- Rano zjawili się u mnie i zabrali telefon, komputer i mikrofalówkę - powiedziała "Gazecie" Borys. Prezes Związku nie może też wyjeżdżać z kraju.
10 lutego została ukarana grzywną o równowartości 1 tys. zł (dwie średnie pensje) za udział w nielegalnym wiecu. Potem sąd nałożył na nią kolejną grzywnę 4,2 tys. zł - tym razem za rzekomą nielegalną pomoc charytatywną świadczoną przez związaną ze Związkiem firmę Polonika, której Borys jest dyrektorem. Polonika zajmuje się m.in. kursami języka polskiego, a nielegalna pomoc miała polegać np. na organizacji konferencji metodycznej dla nauczycieli polskiego.
- Naruszona została procedura wykonania wyroku, bo moja klientka nie została poinformowana o wszczęciu postępowania wykonawczego, tylko od razu przejęto jej mienie - stwierdził Igor Sazanowicz, adwokat Borys. - Jeśli w ciągu najbliższych dziesięciu dni grzywny nie zostaną spłacone, komornicy zaczną sprzedawać mienie pani Borys.
Prezes Związku mówi, że spłacić grzywny w terminie nie będzie mogła, bo nie ma takich pieniędzy. Polski
MSZ wystosował do Białorusinów notę w tej sprawie, deklarując chęć poniesienia tej opłaty.
Od kilkunastu tygodni trwa konflikt wokół organizacji Borys, coraz bardziej spychanej przez władze na margines. Reżimowy Związek Polaków na Białorusi, utworzony przy pomocy władz w Mińsku w 2005 r., przejął w lutym przy wsparciu milicji Dom Polski w Iwieńcu - już 14. z 16. takich placówek sfinansowanych przez Polskę.
Obecnie między Warszawą a Mińskiem trwają negocjacje, jak zakończyć konflikt. Polska proponuje zarejestrowanie Związku Borys jako nowej organizacji i podział majątku między nią a reżimowy ZPB.