22 września ubiegłego roku poseł
PiS Lech Antoni Kołakowski publicznie wystąpił "o jak najszybszą likwidację ośrodka dla uchodźców w Łomży. Zrobił to - jak twierdzi - na żądanie mieszkańców miasta. Kilka dni później w Łomży pobito dwie Czeczenki. Napastnik krzyczał "Taliban do Czeczenii". Był to pierwszy taki incydent, mimo że ośrodek działa od dziewięciu lat. Poseł uznał za absurd wiązanie swojego wystąpienia z pobiciem Czeczenek.
Po pobiciu Kołakowski odwiedził ośrodek przy ulicy Wesołej, rozdawał pieniądze czeczeńskim dzieciom i obiecywał pomoc. Tymczasem w mieście pojawiły się antyczeczeńskie ulotki (ich autorami okazało się trzech 19-latków), a prawie 800 łomżyniaków wystosowało list do Urzędu ds. Cudzoziemców, żeby ośrodek zamknąć. Na forach internetowych pojawiły się wpisy: "Brawo, panie pośle", "Jestem hepi i dziękuję" albo (bez ironii) "Jak Sobieski pod Wiedniem tak i nasz patriota z Łomży Saracenom pogonił dziś kota". Poseł rozpytywał w miejskich instytucjach o problemy, których sprawcami są uchodźcy. Policja nie potwierdziła obaw, że Czeczeni są zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego. Szpital - że są zagrożeniem dla zdrowia, choć podobno jeden z lekarzy wyznał Kołakowskiemu, iż choroby płuc uchodźców są powodowane przez szczególnie złośliwy szczep bakterii, trudny do wyleczenia. Za to prezydent Łomży Jerzy Brzeziński powiedział publicznie, że uchodźcy nie są w mieście problemem.
Mimo to Urząd ds. Cudzoziemców zastanawia się nad zamknięciem ośrodka. - Obserwujemy w tym mieście napięcia, które nie sprzyjają prawidłowemu funkcjonowaniu obiektu i nie służą ludziom, którzy mają za sobą traumatyczne przeżycia - powiedziała "GW" rzeczniczka Urzędu.
Paweł Smoleński: Za sprawą likwidacji ośrodka dla uchodźców zrobił się pan sławny na całą Polskę. Lech Kołakowski: Tak pan uważa? O jakie sprawy pan pyta?
Jak pan się z tym czuje? - Nie wiem, czy moja osoba jest sławna. Faktem jest, że została poruszona bardzo ważna sprawa dotycząca przebywania cudzoziemców w naszym kraju. Uważam, że należy rozważyć zmianę prawa i zmianę lokalizacji ośrodków. Tu mam załącznik graficzny na potrzeby mojego biura: ośrodki dla uchodźców znajdują się w województwie podlaskim, lubelskim i wschodniej części mazowieckiego, czyli na biednej ścianie wschodniej, gdzie nie ma pracy i trzeba skierować większą pomoc dla rodzin ubogich. To komplikuje sprawy uchodźców i relacje z lokalnym środowiskiem.
Uważam, że ośrodki powinny być lokowane symetrycznie w każdym województwie. Przemawia za tym większa szansa na znalezienie przez uchodźców pracy i swojego centrum życiowego. Poza tym ośrodki są zbyt duże, jak ten w Łomży, gdzie mieszka kilkaset osób. Przykładem niech będzie
Austria, gdzie w ośrodkach mieszka 30-40 uchodźców. Postuluję też rotacyjność; ośrodek powinien działać od trzech do pięciu lat. Jeśli w tym czasie uchodźcy nie znajdą pracy i nie zintegrują się, mogą być przeniesieni gdzie indziej. Można też przenieść środki pomocowe do gmin, na zasadzie np. subwencji oświatowej. Z pewnością zostaną wykorzystane racjonalniej niż na szczeblu centralnym.
Od kiedy Łomża ma problem z uchodźcami? - Już trzy lata temu zauważyłem problem opisywany w portalu internetowym. Od dwóch lat mieszkańcy Łomży wielokrotnie wskazywali na uciążliwości związane z uchodźcami. Z początku uważałem, że - jak w każdej społeczności, np. czeczeńskiej albo gruzińskiej - zawsze może znaleźć się grupa osób, która nie przestrzega systemu prawnego lub norm zachowań, co nie świadczy o wszystkich. Próbowałem tłumaczyć, że to indywidualne zachowania. Lecz w ubiegłym roku zgłaszało się do mnie coraz więcej osób. Przychodzili do biura, na ulicy, w sklepie i wskazywali na uciążliwości. Jeśli tak wiele osób zwraca na to uwagę, postanowiłem przyjrzeć się sprawie.
Ile dostał pan skarg na uchodźców? - Nie wiem, nie prowadziłem kalendarza niezadowolonych, ale nie było dnia, żeby mieszkańcy Łomży nie mówili mi o tym.
Ponadto, jeden z uchodźców stwierdził, że większość z nich to uchodźcy ekonomiczni, a nie prześladowani politycznie.
Przecież pan nie wie, jak z tym jest naprawdę. - Ale z taką opinią muszę się liczyć.
Wystosowałem pisma do łomżyńskich instytucji i urzędów z prośbą o informacje w tej sprawie. Np. do komendy miejskiej policji. Prosiłbym się zapoznać, zwłaszcza z ostatnim zdaniem ["W bieżącym roku odnotowano kilka zdarzeń z udziałem uchodźców... Mamy świadomość, iż nie są to wszystkie zdarzenia, ponieważ część mieszkańców z różnych powodów osobistych nie zgłasza ich policji" - przyp. PS]. To wierzchołek góry lodowej; przecież ludzie o tym rozmawiają i sygnalizują sobie nawzajem, wymieniają poglądy. Mam pismo handlowców miasta Łomży; podpisów 30, może 70, już nie pamiętam. Tu jest pismo ze szpitala w Łomży. Wskazuje się choroby płuc i gruźlicę występujące wśród uchodźców. Oczywiście trzeba tym ludziom pomagać. Osoby narodowości czeczeńskiej posiadają paszporty rosyjskie. Dobrze byłoby, gdyby nastąpiła refundacja tego leczenia. Wiemy, jakie dziś ma kłopoty nasza służba zdrowia. Z powiatowego urzędu pracy; 80 osób w ewidencji. Uchodźcy nie są zainteresowani podjęciem pracy. Należy to też zrozumieć ze względu na brak znajomości języka i dokumentacji związanej z wykształceniem. Z drugiej strony Łomża jest miastem o wysokim bezrobociu, biednym samorządem. Głównym czynnikiem integracji jest podjęcie pracy. U nas to bardzo trudne, ośrodek jest za duży, ludzie skoszarowani w strasznych warunkach, dziwię się, jak sanepid na to pozwala. To jest złe dla uchodźców.
I to wszystko skłoniło pana, żeby we wrześniu '09 zażądać likwidacji ośrodka? - Nie ad hoc, lecz po wielu monitach mieszkańców Łomży i przeanalizowaniu stanu faktycznego i prawnego. Przyglądałem się też, jak sprawa wygląda z punktu widzenia uchodźcy, jakie ma szanse w naszym mieście, a jakie np. we Wrocławiu czy Poznaniu. Miałem na celu pomoc.
Chce pan im pomóc przez zamknięcie ośrodka? - Ja nic nie zamykam. Ale wygaszanie ośrodka w Łomży jest szansą dla uchodźców. Przypominam, że decyzji o zamknięciu nie ma. Nie wiem, skąd takie zainteresowanie mediów.