http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Katyń" przed Katyniem

Wacław Radziwinowicz
2010-04-02, ostatnia aktualizacja 2010-04-02 23:32

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Katyń"
Fot. Piotr Bujnowicz / Fabryka Obrazu

Pokaz filmu Andrzeja Wajdy "Katyń" w rosyjskiej telewizji państwowej to wyraźna zapowiedź przełomu w relacjach rosyjsko-polskich. Moskwa w sprawie tragedii sprzed 70 lat wychodzi nam naprzeciw. I to bardzo daleko

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
To nie przypadek, że telewizyjna premiera filmu, który do tej pory w Rosji można było zobaczyć jedynie na półkonspiracyjnych seansach, odbyła się w Wielki Piątek.

To wzruszający i skłaniający do przemyśleń symbol. W tym roku, co nie zdarza się często, Wielkanoc chrześcijan zachodnich i Pascha prawosławnych przypadają w ten sam dzień. I u nas, i u nich był wczoraj Wielki Piątek, kiedy wspomina się Golgotę.

Z Katyniem jest podobnie. My czasem nazywamy go "polską Golgotą". Ani my, ani Rosjanie nie zdajemy sobie sprawy z tego, że ten cmentarz w lesie pod Smoleńskiem jest - jak ta Wielkanoc - Golgotą wspólną.

Tu obok ponad 4 tys. oficerów polskich rozstrzelanych w 1940 r. przez NKWD spoczywa ponad 6 tys. obywateli ZSRR zamordowanych tak samo jak nasi na mocy decyzji bolszewickich sądów kapturowych.

Krewni tych ofiar, tak jak rodziny wymordowanych Polaków, byli represjonowani. Wielu NKWD zesłało, ograbiło z dobytku. Władze nie pozwalały ich dzieciom studiować. Analogii przypominającej o wspólnocie losów jest więc mnóstwo.

Pierwszy w Rosji pokaz "Katynia" dla szerokiej publiczności w państwowej telewizji w kanale "Kultura" jest też ważnym znakiem politycznym. Decyzja o tej emisji nie mogła zapaść w gabinetach szefów rosyjskiego radiokomitetu. Podjęto ją na samej górze.

W środę -w70. rocznicę masakry Polaków - premier Władimir Putin razem z premierem Donaldem Tuskiem ma na cmentarzu w Katyniu uczcić spoczywające tam ofiary terroru bolszewickiego. To on polecił wyemitować "Katyń", by pokazać Rosjanom, do kogo i dlaczego jedzie.

Sama decyzja szefa rządu Rosji o tym, żeby jechać do Katynia, jest gestem odważnym. Miliony jego rodaków noszą w sercach kult Stalina.

Ja wczoraj czekałem jednak nie tyle na sam film, ile na dyskusję o "Katyniu", którą zapowiedziano po emisji.

W studiu zjawili się znakomici eksperci: szef Federalnej Agencji Archiwalnej Andriej Artizow, dyrektor Instytutu Historii Powszechnej Rosyjskiej Akademii Nauk prof. Aleksandr Czubarian, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Konstantin Kosaczow, reżyser Nikita Michałkow oraz kierownik Katedry Historii Stosunków Międzynarodowych i Polityki Zagranicznej Rosji Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych (MGIMO) Michaił Narinski. Debatę prowadził redaktor naczelny pisma "Politiczeskij Kłass" Witalij Tretjakow. Włączył się do niej także sam autor "Katynia" - telewizja w trakcie dyskusji pokazała nagraną wypowiedź polskiego reżysera.

Nie tytuły i funkcje uczestników są jednak ważne, lecz to, że zaproszeni do studia są wytrawnymi znawcami życia politycznego Rosji.

Mało kto tak dobrze wie i rozumie, co piszczy w trawie na Kremlu i skąd tam wiatr wieje, jak Michałkow. Po nim można się spodziewać jednego - nigdy nie powie publicznie słowa, które byłoby sprzeczne z linią partii i rządu nawet na długo przed tym, zanim ta linia zostanie oficjalnie ogłoszona. Iwczoraj widać było wyraźnie, że zaproszeni do studia rozmawiają przede wszystkim z nim. I ja też czekałem na to, co on powie.

A on, jak wszyscy, bardzo chwalił film, podkreślał, jak inni dyskutanci, że Wajda oddał prawdę historyczną.

Ale miał i pretensje. Dotyczyły one przede wszystkim tego, że w "Katyniu" "zło nie ma twarzy", a on chciałby się z filmu dowiedzieć, kto osobiście odpowiada za zbrodnię, dlaczego popełnił tak obłędny sprzeczny z logiką czyn. I domagał się pełnej prawdy o Katyniu. Dodał, że najokrutniejsza prawda może się okazać kłamstwem, jeśli nie towarzyszy jej miłość. Ajak zapewnił, miłość między narodami polskim i rosyjskim "przejawia się" zawsze, nawet w najbardziej trudnych momentach.

Piękne słowa, tym bardziej że w ustach syna ulubionego poety Stalina, co zgrabnie wypomniał Michałkowowi jeden z dyskutantów. Rzecz jednak nie w metaforach. To, co wczoraj mówili goście telewizji rosyjskiej, trzeba rozumieć jako zapowiedź tego, z czym Władimir Putin przyjedzie do Katynia. Liczę na to, że ze sprawiedliwą oceną tego, co wydarzyło się tam 70 lat temu, i wolą odkrycia prawdy ukrytej dziś w utajnionych dokumentach dotyczących zbrodni.

Wczoraj wieczorem pokaz "Katynia" był jednym z najczęściej poruszanych tematów w rosyjskim internecie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 47 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':