef mnie zobaczył na Syntagmie, miałabym spore problemy. Inni są w podobnej sytuacji, więc protest zgłosiliśmy jako greccy blogerzy.
- A co robisz w tym banku?
- Doradzam klientom, którzy mają ponad 100 tysięcy euro.
- A ty, gdybyś dziś miała 100 tysięcy euro, co byś zrobiła?
- Uciekłabym z Grecji. Tu się jeszcze różne cuda będą działy. Za dwa lata Unia nam pozwoli zbankrutować. Teraz byłoby to zabójstwo dla Unii. Ale za dwa lata - już nie. Chcemy temu zapobiec. Skrzykujemy się przez internet i namawiamy rząd, żeby opodatkował Cerkiew i producentów statków. Wiesz, że najwięcej ziemi w Grecji ma Cerkiew? I że nie płaci od tego ani jednego euro? Podobnie właściciele statków, czyli właściwie najbogatsi Grecy.
- I przeciw temu protestujecie?