http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Niezwykła szczerość niedoszłej Pierwszej Damy

Tomasz Lis
2010-04-01, ostatnia aktualizacja 2010-04-01 12:52

Chwilę potrwało, nim doszedłem do siebie po hitchcockowskim w swej jakże niezwykłej dramaturgii finale prawyborów w Platformie

Tomasz Lis
Tomasz Lis
Potem musiałem się zmierzyć z jak zwykle uroczym intelektualnym pluralizmem politycznych komentarzy: "triumf PO" lub "klęska PO" (frekwencja), "klęska Sikorskiego"(tylko 31 proc. głosów) lub "wielki sukces Sikorskiego"(aż 31 proc. głosów). Mając już to za sobą, z ulgą skorzystałem z możliwości zapoznania się ze szczególnym spojrzeniem na całe te prawybory, spoglądała bowiem na nie osobiście amerykańska dziennikarka, laureatka Pulitzera, a do tego żona kandydata na kandydata Anne Applebaum.

W internetowym portalu Slate opisuje ona swe pięciotygodniowe przygody w roli żony kandydata. Pomińmy z sympatii dla autorki podtytuł artykułu - "Prawie zostałam pierwszą damą Polski", nowa definicja słowa "prawie" nie jest warta rozważań. Tekst, jak przystało na autorkę błyskotliwą, jest błyskotliwy i pełen wdzięku. Czujemy empatię dla autorki, gdy opisuje swą traumę spotkania ze stylistą wzmocnioną przez traumę kolejną - występ w programie śniadaniowej telewizji. Anne Applebaum przyznaje, że mogłaby cały dzień mówić o polityce energetycznej Unii Europejskiej albo o wyborach na Ukrainie, a tu w telewizji śniadaniowej zapytano ją, dlaczego zakochała się w swym mężu. W śniadaniowej telewizji w USA zapytano by ją zapewne o reformę służby zdrowia i nielegalnych imigrantów, ale to było "Dzień dobry, TVN", a nie "Dzień dobry, Ameryko". Nie ma co też polemizować z wrażeniami Anne Applebaum skarżącej się, że gdy tylko Sikorski został kandydatem na kandydata, jego i jego żonę "zalało tsunami złych emocji". Cóż, kwestia percepcji, ja na przykład widziałem wiele dobrej prasy i sympatii - i dla Sikorskiego, i dla jego żony. Nieważne.

To wszystko didaskalia, bo mówimy o tekście rzeczywiście niezwykłym, biorąc pod uwagę, że napisała go "prawie pierwsza dama". Tym bardziej niezwykłym, że niewiele wskazuje na to, by jej mąż swe ambicje porzucił. Anne Applebaum z pewnym wyrzutem stwierdza, że Polacy chcą, by ich przywódca jak wódz plemienia "wyglądał jak oni, żył jak oni i by uznawał ich wartości". Czyż właśnie to mogło być powodem porażki Radosława Sikorskiego? Czy idzie o to, że Polacy wolą takiego jak oni, a nie kogoś lepszego, kto lepiej wygląda, lepiej żyje i reprezentuje lepsze wartości, czytaj: Sikorskiego? Pytania, choć zawierające rys ironii, nie są chyba pozbawione sensu, skoro Anne Applebaum sama ironizuje i idzie dalej: "Najwyraźniej cechy, które Polacy doceniają u szefa dyplomacji - znajomość języków, dyplomatyczne doświadczenie, a nawet poczucie humoru - nie są tymi, których oczekują od głowy państwa. Niech tak będzie". Niezbyt pulitzerowska jest ta wykładnia tego, co się stało w prawyborach w PO, bo jasno z niej wynika, że Komorowski wygrał, ponieważ nie zna języków i nie ma dyplomatycznego doświadczenia, a nawet poczucia humoru. Pytanie, czy Anne Applebaum pisze o tych samych prawyborach, którym się przyglądaliśmy, i o tym samym Radosławie Sikorskim, którego widzieliśmy.

O wiele głębszą analizę przyczyn porażki Sikorskiego niż w tekście autorki można znaleźć w niektórych komentarzach internautów do tego tekstu. Piszą oni o "katastrofalnym" wystąpieniu kandydata w Bydgoszczy, o niegodnych polityka jego atakach na głowę państwa, o jego niespecjalnie rozbudzającej wyobraźnię wizji prezydentury i o braku umiaru oraz radykalizmie wielu jego wypowiedzi. Piszą, że po czterech latach prezydentury brata szefa PiS rzeczą, której Polacy od głowy państwa oczekują najbardziej, jest przewidywalność, a w tym "departamencie" Komorowski był według nich znacznie lepszy niż Sikorski. Słowa Anne Applebaum są swego rodzaju uzupełnieniem słów jej męża w Bydgoszczy. Tam na wiecu zaserwował on prymitywny antykaczyzm, w nadziei że Polacy go bezrefleksyjnie kupią. Gdy publika okazała się jednak nieco bardziej wyrafinowana, żona kandydata zdaje się sugerować, że Polacy są jednak za mało wyrafinowani, by zrozumieć, jak wspaniałą okazję stracili. Wystąpienie kandydata na wiecu w Bydgoszczy i tekst jego żony w portalu Slate mogą jednak wskazywać, że nie była ona tak wspaniała, jak oboje sądzili.

  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    67 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':