Profesor Przełęcki jest twórcą stanowiska etycznego zwanego "chrześcijaństwem niewierzących" (taki też jest tytuł jednej z jego książek), gdzie naczelną zasadą moralnego działania jest "samozatrata". Według Przełęckiego czyn lub postawa nabierają wartości moralnej tylko wtedy, gdy stanowią wyraz poświęcenia własnego dobra, interesu bądź korzyści na rzecz dobra konkretnego innego człowieka. Tylko tam, gdzie w zachowaniu człowieka manifestuje się poświęcenie polegające na trosce o innego mamy do czynienia z czymś wartościowym. Nie znaczy to, że nasze życie musi być pasmem wyrzeczeń i masochistycznych poświęceń na rzecz innych albo że nie możemy ustawać w pogoni za tymi, którzy potrzebują naszej pomocy. Nie. Chodzi tylko o nienadużywanie słowa "moralnie dobry".
Moralność tak rozumiana nie ma nic wspólnego z wiarą (w każdym razie nie do niej się sprowadza), z wielkimi deklaracjami o obronie wartości, potępieniami, rachunkiem sumienia czy zachowaniami, w których manifestują się nasza godność, honor i poświęcenie na rzecz spraw wielkich, ale abstrakcyjnych i bezosobowych. Tylko konkretne dobro innego się liczy.
Tymczasem gdybym miała zrobić katalog spraw, które w Polsce uznaje się za powszechnie ważne z moralnego punktu widzenia, uznałabym, że sprawą najważniejszą jest beatyfikacja Jana Pawła II. Co zrozumiałe, bo tu uwidacznia się straszny kompleks polski. Nie wystarczy nam wielki autorytet
Jan Paweł II. Potrzeba nam świętego, którego uzna świat. Potrzeba nam cudów, relikwii, nadzwyczajności, watykańskiej pompy, bo osobowość Jana Pawła II i jego dzieła to stanowczo za mało.
Sprawą drugą jest oczywiście obrona wartości. Ich katalog jest niezmienny: życie poczęte, heteroseksualna rodzina, polskość, naród, katolicyzm, świętość niedzieli. We wszystkich kościołach na wszystkich mszach słychać było deklaracje o tym, co najważniejsze. Deklaracje. Jak zawsze. I nic ponadto.
W Polsce słuchamy księży. Nie czytamy Biblii. Może więc warto sięgnąć do maleńkiej książeczki etyka, "niewierzącego chrześcijanina" prof. Przełęckiego, który cenił w chrześcijaństwie to, co w świecie publicznym zostało już niemal zupełnie zapomniane: troskę o konkretnego człowieka. Troskę, która przejawia się w czynach, bez religijnych deklaracji, bez narodowych fajerwerków, rozdzierania szat i ubijania politycznych interesów. Mniej więcej tak, jak nauczał tego zapomniany Jezus Chrystus.
Magdalena Środa, filozof, etyk