http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Autoryzacja Boga

Cezary Gawryś*
2010-04-10, ostatnia aktualizacja 2010-04-01 17:36

Zmartwychwstanie nie było faktem historycznym

Zmartwychwstanie w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Dąbiu
Fot. Dariusz Gorajski / AG
Zmartwychwstanie w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP w Dąbiu
ZOBACZ TAKŻE
Jednym z wielkanocnych obyczajów jest święcenie pokarmów w Wielką Sobotę. Od rana wszyscy pielgrzymujemy z koszyczkiem do lokalnych kościołów. Ksiądz wyjaśnia, że jajko to symbol nowego życia, kropi wodą święconą zastawiony stół i zebranych - i można wracać do domu z poczuciem dochowania tradycji. Potem jest tłumna rezurekcja przy akompaniamencie huku petard. Czy jednak, kultywując religijne obyczaje, co jest skądinąd rzeczą chwalebną, nie rozmijamy się czasem z refleksją nad samym Wydarzeniem?

Spróbujmy najpierw ustalić, co się wtedy właściwie stało. Jak o tym świadczą ewangelie, Jezusowi za życia zdarzyło się kilkakrotnie wskrzesić zmarłego człowieka. Najbardziej spektakularne było wskrzeszenie Łazarza na trzeci dzień po jego śmierci, kiedy trup już cuchnął. Między wskrzeszeniem Łazarza a zmartwychwstaniem Jezusa jest jednak zasadnicza różnica. Łazarz powrócił do ziemskiego życia i kiedyś potem musiał umrzeć. Jezus natomiast, jak mówi Pismo i wierzą chrześcijanie, wskrzeszony został przez Boga do życia wiecznego i nigdy już nie umiera. Skutki cudów czynionych przez Jezusa mieściły się w porządku tego świata, przywracały mu naturalną harmonię. Zmartwychwstanie Jezusa porządek tego świata radykalnie przekracza. Choć zdarzyło się w realnej historii, w życiu konkretnych ludzi, nie może być uznane za fakt historyczny - jest jakby oknem transcendencji. Wymaga wiary. A wiara, jak uczy Kościół, jest łaską.

Znam i rozumiem ludzi, którzy mówią: "Chciałbym uwierzyć, ale nie potrafię". Wiara w zmartwychwstanie Jezusa nie przyszła łatwo nawet apostołom. Pierwsze wieści o pustym grobie i o ukazaniu się Pana niewiastom uczniowie przyjęli sceptycznie. Skoro nawet oni, przygotowywani mentalnie przez swego Mistrza na to, co ma nastąpić, w pierwszej chwili nie byli w stanie uwierzyć w Jego zmartwychwstanie, to czy można się dziwić wielu ludziom współczesnym, przesiąkniętym racjonalną kulturą umysłową Zachodu, że nie wierzą? Zwykły zdrowy rozsądek sprzeciwia się uznaniu prawdy, że możliwe jest życie cielesne niepodlegające prawom fizyki i biologii. Zmartwychwstanie Jezusa, tak jak recytowana w Credo wiara w "ciała zmartwychwstanie", jest wyzwaniem dla ludzkiego umysłu. Nawet wielu moich znajomych katolików, z którymi ostatnio rozmawiałem, przeprowadzając prywatną miniankietę, tłumaczy sobie, że Jezus zmartwychwstał dlatego, że był Bogiem, a my, zwykli ludzie, mamy tylko "dusze nieśmiertelne".

Zmartwychwstał już na krzyżu

Notabene, można zapytać, czy zmartwychwstanie Jezusa istotnie miało miejsce w nocy z soboty na pierwszy dzień tygodnia. Nikt nie był świadkiem tego zdarzenia. Pozostanie ono zawsze tajemnicą. A w Składzie Apostolskim wyznajemy, że Jezus po śmierci "zstąpił do piekieł". W Wielką Sobotę Kościół kontempluje w ciszy prawdę o Bożym miłosierdziu dla wszystkich zmarłych grzeszników. Czyżby to tylko duch Jezusa zstąpił do otchłani, aby wyprowadzić z niej sprawiedliwych, a nie On sam, Syn Boży, Bóg-Człowiek? Niektórzy współcześni teologowie, np. Gisbert Greshake, wysuwają ciekawą hipotezę "zmartwychwstania w śmierci": Bóg Ojciec już na krzyżu, w momencie śmierci Jezusa, "uwielbił" w Nim swego umiłowanego Syna.

Załóżmy jednak, na zasadzie wiary, ale też na podstawie wiarygodnego świadectwa apostołów, że Jezus istotnie zmartwychwstał (apostołowie świadczyli o tym aż po męczeńską śmierć) Stajemy wtedy przed kolejnym pytaniem: co to Wydarzenie dla nas znaczy?

Ciało Zmartwychwstałego miało inne właściwości niż nasze ciała (np. przenikało przez zamknięte drzwi), ale niewątpliwie było ciałem Jezusa: nosiło ślady Jego męki. Było naznaczone doświadczeniem ziemskiego życia. Podkreśla to wymownie Księga Apokalipsy, opisując "zabitego Baranka" w boskiej chwale. Zmartwychwstania Jezusa nie można więc oddzielać od Jego męki i śmierci na krzyżu. Zmartwychwstanie jest jakby autoryzacją Jezusa przez Boga. Oto Bóg poświadcza, że Jego umiłowany Syn jest pełnią prawdy o Nim, Bogu Ojcu, i o człowieku - o naszej prawdziwej naturze i przeznaczeniu. Skoro Jezus zmartwychwstał, to znaczy, że nie była złudzeniem Jego świadomość, że umiera na krzyżu za zbawienie świata.

Śmierć na śmietniku

A cóż to jest zbawienie? - pytają dziś często młodzi. Najprościej można by powiedzieć, że zbawienie to spełnienie naszego człowieczeństwa (Hans Urs von Balthasar). Któż tego nie pragnie? Któż się nie niepokoi, że z takim spełnieniem mógłby się rozminąć? Ale zbawienie to także wyzwolenie ludzkości od zła. Wreszcie - wyzwolenie od śmierci. Któż o tym nie marzy w głębi serca, nawet jeśli wątpi, że to możliwe?

Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały proponuje nam zbawienie we wszystkich trzech powyższych znaczeniach. Zaczynając od końca: sam pokonał śmierć i nam też obiecuje życie wieczne. Demaskuje zło, obłudę i przemoc rządzące światem, biorąc na siebie, choć był niewinny, los skazańca, i ponosząc haniebną śmierć na wysypisku śmieci. Swoją śmiercią gładzi grzechy świata, co może nam się wydawać niepojęte i wręcz niesprawiedliwe. A przedtem swoim życiem pokazuje nam prostą drogę do spełnienia naszego człowieczeństwa: "szczęśliwi ubodzy w duchu; ci, którzy się smucą; cisi; którzy łakną i pragną sprawiedliwości; miłosierni; czystego serca; którzy wprowadzają pokój; którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości" (Mt 5,3-10).

Drogą do zbawienia, do spełnienia naszego człowieczeństwa nie jest więc szukanie własnej chwały, podkreślanie własnego "ja", dążenie za wszelką cenę do sukcesu, popularności, bogactwa, władzy, nie jest szukanie coraz silniejszych doznań i przyjemności (rozkoszą można się zmęczyć i znudzić, ale nigdy nasycić), lecz zwrócenie się ku drugiemu człowiekowi, zauważenie go, czynienie choćby najskromniejszego dobra, okazywanie współczucia, dawanie z siebie tego, co najlepsze. "Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili" (Mt 25,35-40).

Taka postawa zwrócenia się ku drugiemu wymaga przekroczenia naszego "ja", a często, gdy tego wymaga dobro bliźniego, wręcz powiedzenia sobie samemu "nie". Jest to więc droga trudna, wymagająca wyrzeczeń, pracy nad sobą, ale też dająca radość i satysfakcję, których nikt i nic nie będzie nam w stanie odebrać. Moje plany mogą zostać pokrzyżowane, ale jeśli czyniłem dobro, jeśli kochałem, mogę wyjść naprzeciw śmierci mimo wszystko z poczuciem sensu mego życia.

Jezus, gdy szedł na krzyż, po ludzku sądząc, stracił wszystko. A jednak: "Nie ma większej miłości, niż gdy ktoś oddaje życie za przyjaciół swoich".

Wszystko zdumiewa

Napisałem, że zmartwychwstanie Jezusa musi budzić zdumienie i przekracza nasze pojmowanie. Że wymaga wiary. Ale czy nie jest tak, że cała realna i empirycznie dana nam rzeczywistość - istnienie świata, kosmosu, życie na ziemi, nasza jednostkowa świadomość, ludzki rozum i możliwości nauki, nasza wolność i zdolność kochania, wreszcie zło w historii - wszystko to musi budzić zdumienie i przekracza nasze pojmowanie? Na to wyzwanie świata, który nieuchronnie przemija i w którym zdaje się triumfować zło, odpowiedzieć można dwojako: rozpaczą albo zawierzeniem i nadzieją.

Co ciekawe, podczas chrystofanii (ukazywanie się po zmartwychwstaniu) Jezus nie od razu pozwalał się rozpoznać swoim uczniom. Maria Magdalena, której ukazał się jako pierwszej, wzięła Go najpierw za ogrodnika. Uczniowie z Emaus poznali Go dopiero przy łamaniu chleba. Ci, którzy Go kochali, rozpoznawali Go nie po wyglądzie zewnętrznym, lecz sercem, czyli miłością.

Wiara to nie oschły akt intelektu, to odpowiedź całym sobą. "Kochałabym Boga, nawet gdyby nie istniał" - napisała Simone Weil.



*



Rozmawiałem kiedyś ze znajomym, człowiekiem niewierzącym, mającym bardzo powikłane życie. Szliśmy przez park, zawzięcie się spierając w pewnej kluczowej dla niego kwestii, kiedy nagle, zmieniając temat, zapytałem: "Powiedz, Tomku, kim jest dla ciebie Jezus?" Zatrzymał się zaskoczony i po chwili odpowiedział: "To imię wiąże się dla mnie z nadzieją"



*Cezary Gawryś jest teologiem, redaktorem i publicystą miesięcznika "Więź"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':