Czarno-białe nagranie, które pierwotnie miało 38 minut, ale zostało skrócone do 17, nagrano 12 lipca 2007 r. Teraz opublikowała je strona WikiLeaks, gdzie regularnie pojawiają się tajne amerykańskie dokumenty i nagrania
wideo.
Jest to film z kamery helikoptera i jednocześnie zapis rozmowy pilotów dwóch amerykańskich śmigłowców Apache, przysłanych jako wsparcie żołnierzy walczących w jednej z dzielnic Bagdadu z grupą irackich rebeliantów. Piloci zauważają na ulicy grupkę mężczyzn, zmierzających w stronę miejsca walki; stwierdzają, że kilku z nich ma broń; jeden z mężczyzn trzyma coś, co zdaniem pilotów wygląda jak wyrzutnia pocisków przeciwpancernych.
Proszą więc przełożonych o zgodę na otwarcie ognia. - Mają broń, jeden z nich ma granatnik, pieprzony dupek! - stwierdza jeden z pilotów. W rzeczywistości mężczyzna to reporter Reutersa Namir Nur ad Din, a jego rzekoma wyrzutnia to aparat fotograficzny z długim obiektywem. Jest tu i drugi pracownik Reutersa Said Chmag, pomocnik i kierowca Namira, który w momencie ataku rozmawia przez komórkę.
Dalej wszystko dzieje się błyskawicznie, obraz zaczyna drżeć, na chwilę wszystko zakrywa dym, mężczyźni padają martwi na ziemię. - Strzelaj dalej! Strzelaj dalej! - słychać krzyk z kabiny. Namir ginie na miejscu, ranny Said próbuje się podnieść. W apache'u zniecierpliwienie, piloci nie mogą się doczekać, by go zastrzelić. - No dalej, wystarczy, że sięgniesz po broń - podjudzają.
Śmigłowce powoli krążą nad miejscem, gdzie leżą ciała. - Patrz na tych martwych sukinsynów! - cieszy się pilot. - Pięknie - wtóruje mu drugi.
Nagle podjeżdża niewielka furgonetka. Wysiada z niej dwóch mężczyzn, którzy próbują podnieść rannego Saida. - Proszę o pozwolenie na ostrzał, no dalej k..., pozwólcie nam strzelać, bo go zabiorą! - krzyczy pilot.
Dostaje pozwolenie, w mgnieniu oka ciężarówka staje w ogniu. - Patrz, dostali w przednią szybę! - śmieją się piloci.
To ciągle nie koniec akcji. Po chwili nadjeżdża amerykański pojazd opancerzony. - Chyba właśnie przejechał po zwłokach - stwierdza ze śmiechem jeden z pilotów. Nie tracą rezonu nawet kiedy w spalonym samochodzie żołnierze znajdują dwoje ciężko rannych małych dzieci. - Sami są sobie winni, po co biorą dzieci na pole bitwy? - słychać głos z kabiny.
Na konferencji prasowej zwołanej po ujawnieniu nagrania, szefowie WikiLeaks potwierdzają, że dostali je od informatorów w amerykańskiej armii, zaś autentyczność nieoficjalnie potwierdzili wysocy rangą urzędnicy Pentagonu.
Tuż po ataku amerykańskie dowództwo poinformowało, że śmigłowce zostały wezwane na pomoc ostrzelanym oddziałom. - Nasze siły były zaangażowane w operację zbrojną przeciwko działaniom wroga - tłumaczył wtedy rzecznik armii.
Jak na razie stanowisko armii nie uległo zmianie. - Ten tragiczny incydent został dogłębnie zbadany, śledztwo wykazało, że żołnierze, którzy brali udział w akcji, nie wiedzieli o obecności dwóch dziennikarzy i byli przekonani, że strzelają do uzbrojonych bojówkarzy - oświadczył w CNN rzecznik armii. - Żałujemy, że zginęły niewinne osoby, ale podkreślamy, że nigdy nie było prób zatuszowania tej sprawy.
Rodzina Namira z płaczem obejrzała nagranie. - Przynajmniej prawda została wreszcie ujawniona - stwierdził jego ojciec. - Jak to możliwe, że wyszkoleni amerykańscy piloci, z całym ich zaawansowanym sprzętem, nie byli w stanie odróżnić aparatu od granatnika? - dziwi się brat fotografa Nabil, profesor archeologii na uniwersytecie w Mosulu.
- Nagranie dowodzi, jak niebezpieczna jest praca dziennikarzy wojennych i jaką tragedią może się skończyć - stwierdził po publikacji szef Reutersa David Schlesinger.
Wszystkie materiały znajdują się na stronie
CollateralMurder.com.