Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego opublikowała wspomnienia założycieli służb specjalnych III RP.
Publikacja specjalnego wydania "Przeglądu bezpieczeństwa wewnętrznego" (periodyk wydawany od ub. roku przez
ABW) związana jest z przypadającym dziś świętem służb specjalnych. 6 kwietnia 1990 r. Sejm przegłosował ustawę o powołaniu Urzędu Ochrony Państwa (poprzednik ABW) rozpoczynając likwidację peerelowskiej Służby Bezpieczeństwa i weryfikację jej funkcjonariuszy.
Rewolucje godne polecenia Numer otwiera artykuł Krzysztofa Kozłowskiego, pierwszego szefa
UOP w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, filozofa po KUL, który do służb specjalnych przyszedł z "Tygodnika Powszechnego".
"W tradycji polskiej jest zakorzenione, że wywołujemy rewolucje przy pomocy ustaw. Tak było z Konstytucją 3 Maja i oby tak było w przyszłosci. (...) Wywołanie tego typu rewolucji jest godne polecenia"- pisze Kozłowski. Wspomina, jak jeszcze w sierpniu 1989 r., po utworzeniu rządu Mazowieckiego, na odprawach w MSW, wiceministrowie tego resortu przekonywali się wzajemnie: "Dopóki resorty siłowe są w naszych rękach socjalizm w Polsce jest niezagrożony". Parę miesięcy później pocieszali się, że to oni będą pisać ustawy o nowych służbach a szefem struktury powstałej w miejsce
SB zostanie ich człowiek.
Akty prawne uchwalone 6 kwietnia przekreśliły te plany. "Gmach MSW przy ul. Rakowieckiej zaczął pękać. Jeden po drugim spływały setki a potem tysiące raportów o odejście ze służby"- wspomina pierwszy szef UOP, podkreślając, że odeszła wtedy cała wyższa kadra - około czterech tysięcy pułkowników i generałów SB. Kozłowski broni decyzji o rezygnacji z "opcji zerowej", czyli wyrzucenia z pracy wszystkich funkcjonariuszy SB. Wygrała weryfikacja przez specjalne komisje, w których zasiadali m.in ludzie obejmującej władzę opozycji solidarnościowej. Pisze, że funkcjonariuszom dawnej SB pokazano, że "mają jedyną w życiu szansę wykonywania swojego zawodu w sposób uczciwy i profesjonalny".
Następca Kozłowskiego, Andrzej Milczanowski opisuje weryfikację SB (z 24 tys. funkcjonariuszy SB poddało się jej 14 tys., do służby w UOP i policji przyjęto 10 tys.). "Wyniki weryfikacji przez niektóre komisje wojewódzkie budziły głębokie zdumienie. W kilku województwach, w których po wprowadzeniu stanu wojennego "Solidarność" i opozycja demokratyczna nie przejawiały prawie żadnej działalności, komisje weryfikacyjne urządziły prawdziwą "rzeź" oceniając negatywnie ponad 50-60 a nawet 70 proc. funkcjonariuszy SB. Natomiast tam, gdzie opór społeczny był znaczny i widoczny (np. szczecińskim i gdańskim), negatywnie zweryfikowani stanowili kilkanaście procent"- zauważa Milczanowski.
Esbek przychodzi z bronią Autorami wspomnień sa też dawni działacze młodej wówczas opozycji - NZS i Ruchu Wolność i Pokój - Konstanty Miodowicz, Wojciech Brochwicz, Piotr Niemczyk czy Bartłomiej Sienkiewicz. Na prośbę Kozłowskiego objęli kierownicze funkcje w nowotworzonej służbie. Sienkiewicz, już jako szef Biura Koordynacji i Prognoz nadal był poszukiwany listem gończym przez prokuraturę wojskową za uchylanie się od wojska (WiP był organizacją pacyfistyczną). "Po międzyresortowych konsultacjach zostałem przeniesiony w
MON do rezerwy w stopniu szeregowego i przyjęty do MSW w stopniu chorążego Milicji Obywatelskiej"- wspomina.
Jest też historia o zwolnionym z pracy esbeku, który przyszedł pijany z bronią do hotelu, gdzie mieszkał Sienkiewicz. Oficer domagał się wejścia do pokojów gdzie mieszkają "ci którzy go skrzywdzili". Sienkiewicza przeniesiono do strzeżonej willi.
Bez rozliczeń Wśród autorów rocznicowego wydawnictwa nie ma nazwisk szefów UOP i ABW w czasach rządów Jana Olszewskiego, AWS czy PiS. Obecne kierownictwo Agencji jest z nimi w konflikcie a Bogdan Święczkowski szef ABW w latach 2006-07 nie przyjął nawet zaproszenia na obchody święta służby. Ale widać, że redakcja starała się uniknąć rozliczania przeciwników. Tylko w artykule Kozłowskiego jest zdanie, że "najgorsze co może się służbom przydarzyć to rewolucja permanentna, która nieprzerwanie burzy coś, co inni zbudowali niszcząc przez to ciągłość i spokój niezbędny w pracy funkcjonariuszy". Andrzej Barcikowski (szef ABW w czasach rządów
SLD) przeprasza w swoim tekście kilkudziesięciu oficerów, których zwolnił w 2001 r. jako "zbyt upolitycznionych"."Uznaję to dzisiaj za własny poważny błąd"- pisze.
Z kolei Brochwicz (od lat adwokat, poza służbą, który często atakowany jest przez polityków PiS) stwierdza z goryczą: "Za wierna służbę politycy do dziś wystawiają nam niedorzeczne i krzywdzące rachunki".