Judyta Watoła: "Rozpłyńcie się me źrenice, toczcie smutnych łez krynice" - tak brzmi drugi wers "Gorzkich żali", w których rozważa się mękę Jezusa na krzyżu. Te słowa brzmią pięknie, choć archaicznie.
Prof. Jan Miodek: - To jest bardzo piękny wers. Tym piękniejszy, że dziś mało kto używa słowa źrenice, nie mówiąc już o krynicach. Zgadzam się, uroda pieśni wielkopostnych polega także na tym, że mają po kilkaset lat. Ludziom, którzy żyli trzysta lat temu, kiedy napisano "Gorzkie żale", te słowa też musiały się podobać, ale rym oceniali na pewno jako bardzo prosty.
Są takie słowa, które słyszymy i już tylko domyślamy się, że kiedyś znaczyły coś innego. Śpiewamy: "Oby się serce we łzy rozpływało, że Cię mój Jezu sprośnie obrażało" Dlaczego "sprośnie"?
- Dawniej to słowo znaczyło "strasznie", "okropnie". Dziś nikt tego nie wie, choć powtarza się ono w wielu pieśniach.
A mówienie "słodki" o Jezusie?
- Jeszcze tylko w kościele "słodki Jezu" nie budzi naszego sprzeciwu. Tam jesteśmy z tym osłuchani, bo te dwa słowa zrosły się ze sobą w wielu pieśniach. Ale gdyby powiedzieć tak o kimś dorosłym czy znanym, każdy by poczuł, że to właśnie przesłodzone określenie. "Słodkie" może być najwyżej dziecko.
"Pobudka", czyli pieśń otwierająca "Gorzkie żale", kończy się słowami "Upał serca swego chłodzę, gdy w przepaść męki twej wchodzę". Tego "upału" też nie potrafię wytłumaczyć.
- Bo tu znaczy on gorączkę. To jest piękne archaiczne użycie tego słowa. Trzysta lat temu pewnie nie budziłoby zachwytu, bo to był wówczas zwyczajny język, a dziś wsłuchiwanie się w te wersy to językowa uczta. Można być ateistą, nie mieć żadnych uczuć religijnych, a jednak zachwycać się tekstem "Gorzkich żali", pieśni wielkopostnych czy "Godzinek". Czas działa na ich korzyść, ich uroda jest dla nas uderzająca.
Czy dzisiejsze piosenki religijne z prościutkimi rymami też za kilkaset lat będą zachwycać?
- Trudno powiedzieć, ale za lat trzysta też będą już brzmiały archaicznie, bo język wprawdzie bardzo wolno, ale ciągle się zmienia. Przyjrzyjmy się innej pięknej pieśni "Ach mój Jezu, jak ty klęczysz w ogrójcu zakrwawiony". To też był kiedyś zwyczajny język. Dziś słowo "ogrójec" oznacza tylko to miejsce, w którym Jezus czuwał i modlił się przed męką. Ale dawniej ogrójec to był po prostu mały ogród, tak jak chłopiec to mały chłop.
"Gorzkie żale" mają trzysta lat. Napisano i skomponowano je w Polsce i tylko tu się je śpiewa. Ale w Wielki Piątek we wszystkich kościołach zabrzmi "Ludu, mój ludu" - pieśń, której łaciński tekst powstał w VIII wieku, a jednak melodia i słowa wciąż tworzą przejmującą skargę.
- "Ludu, mój ludu" to pamiątka bardzo dawnych czasów. Zachowała się w niej cudowna językowa skamielina - ruchoma końcówka czasownika w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Jezus mówi: "Cóżem ci uczynił, czemem zasmucił i czemem zawinił", co dziś powinno brzmieć "Czym zasmuciłem, czym zawiniłem".
To piękne, że język używany w kościele zmienia się wolniej i możemy natknąć się na takie skamieliny. Dzięki temu, że używamy ich jeszcze w kościele, łatwiej nam zrozumieć dawny język polski, bo przecież tekst "Ludu, mój ludu", choć pełen archaizmów, wciąż jest dla nas przejrzysty, czytelny.
Bardzo starą formę mają też słowa "przenajszlachetniejszy", "przenajświętszy"
- Tych słów także używa się dziś tylko w kościele. W zupełnie innych sytuacjach pojawia się za to "superekstra". Formalnie rzecz biorąc to podobne słowo, bo powstało z połączenia dwóch cząstek superlatywnych.
A w Zmartwychwstanie będziemy śpiewać "Otrzyjcie już łzy, płaczący"...
- Co drugi Polak śpiewa "łzy płaczące", nie rozumiejąc, że tam jest zwrot do "was, płaczących". Chciałbym bardzo przed tym ostrzec, bo przecież śpiewanie o łzach płaczących jest zupełnie nielogiczne. Życzę, żeby było logicznie i radośnie. Dla mnie najcudowniejsza wielkanocna pieśń to "Alleluja, żyw jest już śmierci zwyciężyciel", ale trzeba pojechać na Górny Śląsk, żeby ją usłyszeć. We Wrocławiu mieszkam 47 lat i jeszcze żaden organista mi tego nie zagrał.
Źródło: Gazeta Wyborcza