http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Medialne imperium KGHM

Michał Kokot, Wrocław
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-05 19:20

Miedziowa spółka ma już swoją gazetę, radiowęzeł, a teraz wewnętrzną telewizję. Zarząd chce w ten sposób rozbić monopol związków zawodowych na przekazywanie informacji pracownikom.

Siedziba KGHM w Lubinie
Fot. Krzysztof Rak / AG
Siedziba KGHM w Lubinie
Decyzję o rozbudowaniu komunikacji wewnętrznej zarząd spółki podjął po demonstracji z maja ubiegłego roku. Wówczas, wśród huku petard, pod siedzibą KGHM związkowcom udało się wywalczyć 5 tys. zł premii. Ówczesny prezes Mirosław Krutin zapłacił za to stanowiskiem. Jego następca Herbert Wirth zdecydował, że spółka potrzebuje dodatkowych narzędzi w dotarciu z informacją do pracowników.

We wrześniu wyszedł pierwszy numer dwutygodnika "Miedziak". Drukowany jest w 10 tys. egzemplarzy. Gazeta to osiem stron z krótkimi artykułami opatrzonymi wielkimi zdjęciami i tytułami. Pismo redagują pracownicy departamentu public relations. Koszt wydania jednego numeru to kilka tysięcy złotych.

W ubiegłym tygodniu wystartował kolejny medialny projekt - KGHM TV. Za 100 tys. zł spółka kupiła 29 telewizorów. Wiszą na stołówkach i korytarzach. Codziennie wyświetlany jest kilkuminutowy serwis informacyjny, który przygotowywać lokalna TVL. To znowu koszt kilku tysięcy złotych miesięcznie.

- Będą też animowane plansze informacyjne, aktualne ceny miedzi, wywiady z ekspertami - zapowiada Anna Osadczuk, rzeczniczka KGHM. W jej biurze jest "reżyserka".

Związkowcom pomysłem się nie podoba. - Chyba będą musieli wypłacać wartownikom, którzy mają pracować pod tymi ekranami, dodatek za szkodliwe warunki za oglądanie tej propagandy - ironizuje Józef Czyczerski, przewodniczący miedziowej "S". - Zarząd postępuje według zasady "nieważne, co się robi, ważne, co się mówi". Przecież mają już swoje tablice informacyjne i te lager-głośniki jak z filmów o obozach koncentracyjnych. Zarząd mówił, że będzie szukać oszczędności, ale na PR pieniędzy nie szczędzi.

Osadczuk: - W departamencie PR pracuje dziewięć osób, o jedną mniej, niż za poprzedniego prezesa. A tablice nie do końca spełniały swoją rolę. Łatwiej nam będzie dotrzeć do pracowników w nowoczesny sposób.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów