Na kilka dni przed śmiercią
Jana Pawła II kard. Joseph Ratzinger modlił się podczas wielkopiątkowej drogi krzyżowej w Koloseum o zbawienie Kościoła "przypominającego tonący okręt". - Widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud szaty i oblicza Kościoła. Ale to my sami go zbrukaliśmy! - mówił. Uznano to wtedy za wyznanie winy Kościoła ustami kardynała, który w Watykanie zajmował się m.in. skargami na księży pedofilów.
Choć obecny
papież zrobił dla walki z księżowską pedofilią nieporównanie więcej niż którykolwiek z jego nowożytnych poprzedników, to - jak twierdzi watykanista John Allen - skandale pedofilskie postawiły teraz Benedykta XVI przed największym wyzwaniem jego pontyfikatu oraz jednym z najcięższych kryzysów papiestwa w ostatnich dekadach. Benedykt XVI został bowiem oskarżony przez część mediów o współodpowiedzialność za tuszowanie dwóch skandali jako arcybiskup Monachium oraz szef Kongregacji Doktryny Wiary.
Benedykt XVI nie odniósł się wczoraj w Koloseum do tych zarzutów. Natomiast podczas homilii w Bazylice św. Piotra bronił go papieski kaznodzieja ks. Raniero Cantalamessa, który cytując list anonimowego żydowskiego przyjaciela, porównał oskarżenia pedofilskie i "stosowanie zbiorowej odpowiedzialności" za grzechy jednostek do mechanizmów, które napędzały kiedyś antysemityzm. - To nie była deklaracja Watykanu, lecz autora kazania - pospiesznie tłumaczył wczoraj rzecznik Watykanu, bo to nieporadne porównanie wywołało protest m.in. Centrum Szymona Wiesenthala.
- Kiedyś afery pedofilskie dotykały Kościoła daleko w
USA, ale potem przyszły do Europy, do ojczyzny
papieża, aż sięgnęły jego dawnej diecezji. Zbliżają się do serca Kościoła i Benedykt XVI musi zdecydować: albo będzie w pełni kontynuować swą politykę przejrzystości, albo wycofa się na dawne kościelne pozycje i ogłosi, że nie trzeba się zajmować starymi sprawami - mówił watykanista Marco Politi.
O ile opisane niedawno podejrzenia "New York Timesa" co do współwiny kard. Ratzingera za odstąpienie od ukarania ciężko chorego księdza pedofila w latach 90. nie są całkiem jednoznaczne, to jego - co najmniej czysto formalny - udział w decyzji o przeniesieniu księdza pedofila do diecezji monachijskiej w 1980 r. (sugerowany przez "Der Spiegel") bez zakazania mu pracy duszpasterskiej może rzucić bardzo poważny cień na biskupie rządy obecnego papieża.
- Jezu, prowadź nas ku odwadze, która nie daje zastraszyć się przez plotkarskie pogłoski - mówił Benedykt XVI w ostatnią Niedzielę Palmową, co część watykanistów odebrała jako aluzję do ataków medialnych na jego przeszłość.
Papież istotnie pozostaje obojętny na apele o swe własne mea culpa, o jasne rozliczenie dawnej roli biskupów w tuszowaniu skandali pedofilskich czy nawet - w tym celują niemieckie media - o dymisję.
Problem w tym, że przestępstwa pedofilskie w Kościele miały dwa aspekty. Pierwszy to wina bezpośrednich sprawców, z którymi Benedykt XVI postanowił się ostro rozprawić, a drugi to odpowiedzialność biskupów kryjących swych podwładnych, wobec której Watykan - zdaniem wielu krytyków - nie zajął jeszcze dostatecznie jasnego stanowiska. - Ten drugi krok, bądź jego brak, może przesądzić o przyszłej ocenie dziedzictwa Benedykta XVI - twierdzi John Allen.
Jak hierarchowie działali jeszcze w latach 90.? Jeden z wysoko postawionych świadków kościelnych, których cytuje raport o pedofilii w Kościele irlandzkim z 2009 r. ("Murphy's Report"), opowiada, że "biskupi nie czuli wsparcia" i pomocy ze strony Watykanu, kiedy na ich księży spadły pierwsze publiczne oskarżenia.
Atmosferę sprzed 15 lat mimowolnie opisał też niedawno wiedeński kard. Christoph Schönborn, który mówił o zasługach Ratzingera w latach 90., kiedy ten w kurii rzymskiej walczył o śledztwo kościelne wobec kard. Hansa Groëra.
Wprawdzie Groër odszedł z Wiednia oskarżany przez wiernych o molestowanie wychowanków i spowiadanych chłopców, ale Ratzinger przegrał spór w Watykanie i kard. Groër - najpewniej wskutek obaw o wizerunek Kościoła - nigdy nie został publicznie napiętnowany.
Biskupi stosowali wobec księży zasadę "miłosiernej sprawiedliwości", w myśl której pedofilowi wystarczy modlitwa, nawrócenie oraz psychoterapia. Choć główny nurt psychologii ostatecznie porzucił w latach 80. teorie o możliwości łatwego wyciszenia ciągot pedofilskich bądź nawet wyleczenia, to Kościół nie nadążył za tą zmianą i niektórzy biskupi po lata 90. zachowywali się, jakby - czy to w dobrej wierze, czy też dla świętego spokoju - wierzyli w szybką terapię.
Ponadto
Jan Paweł II - jak twierdzi watykanista Giacomo Galeazzi - bał się, że oskarżenia pedofilskie są narzędziem dyskredytacji Kościoła w krajach komunistycznych.
Zdaniem części katolickich publicystów Benedykt XVI mógłby przeciąć problem obecnych oskarżeń, gdyby w Wielkim Tygodniu lub w Wielkanoc - pięć lat po swej słynnej modlitwie w Koloseum - wyraził publiczny żal za dawne błędy biskupów w rozstrzyganiu spraw oskarżeń pedofilskich wobec księży, które - jak przyznają nawet krytycy Kościoła - nie zawsze były spowodowane złą wolą.