Dlatego, jak już pisaliśmy, na środowej konferencji "Państwo wrogie przedsiębiorcy" przedstawiciele biznesu wystosowali apel do ministra sprawiedliwości z listą 11 postulatów. Najważniejsze z nich to: wprowadzenie przepisów ograniczających długość śledztw i procesów sądowych, ograniczenie tymczasowych aresztowań, ochrona godności osób zatrzymywanych, stworzenie aresztowanym możliwości przekazania w inne ręce prowadzonych przez nich firm, poszanowanie zasady domniemania niewinności, weryfikację kompetencji biegłych sądowych.
Rozmowa z Janem Pamułą, politykiem i przedsiębiorcą uniewinnionym po 12 latach procesu, dziś prezesem Portu Lotniczego w Balicach Magdalena Kursa: Przez niesłuszne oskarżenie stracił pan 12 lat! Jan Pamuła: Gdy mnie zatrzymano, miałem 45 lat i rozpędzoną karierę. Byłem posłem, osobą publicznie znaną, prezesem Izby Rzemieślniczej, wiceszefem banku - za dwa tygodnie miałem szansę zostać jego prezesem. Z dnia na dzień straciłem wszystko. Postawiono mi dwa zarzuty: płatnej protekcji oraz przyjęcia 2 tys. zł łapówki za pomoc w wynajęciu lokalu. To kuriozalne - piastowałem wysokie stanowisko, miałem określony majątek, rodzinną kamienicę w Krakowie - po co miałbym brać 2 tys. zł? Prokuratura uwierzyła jednak człowiekowi, który odsiadywał wyrok. Pomówienie było wyssane z palca. Wyjaśnianie sprawy zajęło jednak 12 lat. Przerwało to moją karierę zawodową i polityczną, ludzie zaczęli mnie unikać.
Kto powinien ponieść za to odpowiedzialność? - To wina systemu polskiego prawodawstwa, które gwarantuje prokuratorom bezkarność. Akt oskarżenia sporządzono bardzo szybko. Nawet mnie o tym nie poinformowano, choć nakazuje to kodeks karny. Trzeba koniecznie wprowadzić osobistą odpowiedzialność prokuratorów. Nawet w przypadkach, jeśli podpisując jakiś dokument, działają na polityczne zlecenie z góry. Akt oskarżenia w mojej sprawie podpisała 27-letnia pani prokurator, którą wówczas oddelegowano z prokuratury rejonowej do wojewódzkiej. Podobno tego aktu nie chciał podpisać żaden doświadczony prokurator. Po 12 latach sąd stwierdził, że nigdy nie było podstaw do postawienia zarzutów. Jeśli ja popełnię w mojej pracy błędy, odpowiadam za nie. Dlaczego prokuratorów to nie dotyczy?
Czytał pan apel przedsiębiorców. Które postulaty są najważniejsze? - Zgadzam się z tym, że tymczasowy areszt trzeba stosować rozsądnie - tylko wówczas, gdy istnieje podejrzenie mataczenia lub ucieczki. Zatrzymano mnie, gdy wyjeżdżałem
samochodem z rodzinnej kamienicy. Jechałem do pracy w banku. Takiego faceta jak ja powinno się od razu przesłuchać i pozwolić mu iść do pracy. Nie byłem ani kryminalistą, ani groźnym bandytą. Gdzie miałem uciekać? W areszcie spędziłem sześć tygodni. Ważny jest też postulat racjonalnego ustalania kaucji. W moim przypadku, zarzut dotyczył 2 tys. zł, a kaucję wyznaczono na 40 tys. zł.
Apel dotyczy też wprowadzenia przepisów ograniczających długość śledztw i procesów sądowych... - To podstawa. Na taki proces jak mój wystarczyłby rok. Adwokaci mówili mi często, że "Proces Kafki" to pestka w porównaniu z moją sprawą. Nie można wycinać człowiekowi 12 lat z życiorysu i nie ponosić za to odpowiedzialności.
Ważna jest też edukacja ekonomiczna sędziów i prokuratorów. Muszą znać podstawy ekonomii, rachunkowości i gospodarki rynkowej.
Wystąpił pan o 16 mln zł odszkodowania od skarbu państwa. - Moi adwokaci wyliczyli, że 16 mln zł to kwota, którą zarobiłbym, piastując w tym czasie dalej moje stanowisko. Nie liczę utraty dobrego imienia ani szkód moralnych. Tego
budżet państwa nie jest w stanie mi zrekompensować. Proces odszkodowawczy powinien się wkrótce zakończyć.