- Mówił, co mam robić i robiłam to - opowiada gazecie "Tagesspiegel" 52-letnia dziś Heidemarie Puls, którą w 1974 r. zamknięto w poprawczaku w Torgau. Wychowawca wyciągał ją nocą z łóżka, kazał się rozbierać i kłaść na pryczy. Potem gwałcił. Zdarzało się, że kazał się masturbować i patrząc na mnie, robił to samo. Gwałtów miał się dopuszczać dyrektor poprawczaka. Zdarzało się, że dziewczynki były zamknięte w jego gabinecie nawet przez tydzień. Puls opisała swoje przeżycia w poprawczaku w książce, która ukazała się w zeszłym roku, ale dopiero teraz zdecydowała się mówić o molestowaniu i gwałceniu.
Nazwa Torgau, miasteczka w północnej Saksonii, przetoczyła się wczoraj przez niemieckie media. Po ofiarach księży pedofilów ujawniają się ofiary wychowawców poprawczaków w b. NRD. - Myślę, że tych spraw nie można ze sobą porównywać. Pedofilia w Kościele to pojedyncze przypadki. W NRD istniał system terroru wobec dzieci i młodzieży - mówi Markus Meckel, dawny enerdowski opozycjonista.
System działał w ramach poprawczaków zwanych specjalnymi domami dzieci lub zakładami dla młodzieży. W całym kraju było ich kilkadziesiąt, a trafiali tam nie tylko młodociani przestępcy, ale też dzieci sprawiające według władz kłopoty wychowawcze: notoryczni wagarowicze czy dziewczyny, które zbyt prowokująco się ubierały. Zsyłano tam również dzieci, które uciekały z sierocińców.
W taki sposób na pięć miesięcy trafiła do Torgau Heidemarie Puls. W poprawczakach - zgodnie zaleceniami partii komunistycznej - biciem i upokarzaniem łamano ich charaktery. Prasa pisze m.in. o wkładaniu głów do muszli klozetowych, długotrwałym zamykaniu w piwnicach oraz o masowych gwałtach.
Dotąd zgłosiło się 25 osób, które twierdzą, że były wykorzystywane seksualnie. Najmłodsze trafiło do poprawczaka w wieku sześciu lat.
- To wierzchołek góry lodowej. Codziennie zgłaszają się nowe ofiary, są wśród nich nawet ludzie, których znałem i do tej pory słowem nie wspomniały, że przeszły przez piekło - mówi Manfred Kolbe, poseł CDU z Torgau.
- Pojechałem do Torgau po zjednoczeniu Niemiec, gdy badaliśmy rozmiary enerdowskiego totalitaryzmu. Byłem zdruzgotany. To był obóz koncentracyjny, a nie dom dziecka! Byli wychowankowie godzinami opowiadali nam o tym, jak ich bito. Wówczas jednak nikt nie mówił nam o gwałtach. Dla ofiar była to najwyraźniej zbyt wstydliwa sprawa - opowiada Meckel.
O gwałceniu dzieci wiedziało z donosów pracowników poprawczaków wszechwładne Stasi, czyli służba bezpieczeństwa NRD. Nie kiwnęło jednak palcem w sprawie dzieci, bo ujawnienie pedofilii było kompromitujące dla systemu wychowawczego NRD. Po zjednoczeniu Niemiec w poprawczaku w Torgau założono muzeum, a pozostałe rozwiązano. Do tej pory sprawą zajmowało się jedynie wąskie grono historyków.
- Dobrze się stało, że przypomniano teraz o gehennie dzieci. Niestety, wychowawców nikt nie postawił za to przed sądem. Dziś jest za późno, bo sprawy się przedawniły - mówi Meckel.
Poseł Kolbe chce, by ofiarami zajął się rząd i zaprosił je na obrady specjalnego okrągłego stołu poświęconego ostatnim skandalom pedofilskim: - O problemie nie można dyskutować bez ofiar z byłego NRD.
• Biskup Wiednia kard. Christoph Schönborn przyznał w środę, że Kościół tuszował przypadki pedofilii. - Dobrze, że teraz ofiary kończą milczenie, bo więcej ludzi zauważy problem - mówił w kazaniu.
Źródło: Gazeta Wyborcza