http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Bundeswehra może wyjść z Afganistanu

Bartosz T. Wieliński
2010-04-06, ostatnia aktualizacja 2010-04-05 16:21

Niemcy są w szoku po wielkopiątkowej masakrze niemieckich i afgańskich żołnierzy w prowincji Kunduz.


Fot. Anja Niedringhaus AP
SONDAŻ
Czy niemieccy żołnierze powinni opuścić Afganistan?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

- Bundeswehra powinna jak najszybciej wrócić do domu - uważa minister ds. rozwoju Dirk Niebel. Polityk liberalnej FDP to pierwszy członek niemieckiego rządu, który wprost wezwał do wycofania prawie 5-tys. kontyngentu niemieckiego z Afganistanu.

W ten sposób Niebel skomentował krwawą bitwę z talibami, którą pod Chahar Dara w prowincji Kunduz stoczyli w Wielki Piątek niemieccy spadochroniarze. Żołnierze pojechali tam szukać min. Gdy zabrali się do pracy, ukryci w pobliskich budynkach talibowie otworzyli do nich ogień. Zabili trzech żołnierzy, kilku ranili.

Gdy pod wieczór Niemcom udało się dosłać wsparcie, jeden z transporterów wjechał na minę. Ciężko rannych zostało kolejnych pięciu wojskowych. Po bitwie okazało się, że niemiecki patrol z karabinów maszynowych i granatników ostrzeliwał 80-osobowy oddział talibów. To największa bitwa, w jakiej niemieccy żołnierze brali udział w Afganistanie, i nigdy wcześniej nie ponieśli takich strat.

Gdy walka dogasała, trzy niemieckie transportery ruszyły w stronę Chahar Dara. Po drodze napotkały dwie terenówki. Niemcy kazali im się zatrzymać, a gdy ich kierowcy nie posłuchali, otworzyli do nich ogień. W samochodach siedzieli jednak nie rebelianci, ale żołnierze afgańskiej armii. Na miejscu zginęło sześć osób.

Wszystko wskazuje na to, że zasadzkę w Chahar Dara przygotowywano od dawna. To zapewne zemsta za atak Niemców na porwane przez talibów cysterny z września 2009 r. Zginęło wówczas ponad 150 osób - talibów i cywili.

To, że do odwetu doszło akurat w Wielki Piątek, raczej też nie było przypadkiem; to dla protestantów najważniejsze święto religijne w roku. Trudno o bardziej wyraźne przesłanie niż wiadomość o zabitych w ten dzień żołnierzach. Tym bardziej że talibowie zaraz po ataku opublikowali w internecie film pokazujący, jak niemiecki transporter wylatuje w powietrze.

W efekcie doniesień z Afganistanu na tradycyjne wielkanocne marsze pokoju organizowane w niemieckich miastach w Wielką Sobotę przyszły dziesiątki tysięcy ludzi. Do tej pory wzywano podczas nich do rozbrojenia nuklearnego - tym razem głównym hasłem było właśnie wycofanie Bundeswehry z Afganistanu.

Według sondaży chce tego 53 proc. Niemców. 60 lat po wojnie pacyfistyczne niemieckie społeczeństwo ciągle nie może pogodzić się z myślą, że ich żołnierze mogą zabijać i ginąć w walce. Hasło przerwania afgańskiej misji od lat ma na sztandarach populistyczna Lewica, czwarta siła na scenie politycznej. W sobotę dołączył do niej niemiecki Kościół ewangelicki.

- Misja w Afganistanie wymyka się spod kontroli i grozi nam, że zupełnie straci jakiekolwiek uzasadnienie. Powinniśmy zacząć myśleć o wycofaniu się - przestrzegł zwierzchnik Kościoła bp Nikolaus Schneider. Poparł go Martin Walser, znany konserwatywny pisarz: - Członkostwo w żadnym sojuszu nie usprawiedliwia misji w Afganistanie.

Na coraz bardziej stanowczy głos społeczeństwa nakładają się reakcje polityków. Obok Niebla ton zmienił minister obrony Karl Theodor zu Guttenberg. W niedzielę po raz pierwszy przyznał, że w Afganistanie Bundeswehra prowadzi wojnę. Do tej pory politycy twierdzili bowiem, że niemieckie wojsko bierze udział w odbudowie kraju, a mandat misji zabraniał Bundeswehrze nawet prowadzenia akcji zaczepnych.

- Od lat obawialiśmy się widoku wynoszonych z samolotów trumien z ciałami naszych żołnierzy. Sądzę, że walki będą coraz ostrzejsze i straty mogą wzrosnąć. To może przełożyć się na jeszcze mocniejszy opór społeczny - mówi "Gazecie" jeden z wpływowych polityków SPD.

Jeszcze kilka lat temu północny Afganistan, gdzie stacjonowali Niemcy, był uznawany za najspokojniejszy region w całym kraju. Teraz talibowie przenieśli tam wojnę. Tylko w prowincji Kunduz pod niemiecką kontrolą są zaledwie trzy z siedmiu powiatów, a tamtejsze bazy Bundeswehry są regularnie ostrzeliwane.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':