http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Życie za kredyt

Joanna Blewąska, Łódź
2010-04-02, ostatnia aktualizacja 2010-04-02 08:54

Bank
Bank
Fot. Beata Kitowska

Jestem jednym z ludzi, których zobowiązania przekraczają dochody. Moje zadłużenie wynosi około 350 tys. zł, a miesięczne raty przekraczają 10 tysięcy. Problem dotyczy 137 tysięcy ludzi - tyle osób spłaca ponad 10 kredytów i liczba ta rośnie. (...) Mam nadzieję, że mój przykład pomoże ostrzec innych ludzi, lecz też i banki przed tym, czym grozi rozdawnictwo kredytów.

ZOBACZ TAKŻE

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Maciej, 45-letni właściciel agencji reklamowej z Pabianic, napisał w listopadzie zeszłego roku taki list do redakcji. Według Komisji Nadzoru Finansowego wyższe miesięczne raty kredytów niż dochody ma 5 proc. kredytobiorców. Klientów o wysokim ryzyku nadmiernego zadłużenia może być już ok. 300 tys., a ich długi wynoszą już 20 mld zł.

Anna, żona Macieja: - Zawsze bałam się kredytów. Po co nam one? Na wakacjach za granicą nie byliśmy nigdy, ale jesteśmy szczęśliwi. Mieliśmy już wszystko.

Mieszkali w kamienicy, ale dziesięć lat temu kupili domek na wsi pod Sieradzem. Drewniany, stary. Zapadająca się podłoga, nie otwierała się część okiennic.

- Rudera, ale oni tak się cieszyli z tego domu - wspomina ich sąsiad.

Anna: - Potrafiliśmy się cieszyć z drobnych rzeczy. Na przykład gdy wyszliśmy na dwór i zobaczyliśmy klucz przelatujących kaczek. "Widzisz, a mogłeś mieszkać w Warszawie" - żartowałam z Macieja w takich chwilach. - Tylko ten kredyt na remont mieszkania w kamienicy nie dawał mi spokoju. Mąż mówił, że jeszcze dwa lata i będzie spłacony.

Anna nie zdawała sobie sprawy, że oprócz tego kredytu są jeszcze inne. Wiele innych.

Z listu Macieja: (...) Rodzina o kredytach nie wie. Tzn. wie, że płacę jakieś 700 zł rat na remont firmy i mieszkania. Nikt nigdy nie wymagał zgody żony na wzięcie kredytu. (...) W 2007 miałem zadłużenie w ZUS i US, moje biuro potrzebowało remontu i potrzebowałem samochodu, który mógłby przewozić plansze. Zobaczyłem reklamę Getin Banku z hasłem "masz dowód, weź kredyt" lub podobną. Wszedłem i po 20 minutach wyszedłem z 10 tysiącami złotych. Na drugi dzień poszedłem do AIGO po drugiej stronie ulicy. Miałem następne 10 tysięcy. Spłaciłem ZUS i US, kupiłem Chryslera Voyagera z 1994 roku. (...) Gdy wpłacałem kolejną ratę, usłyszałem, że jeśli chcę, to od ręki dostanę 10 tys. zł kredytu. Wziąłem. (...) Po spłacie dwóch rat odezwał się Getin Bank, że jak chcę, to mogę wpaść po kolejne 10 tysięcy. Skorzystałem...

Po dwóch latach suma miesięcznych rat Macieja przekroczyła 10 tys. zł.

Ostatnią ratę w Cetelem Banku zapłaciłem 5 listopada. Na dalsze spłaty nie mam. Eurobank i Getin Bank stale dzwonią i przypominają o ratach. Nie mam pomysłu, jak rozwiązać ten problem, jak powiedzieć rodzinie, że wszystko straciłem.

- Ludziom w takich sytuacjach bardzo trudno pomóc - mówi Włodzimierz A. Brodniak, socjolog medycyny z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. - Sam bym się czuł jak w pułapce. Tu nie można pocieszać, że "czas leczy rany", bo czas to rosnące odsetki. Trzeba ostrzegać ludzi przed nadmiernymi zapożyczaniem się.

Z listu Macieja: Straciłem chęci do życia. Nie widzę innego wyjścia niż popełnienie samobójstwa. (...) Wpuszczę spaliny do samochodu. Potrzebny zestaw rurek kupiłem za pomocą karty Cetelem Banku.

List dotarł do redakcji dzień po śmierci Macieja.

Przeczytaj całą historię Macieja



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':