http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy nie wolno mi zrobić nic dobrego?

Paweł Smoleński
2010-04-05, ostatnia aktualizacja 2010-04-02 15:06

Nasze miasto Łomża nawiedziła zima stulecia, zwały śniegu. Jaki to byłby piękny gest podziękowania i dobrej woli, gdyby uchodźcy pomogli odśnieżyć miasto. Ale nie. Nic takiego się nie stało

ZOBACZ TAKŻE
22 września ubiegłego roku poseł PiS Lech Antoni Kołakowski publicznie wystąpił "o jak najszybszą likwidację ośrodka dla uchodźców w Łomży. Zrobił to - jak twierdzi - na żądanie mieszkańców miasta. Kilka dni później w Łomży pobito dwie Czeczenki. Napastnik krzyczał "Taliban do Czeczenii". Był to pierwszy taki incydent, mimo że ośrodek działa od dziewięciu lat. Poseł uznał za absurd wiązanie swojego wystąpienia z pobiciem Czeczenek.

Po pobiciu Kołakowski odwiedził ośrodek przy ulicy Wesołej, rozdawał pieniądze czeczeńskim dzieciom i obiecywał pomoc. Tymczasem w mieście pojawiły się antyczeczeńskie ulotki (ich autorami okazało się trzech 19-latków), a prawie 800 łomżyniaków wystosowało list do Urzędu ds. Cudzoziemców, żeby ośrodek zamknąć. Na forach internetowych pojawiły się wpisy: "Brawo, panie pośle", "Jestem hepi i dziękuję" albo (bez ironii) "Jak Sobieski pod Wiedniem tak i nasz patriota z Łomży Saracenom pogonił dziś kota". Poseł rozpytywał w miejskich instytucjach o problemy, których sprawcami są uchodźcy. Policja nie potwierdziła obaw, że Czeczeni są zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego. Szpital - że są zagrożeniem dla zdrowia, choć podobno jeden z lekarzy wyznał Kołakowskiemu, iż choroby płuc uchodźców są powodowane przez szczególnie złośliwy szczep bakterii, trudny do wyleczenia. Za to prezydent Łomży Jerzy Brzeziński powiedział publicznie, że uchodźcy nie są w mieście problemem.

Mimo to Urząd ds. Cudzoziemców zastanawia się nad zamknięciem ośrodka. - Obserwujemy w tym mieście napięcia, które nie sprzyjają prawidłowemu funkcjonowaniu obiektu i nie służą ludziom, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia - powiedziała "GW" rzeczniczka Urzędu.

Paweł Smoleński: Za sprawą likwidacji ośrodka dla uchodźców zrobił się pan sławny na całą Polskę.

Lech Kołakowski: Tak pan uważa? O jakie sprawy pan pyta?

Jak pan się z tym czuje?

- Nie wiem, czy moja osoba jest sławna. Faktem jest, że została poruszona bardzo ważna sprawa dotycząca przebywania cudzoziemców w naszym kraju. Uważam, że należy rozważyć zmianę prawa i zmianę lokalizacji ośrodków. Tu mam załącznik graficzny na potrzeby mojego biura: ośrodki dla uchodźców znajdują się w województwie podlaskim, lubelskim i wschodniej części mazowieckiego, czyli na biednej ścianie wschodniej, gdzie nie ma pracy i trzeba skierować większą pomoc dla rodzin ubogich. To komplikuje sprawy uchodźców i relacje z lokalnym środowiskiem.

Uważam, że ośrodki powinny być lokowane symetrycznie w każdym województwie. Przemawia za tym większa szansa na znalezienie przez uchodźców pracy i swojego centrum życiowego. Poza tym ośrodki są zbyt duże, jak ten w Łomży, gdzie mieszka kilkaset osób. Przykładem niech będzie Austria, gdzie w ośrodkach mieszka 30-40 uchodźców. Postuluję też rotacyjność; ośrodek powinien działać od trzech do pięciu lat. Jeśli w tym czasie uchodźcy nie znajdą pracy i nie zintegrują się, mogą być przeniesieni gdzie indziej. Można też przenieść środki pomocowe do gmin, na zasadzie np. subwencji oświatowej. Z pewnością zostaną wykorzystane racjonalniej niż na szczeblu centralnym.

Od kiedy Łomża ma problem z uchodźcami?

- Już trzy lata temu zauważyłem problem opisywany w portalu internetowym. Od dwóch lat mieszkańcy Łomży wielokrotnie wskazywali na uciążliwości związane z uchodźcami. Z początku uważałem, że - jak w każdej społeczności, np. czeczeńskiej albo gruzińskiej - zawsze może znaleźć się grupa osób, która nie przestrzega systemu prawnego lub norm zachowań, co nie świadczy o wszystkich. Próbowałem tłumaczyć, że to indywidualne zachowania. Lecz w ubiegłym roku zgłaszało się do mnie coraz więcej osób. Przychodzili do biura, na ulicy, w sklepie i wskazywali na uciążliwości. Jeśli tak wiele osób zwraca na to uwagę, postanowiłem przyjrzeć się sprawie.

Ile dostał pan skarg na uchodźców?

- Nie wiem, nie prowadziłem kalendarza niezadowolonych, ale nie było dnia, żeby mieszkańcy Łomży nie mówili mi o tym.

Ponadto, jeden z uchodźców stwierdził, że większość z nich to uchodźcy ekonomiczni, a nie prześladowani politycznie.

Przecież pan nie wie, jak z tym jest naprawdę.

- Ale z taką opinią muszę się liczyć.

Wystosowałem pisma do łomżyńskich instytucji i urzędów z prośbą o informacje w tej sprawie. Np. do komendy miejskiej policji. Prosiłbym się zapoznać, zwłaszcza z ostatnim zdaniem ["W bieżącym roku odnotowano kilka zdarzeń z udziałem uchodźców... Mamy świadomość, iż nie są to wszystkie zdarzenia, ponieważ część mieszkańców z różnych powodów osobistych nie zgłasza ich policji" - przyp. PS]. To wierzchołek góry lodowej; przecież ludzie o tym rozmawiają i sygnalizują sobie nawzajem, wymieniają poglądy. Mam pismo handlowców miasta Łomży; podpisów 30, może 70, już nie pamiętam. Tu jest pismo ze szpitala w Łomży. Wskazuje się choroby płuc i gruźlicę występujące wśród uchodźców. Oczywiście trzeba tym ludziom pomagać. Osoby narodowości czeczeńskiej posiadają paszporty rosyjskie. Dobrze byłoby, gdyby nastąpiła refundacja tego leczenia. Wiemy, jakie dziś ma kłopoty nasza służba zdrowia. Z powiatowego urzędu pracy; 80 osób w ewidencji. Uchodźcy nie są zainteresowani podjęciem pracy. Należy to też zrozumieć ze względu na brak znajomości języka i dokumentacji związanej z wykształceniem. Z drugiej strony Łomża jest miastem o wysokim bezrobociu, biednym samorządem. Głównym czynnikiem integracji jest podjęcie pracy. U nas to bardzo trudne, ośrodek jest za duży, ludzie skoszarowani w strasznych warunkach, dziwię się, jak sanepid na to pozwala. To jest złe dla uchodźców.

I to wszystko skłoniło pana, żeby we wrześniu '09 zażądać likwidacji ośrodka?

- Nie ad hoc, lecz po wielu monitach mieszkańców Łomży i przeanalizowaniu stanu faktycznego i prawnego. Przyglądałem się też, jak sprawa wygląda z punktu widzenia uchodźcy, jakie ma szanse w naszym mieście, a jakie np. we Wrocławiu czy Poznaniu. Miałem na celu pomoc.

Chce pan im pomóc przez zamknięcie ośrodka?

- Ja nic nie zamykam. Ale wygaszanie ośrodka w Łomży jest szansą dla uchodźców. Przypominam, że decyzji o zamknięciu nie ma. Nie wiem, skąd takie zainteresowanie mediów.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':